POSŁOWIE
Posłowie
Lubię polskie słowa związane z pracą, bo są do bólu szczere. „Zatrudnić” brzmi tak, jakby już w umowie obiecywano trud i znój, ten sam biblijny pot czoła. „Zawód” zdradza natomiast przyszłość każdego dorosłego człowieka. Możesz zostać piłkarzem, aktorem albo gwiazdą rocka, lecz prędzej czy później również spotka cię zawód.
Granie tego samego przeboju przez czterdzieści lat wygląda lepiej pod sceną niż na scenie. Piłka nożna także traci część uroku, gdy do oklasków dochodzą codzienne treningi, kontuzje i męcząca miłość fanów, przed którymi trzeba uciekać tylnym wyjściem.
Nawet praca marzeń ma rano budzik.
Kto nie chce pracować
„Jeśli ktoś nie chce pracować, niech też nie je”.
2 Tes 3,10 — przekład autora
Nie: niech dostanie baty. Nie: niech trafi za kratki. Niech nie je.
Można postanowić, że pracować się nie będzie. Pozostaje kradzież, ale ona również wymaga znalezienia ofiary, opracowania planu, wyciągnięcia portfela i odpowiednio szybkiego dawania dyla przed policją. Złodziej nie uniknął pracy. Wybrał branżę z gorszym systemem emerytalnym.
Można żebrać. Trzeba znaleźć miejsce, wyciągnąć rękę i wystarczająco długo siedzieć albo klęczeć, żeby zebrać na jedzenie. Można zamieszkać w squacie i obchodzić śmietniki. Nadal trzeba zdobyć wodę, dach, ubranie i kawałek pizzy, którego poprzedni właściciel nie nadgryzł zbyt dokładnie.
Pracy nie da się całkowicie usunąć z życia. Można zmieniać jej formę, cenę i człowieka, dla którego zostanie wykonana.
Praca zamiast śmietnika
Możesz obchodzić śmietniki w poszukiwaniu jedzenia. Możesz też zatrudnić się przy zbiorze owoców, a za wynagrodzenie kupić posiłek, wynająć kąt i odłożyć na PlayStation.
Później lądujesz za biurkiem i zastanawiasz się, czy nie jesteś niewolnikiem systemu. Musisz pracować, żeby opłacić czynsz, prąd, wodę, telefon i raty za sprzęt AGD.
Kiedy jednak prąd zostanie wyłączony na kilka godzin, zaczynasz chodzić po suficie, ponieważ uciekło ci życie. Możesz wyprać ubrania w rzece, przynieść wodę wiadrem, rąbać drewno i przechowywać żywność bez lodówki. Szybko okaże się, że pracujesz na pralkę, kran i gniazdko nie tylko dlatego, że musisz.
Robisz to, ponieważ ci się opłaca.
Praca pozwala wymienić część życia na wysiłek innych ludzi. Ktoś buduje elektrownię, naprawia przewody, oczyszcza wodę, składa lodówkę i produkuje konsolę. Płacąc rachunek, kupuję dostęp do cudzej pracy.
To nie musi być niewola. To może być bardzo korzystna transakcja.
Najdziwniejszy awans
Paweł opisuje chrześcijanina za pomocą kilku dokumentów, których żaden ziemski urząd nie włożyłby do jednej teczki.
Najpierw pojawia się człowiek pokonany. W Drugim Liście do Koryntian Bóg prowadzi Pawła w triumfalnym pochodzie Chrystusa. Użyty czasownik może przywoływać obraz jeńca prowadzonego przez zwycięskiego wodza. Prześladowca Kościoła przegrał walkę i znalazł się w orszaku człowieka, z którym walczył.
Później pojawia się dłużnik. Obciążający go zapis zostaje usunięty i przybity do krzyża. Następnie niewolnik:
„Zostaliście kupieni za cenę”.
Człowiek nie zostaje jednak wykupiony po to, żeby odebrać dokument i zniknąć w tłumie. Należy teraz do Boga. Paweł nazywa siebie także więźniem Chrystusa — jako człowiek rzeczywiście zamknięty z powodu swojej misji, ale również świadomy, do kogo należy jego sprawa.
Gdy wydaje się, że znamy już jego miejsce w gospodarstwie, otwiera się następna szuflada:
„Nie otrzymaliście ducha niewoli, by ponownie żyć w strachu, lecz otrzymaliście ducha adopcji, w którym wołamy: Abba, Ojcze”.
Kupiony niewolnik zostaje synem. Syn zostaje dziedzicem.
„Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga i współdziedzicami Chrystusa”.
W ludzkim kodeksie te dokumenty wzajemnie by się wykluczały. Właściciel nie adoptuje kupionej własności, a niewolnik nie dziedziczy domu na równi z synem.
Ewangelia układa jednak właśnie taką karierę. Zaczyna się od przegranej walki, długu i niewoli. Prowadzi przez wykupienie i nowego Pana. Kończy przy stole dziecka oraz dziedzictwie Ojca, który nie zamierza umrzeć.
Chrześcijanin dochodzi do najwyższego stanowiska dostępnego w domu. Nadal pod Bogiem. Już nie pod batem.
Chcieć
Można żyć skromnie, wykonywać pracę bez wielkich szans na awans i być zadowolonym. Można posiadać miliony, a mimo to bać się, płakać i codziennie sprawdzać, czy przypadkiem nie zostało ich trochę mniej.
W pewnym miejscu pojawia się słowo: chcieć.
Po co wstaję z łóżka? Dlaczego przez cały dzień spalam kalorie? Czy widzę wartość w tym, co robię, czy tylko wykonuję ruchy potrzebne do przetrwania kolejnego dnia?
Wolność nie polega na całkowitym braku pracy. Różnica pojawia się między tym, co człowiek robi pod przymusem, a tym, co podejmuje świadomie, ponieważ uznaje cel za własny.
„Chcę” nie rozwiązuje wszystkiego. Można chcieć rzeczy głupich i niszczących. Można też wmówić sobie dobrowolność, bo przyznanie się do przymusu byłoby zbyt bolesne. Mimo to bez „chcę” trudno mