ROZDZIAŁ XIV
Wolność ogłoszona, niewolnicy z powrotem
Najbardziej bezczelna historia o wolności w Biblii nie zaczyna się od faraona. Zaczyna się w Jerozolimie, gdzie ludzie znający Torę, Świątynię i właściwe słownictwo religijne zrobili rzecz słuszną: wypuścili hebrajskich niewolników. Następnie zrobili rzecz ekonomicznie praktyczną: wzięli ich z powrotem.
Biblia nie podaje dokładnie, ile trwała reforma. Nie będę konkurował z Jeremiaszem arkuszem kalkulacyjnym. Podaje jednak wyraźny ruch: uwolnili, zmienili zdanie, ponownie zniewolili.
Wolność okazała się dostępna w wersji próbnej.
Pełna licencja kosztowała właścicieli zbyt wiele.
Miasto pod ścianą
Jerozolima jest oblegana przez wojska babilońskiego króla Nabuchodonozora. Państwo Judy kończy się na oczach mieszkańców. Poza stolicą bronią się jeszcze nieliczne miasta warowne, a armia imperium systematycznie zamyka rachunek istnienia królestwa.
Na tronie siedzi Cydkiasz. Jest królem, ale zakres jego władzy kurczy się razem z zapasami żywności i liczbą miast pozostających po jego stronie. Właśnie wtedy zawiera z mieszkańcami Jerozolimy przymierze, którego celem jest uwolnienie hebrajskich ebedów i niewolnic.
„Król Cydkiasz zawarł przymierze z całym ludem, który był w Jerozolimie, aby ogłosić im wolność. Każdy miał wypuścić wolno swojego hebrajskiego ebeda i hebrajską niewolnicę, żeby nikt nie posługiwał się Judejczykiem, swoim bratem”.
Jr 34,8–9 — przekład autora
Prawo nie było nowe. Hebrajski ebed miał służyć sześć lat, a w siódmym wyjść. Jeremiasz mówi wprost, że przodkowie nie słuchali tego nakazu. Zegar wolności wisiał na ścianie od pokoleń, ale właściciele najwyraźniej zdejmowali baterię przed siódmym rokiem.
Dopiero armia Babilonu pomogła im przypomnieć sobie Torę.
Nie wiadomo, co dokładnie skłoniło mieszkańców do działania. Mogła to być szczera skrucha. Mogła być religijna panika człowieka, który widzi katapultę za murami i nagle przypomina sobie wszystkie zaległe przykazania. Mogła zadziałać kalkulacja wojskowa: wolny Judejczyk nadawał się lepiej do obrony miasta niż niewolnik pilnujący garnków w domu właściciela. Oblężenie mogło też sprawić, że utrzymywanie zależnych ludzi stało się kosztowne.
Tekst nie pokazuje wiadomości wymienianych między właścicielami. Wiemy tylko, że w obliczu katastrofy odkryli wolność braci.
Koniec świata znakomicie poprawia pamięć religijną.
Nie podpisali regulaminu
Uwolnienie nie odbyło się przez luźną deklarację króla. Mieszkańcy zawarli przymierze przed Bogiem. Jeremiasz wspomina o cielęciu przeciętym na dwie części i o ludziach przechodzących pomiędzy nimi.
Starożytne zawarcie przymierza nie przypominało kliknięcia pola „akceptuję warunki”, którego treści nikt nie czyta. Rozcięte zwierzę przedstawiało skutki złamania zobowiązania. Człowiek przechodzący pomiędzy częściami symbolicznie przyjmował na siebie przekleństwo: niech stanie się ze mną to, co z tym cielęciem, jeżeli zdradzę przymierze.
Przechodzili przywódcy Judy i Jerozolimy, urzędnicy dworu, kapłani oraz lud. Elita polityczna, religijna i ekonomiczna nie mogła później powiedzieć, że umowę zaakceptował stażysta bez pełnomocnictwa.
Wszyscy wiedzieli, co robią.
Cielę również dostarczyło dość czytelną prezentację i nie był mu do tego potrzebny PowerPoint.
Uwolnili ich naprawdę
Jeremiasz nie mówi, że właściciele jedynie obiecali poprawić warunki. Nie skrócili czasu pracy, nie zwiększyli racji żywności i nie pozwolili ebedom wybrać koloru tuniki roboczej. Wypuścili ich.
„Wszyscy przywódcy i cały lud, którzy weszli w przymierze, usłuchali, aby każdy wypuścił wolno swojego ebeda i swoją niewolnicę i już się nimi nie posługiwał. Usłuchali i wypuścili ich”.
Jr 34,10 — przekład autora
Powtórzenie jest ważne. Usłuchali. Wypuścili. Przestali się nimi posługiwać.
Po raz pierwszy od dawna ludzie, którzy rano należeli do gospodarstwa, wieczorem mogli decydować o sobie. Nie znamy ich imion ani planów. Być może wrócili do krewnych. Być może znaleźli miejsce przy obronie miasta. Być może po prostu zasnęli ze świadomością, że następnego dnia nikt nie może legalnie rozkazać im wstać.
Prawo zadziałało.
Na krótko.
Babilończycy odchodzą od murów
W innym miejscu Księgi Jeremiasza czytamy, że armia faraona wyruszyła z Egiptu, a Babilończycy czasowo odstąpili od Jerozolimy. Chronologia wydarzeń nie zostaje rozpisana jak raport wojskowy, ale bardzo możliwe, że właśnie ta chwilowa ulga zmieniła nastrój właścicieli.
Wczoraj nad miastem wisiała zagłada, więc należało pojednać się z Bogiem, uwolnić ludzi i naprawić stare grzechy. Dzisiaj armia wroga zniknęła za horyzontem, więc sytuacja wróciła do normy.
A w normie ktoś przecież musi przynieść wodę.
„Potem jednak zmienili zdanie i sprowadzili z powrotem ebedów oraz niewolnice, których wypuścili wolno, i ponownie podporządkowali ich sobie jako ebedów i niewolnice”.
Jr 34,11 — przekład autora
Nie wiemy, jak wyglądało ponowne schwytanie. Tekst używa języka podporządkowania i przymuszenia do służby. Ci ludzie nie przyszli zapewne rano pod dom dawnego pana z pytaniem, czy oferta zatrudnienia jest nadal aktualna.
Zostali sprowadzeni z powrotem.
Właściciele nie zmienili opinii w dyskusji teologicznej. Zmienili status drugiego człowieka.
Wolność trwała do pierwszej poprawy sytuacji
Historia odsłania bardzo szczególny rodzaj moralności. Właściciele byli gotowi zrobić rzecz słuszną, dopóki jej niewykonanie mogło sprowadzić katastrofę. Kiedy zagrożenie osłabło, razem z nim osłabła potrzeba sprawiedliwości.
Wolność była dla nich środkiem nadzwyczajnym.
Własność pozostawała stanem normalnym.
To zachowanie jest znacznie bardziej ludzkie niż chcielibyśmy przyznać. Człowiek podczas choroby obiecuje zmianę życia, przy katastrofie godzi się z rodziną, a podczas oblężenia uwalnia niewolników. Później gorączka spada, armia odchodzi i okazuje się, że dawne życie miało wygodny fotel.
Właściciele mogli nawet uważać, że nie robią niczego szczególnie złego. Przecież ludzie wcześniej należeli do ich domów. Uwolnienie nastąpiło w warunkach nadzwyczajnych. Skoro zagrożenie minęło, można było przywrócić poprzedni porządek.
Porządek ma tę zaletę, że najbardziej uporządkowany jest zawsze dla człowieka stojącego na górze.
„Znieważyliście moje imię”
Bóg przez Jeremiasza nie nazywa tego drobnym uchybieniem proceduralnym. Nie mówi, że właściciele błędnie zinterpretowali termin albo nie wypełnili odpowiedniego formularza.
„Wy jednak cofnęliście się i zbezcześciliście moje imię. Każdy sprowadził z powrotem swojego ebeda i swoją niewolnicę, których wypuściliście wolno według ich pragnienia, i zmusiliście ich, aby znowu byli waszymi ebedami i niewolnicami”.
Jr 34,16 — przekład autora
Ponowne zniewolenie człowieka zostaje nazwane znieważeniem imienia Boga.
To istotne, bo przymierze zawarto prawdopodobnie przy Świątyni i wzywając Boga na świadka. Właściciele połączyli Jego imię z obietnicą wolności, a następnie cofnęli wolność, jakby Bóg był pieczątką, którą można przybić na czas kryzysu, a później schować do szuflady.
Religia nie kończy się przy ołtarzu. Wychodzi za właścicielem do domu i patrzy, kto następnego ranka niesie jego wodę.
Można prawidłowo przeciąć cielę, przejść pomiędzy połowami, wypowiedzieć właściwe słowa, a później całym gospodarstwem wyjaśnić, że ceremonia nie miała wpływu na działalność operacyjną.
Jeremiasz twierdzi, że miała.
Wolni według własnego pragnienia
Prorok dodaje szczegół, który łatwo przegapić: właściciele wypuścili ludzi „według ich pragnienia” albo „według ich duszy”. Niewolnicy chcieli wolności.
Nie wszyscy ebedzi stali przy drzwiach z prośbą o szydło. Nie każdy uważał dom pana za rodzinę tak serdeczną, że księga własności wyglądała jak album ze zdjęciami. Kiedy dano im możliwość odejścia, skorzystali z niej.
To odpowiada na wygodny argument, że zależni ludzie byli zapewne zadowoleni ze swojego miejsca. Niektórzy mogli być. Inni po otwarciu drzwi po prostu wyszli.
Właściciele musieli ich później sprowadzić siłą właśnie dlatego, że człowiek raz wypuszczony nie zawsze wykazuje rozsądną wdzięczność i dobrowolnie wraca do bezpłatnej pracy.
Wolność ma paskudny wpływ na dyscyplinę personelu.
Bóg również ogłasza wolność
Odpowiedź Boga wykorzystuje to samo słowo, którym właściciele wcześniej ogłosili uwolnienie.
„Wy nie usłuchaliście mnie, aby ogłosić wolność, każdy swojemu bratu i swojemu bliźniemu. Dlatego ja ogłaszam wam wolność — dla miecza, zarazy i głodu”.
Jr 34,17 — przekład autora
To jedna z najbardziej czarnych gier słownych w Biblii. Nie chcieliście ogłosić wolności ludziom, więc ja ogłaszam wolność wam. Nie wolność od zagrożenia, lecz wolność dla miecza, zarazy i głodu, aby mogły zrobić z wami to, przed czym dotąd byliście chronieni.
Właściciele uznali, że mogą wycofać wolność, gdy przestała być użyteczna. Bóg odpowiada, że wycofa ochronę, którą oni traktowali jak stały składnik własnego statusu.
Skoro wolność bliźniego była dla nich jedynie decyzją zarządczą, ich bezpieczeństwo również przestaje być gwarantowanym majątkiem. Bóg nie potrzebował drugiego cielęcia. Pierwsze nadal leżało w aktach.
Ludzie przechodzą losem cielęcia
Jeremiasz wraca do ceremonii zawarcia przymierza i zapowiada, że ci, którzy przeszli pomiędzy częściami zwierzęcia, zostaną wydani w ręce wrogów. Ich ciała staną się pokarmem ptaków oraz dzikich zwierząt.
To brutalny obraz, ale nie przypadkowy. W chwili zawarcia przymierza sami zgodzili się na symboliczne przekleństwo. Przeszli pomiędzy kawałkami cielęcia, deklarując własnym ruchem: niech podobny los spotka mnie, jeśli złamię słowo.
Później złamali słowo.
Religijna ceremonia nie ochroniła ich przed znaczeniem ceremonii.
Łatwo traktować rytuał jak rodzaj magicznej polisy. Człowiek odprawił właściwe czynności, więc Bóg powinien zachować się przyzwoicie i zabezpieczyć majątek. Jeremiasz odwraca ten mechanizm. Rytuał zwiększa odpowiedzialność, ponieważ człowiek publicznie nazwał dobro dobrem, po czym świadomie zrobił odwrotnie.
Lepiej byłoby nie ciąć cielęcia, niż ciąć je dla Boga, a wolnego człowieka później ciągnąć z powrotem do pracy.
Babilon wróci
Chwilowy odwrót wojsk babilońskich nie oznacza końca oblężenia. Jeremiasz zapowiada, że armia wróci, zdobędzie Jerozolimę i spali ją ogniem. Cydkiasz trafi w ręce króla Babilonu.
Mieszkańcy źle odczytali przerwę w katastrofie. Uznali ją za dowód, że niebezpieczeństwo minęło, a ich interesy ponownie zasługują na pełną ochronę. Prorok widzi w niej tylko przerwę.
Właściciele wykorzystali oddech, aby odzyskać ludzi.
Babilon wykorzysta oddech, aby przygotować powrót.
To nie znaczy, że upadek Jerozolimy nastąpił wyłącznie dlatego, że kilku właścicieli sprowadziło do domów dawnych niewolników. Jeremiasz oskarża miasto o całe dziesięciolecia przemocy, bałwochwalstwa, niesprawiedliwości i politycznego obłędu. Historia z ebedami działa jednak jak próbka pobrana z organizmu państwa.
Pod presją potrafili uznać prawo brata.
Przy pierwszej okazji uznali prawo własności.
Prawo nie było poezją
Ktoś mógłby powiedzieć, że przepisy o siódmym roku wyrażały jedynie piękny ideał. Starożytne społeczeństwa lubiły wzniosłe deklaracje, których praktyka nie zawsze doganiała. Jubileusz, uwolnienie i bratnie traktowanie można więc przenieść do działu poezji społecznej, gdzie nikomu nie przeszkadzają w prowadzeniu gospodarstwa.
Jeremiasz nie pozwala na taki ruch. Według niego nakaz uwolnienia był zobowiązaniem, a jego złamanie miało konsekwencje. Prawo nie stanowiło dekoracyjnej ramy dla systemu niewolniczego. Miało ograniczać właściciela nawet wtedy, gdy ograniczenie kosztowało go realną pracę.
To nie dowodzi, że każdy hebrajski ebed rzeczywiście wychodził po sześciu latach. Właśnie historia Jeremiasza wskazuje, że prawo bywało ignorowane przez pokolenia.
Dowodzi czegoś innego: prorok nie uznawał ignorowania prawa za normalny i niewinny element tradycji. Bóg nie powiedział: „Rozumiem, że sytuacja gospodarcza jest trudna”. Powiedział: „Znieważyliście moje imię”.
Reforma wprowadzona pod lufą
Właściciele uwolnili ludzi podczas oblężenia. To każe zadać niewygodne pytanie o wartość dobra wykonywanego ze strachu.
Czy wolność była mniej prawdziwa, ponieważ panowie mogli działać z pobudek politycznych, wojskowych albo religijnej paniki?
Dla wypuszczonego człowieka motyw właściciela nie zmieniał szerokości otwartych drzwi. Mógł odejść niezależnie od tego, czy pan doznał przemiany serca, czy po prostu usłyszał taran pracujący przy murze.
Prawo często zaczyna działać, zanim ludzie pokochają jego cel. Pracodawca nie musi przeżywać zachwytu nad odpoczynkiem, żeby wypłacić nadgodziny. Właściciel nie musiał zrozumieć pełnej godności ebeda, żeby pozwolić mu odejść.
Problem pojawił się nie dlatego, że motywacja była niedoskonała.
Problem pojawił się wtedy, gdy otwarte drzwi ponownie zamknięto.
Faraon w Jerozolimie
Mieszkańcy Judy znali historię Egiptu. Co roku wracali do opowieści o Bogu, który usłyszał krzyk ebedów i wyprowadził ich spod władzy faraona. Potrafili opowiedzieć o plagach, morzu, mannie oraz górze Synaj.
Następnie łapali własnych braci i sprowadzali ich z powrotem do służby.
Nie trzeba nosić egipskiej korony, żeby zachowywać się jak faraon. Wystarczy uznać, że cudza wolność obowiązuje tylko wtedy, gdy nie przeszkadza właścicielowi.
Faraon po odejściu Izraelitów również zmienił zdanie. Zapytał wraz z urzędnikami, dlaczego pozwolili ludowi odejść ze swojej służby, po czym ruszył za nim z wojskiem.
W Jerozolimie powtarza się ten sam ruch w mniejszej skali: wypuścić, policzyć stratę, dogonić. Morza tym razem nie ma. Jest Jeremiasz.
Wolność zaczyna kosztować rano
Ogłoszenie wolności wygląda dobrze podczas publicznej ceremonii. Król przemawia, przywódcy zawierają przymierze, kapłani stoją w odpowiednich miejscach, a ludzie przechodzą pomiędzy kawałkami cielęcia. Wszyscy są po właściwej stronie historii i być może nawet przez chwilę czują się z tego powodu lepiej.
Następnego dnia trzeba samodzielnie przynieść wodę, przygotować jedzenie, nakarmić zwierzęta i wykonać pracę, którą wcześniej robił ktoś pozbawiony prawa odmowy.
Wtedy okazuje się, czy wolność była przekonaniem, czy dekoracją uroczystości.
Wyzwolenie nie kończy się w chwili otwarcia drzwi. Trzeba jeszcze zaakceptować pustą przestrzeń pozostawioną przez człowieka, który wyszedł. Jego nieobecność ma konsekwencje: mniej wygody, mniej produkcji, mniej kontroli.
Pan może wzruszyć się wolnością ebeda.
Trudniej wzruszyć się własnym wiadrem.
Jedno słowo przechodzi przez trzy księgi
Jeremiasz używa słowa deror — wolność, uwolnienie, wyzwolenie. To samo rzadkie określenie pojawia się w prawie jubileuszu:
„Ogłosicie wolność w kraju wszystkim jego mieszkańcom”.
Kpł 25,10 — przekład autora
W Księdze Kapłańskiej deror oznacza wielki reset: powrót człowieka do rodziny i ziemi do pierwotnego rodu. W Jeremiaszu zostaje ogłoszone, wykonane, cofnięte i obrócone przeciw ludziom, którzy je zdradzili. W Księdze Izajasza Sługa ogłosi deror jeńcom.
Prawo daje projekt. Historia pokazuje sabotaż. Prorok zachowuje obietnicę.
Jedno słowo przechodzi od kalendarza gospodarczego przez oblężone miasto do dobrej nowiny o wyzwoleniu. Nie zmienia przy tym znaczenia na „miłe samopoczucie”. Chodzi o ludzi, którzy nie byli wolni i mają przestać podlegać cudzej władzy.
Dzwon mówi, człowiek sprawdza
Słowa z Kpł 25,10 trafiły później na Dzwon Wolności w Filadelfii: „Ogłoście wolność w całym kraju wszystkim jego mieszkańcom”. Zdanie brzmi wspaniale na metalu.
W czasie gdy dzwon istniał już jako symbol amerykańskiej wolności, w kraju nadal żyli ludzie stanowiący własność innych ludzi. Nie wszyscy mieszkańcy zostali objęci rzeczownikiem „wszyscy” z równym entuzjazmem.
To nie wina dzwonu. Metal nie posiada niewolników i nie głosuje nad ustawami. Pokazuje jednak, jak łatwo ogłosić wolność jako część narodowego wizerunku, a trudniej dopuścić ją do księgi majątkowej.
Dzwon może nosić cytat.
Drzwi musi otworzyć właściciel.
Brat tylko do czasu żniw
Jeremiasz podkreśla, że ebed był Judejczykiem, bratem i bliźnim właściciela. Prawo z rozdziału 12 wraca tutaj nie jako teoria, lecz jako test praktyczny.
Słowo „brat” działało podczas zawierania przymierza. Przestało wystarczać, kiedy należało żyć bez jego pracy.
To pokazuje granicę samego języka wspólnoty. Można nazywać człowieka bratem, członkiem rodziny, współwyznawcą i ukochanym domownikiem. Wszystkie te określenia mogą być szczere.
Pytanie pojawia się przy konflikcie interesów. Czy brat może odejść? Czy ukochany domownik może zabrać własne ciało?
Czy człowiek, którego przyjęto do wspólnego tańca przy ognisku, może po ostatniej pieśni powiedzieć, że jutro nie wraca do pracy?
Jerozolimscy właściciele udzielili odpowiedzi. Najpierw „tak”. Później „jednak nie”.
Wolność, której nie można cofnąć
Najważniejszy problem nie polega na tym, że mieszkańcy zbyt późno wypuścili ebedów. Zrobili rzecz słuszną mimo wcześniejszych zaniedbań. Człowiek może długo postępować źle, a później naprawdę otworzyć drzwi.
Problem polegał na tym, że uznali wolność za przywilej możliwy do odebrania. Jeżeli właściciel może dowolnie cofnąć wyzwolenie, człowiek nigdy nie przestaje być jego własnością. Znajduje się najwyżej na przepustce. Wolność zaczyna się wtedy, gdy dawny pan nie ma już prawa powiedzieć: wracaj.
Może żałować decyzji. Może odczuwać stratę. Może odkryć, że gospodarstwo bez zależnych ludzi działa gorzej. Nie może jednak ponownie przejąć ich ciał, bo zmieniła się pogoda, sytuacja militarna albo bilans godzin pracy.
Wyjście z Egiptu było trwałe dopiero wtedy, gdy faraon nie mógł już dosięgnąć uciekinierów. Jerozolimscy ebedzi nie mieli morza. Mieli przymierze, które właściciele postanowili zignorować.
Bóg po stronie otwartych drzwi
W tej historii Biblia nie stoi pośrodku, spokojnie rozważając interes obu stron. Nie mówi, że właściciele potrzebowali stabilności gospodarczej, a niewolnicy wolności, więc rozsądne rozwiązanie leży zapewne gdzieś pomiędzy.
Bóg oskarża ludzi, którzy odebrali wolność. Łączy ich czyn ze znieważeniem swojego imienia. Przypomina wcześniejsze wyprowadzenie z Egiptu. Zapowiada sąd nad tymi, którzy potraktowali przymierze jak sezonową promocję.
Można wskazać wiele miejsc, w których biblijne prawo akceptuje własność człowieka, reguluje ją i nie dochodzi do współczesnego zakazu niewolnictwa. Jeremiasz 34 pozostaje jednak równie biblijny. Pokazuje Boga, który nie przyjmuje spokojnie argumentu, że uwolniony człowiek nadal jest potrzebny w gospodarstwie.
Właściciele ogłosili wolność ustami. Bóg sprawdził, czy przeżyła w ich domach. Nie przeżyła.
Prawo miało zegar, właściciel miał ręce
Hebrajski ebed miał wyjść po sześciu latach. Prawo nakazywało nazywać go bratem, wypuścić i nie zostawić z pustym workiem. Jeremiasz pokazuje, co dzieje się, gdy przepis spotyka ludzi, którym cudza zależność weszła w codzienne przyzwyczajenia.
Najpierw odkrywają obowiązek. Później odkrywają koszt. Na końcu używają siły.
Prawo może wyznaczyć siódmy rok. Nie może samo otworzyć bramy, odsunąć właściciela i przeprowadzić człowieka bezpiecznie na drugą stronę. Potrzebuje wspólnoty, która uzna, że wolność nie jest prezentem pana, lecz granicą jego władzy.
Jerozolima tej granicy nie utrzymała.
W następnym rozdziale prawo zejdzie jeszcze niżej, do zwykłego dnia pracy. Nie będzie chodziło o wielką ceremonię, przecięte cielę ani oblężenie miasta. Chodzić będzie o rzecz znacznie mniej widowiskową: czy człowiek dostanie zapłatę przed zachodem słońca.
Prorocy wiedzieli, że wielkie słowo „wolność” można wykrzyczeć na placu.
Prawdziwy test czeka w sakiewce pracodawcy.
Poprzednie kazanko
Następne kazanko











Cześć, nie wiem na jakim etapie aktualnie jesteś w szukaniu wspólnoty. Może warto zainteresować się Kościołem Boży w Gdańsku (https://www.facebook.com/profile.php?id=61554200060524)?…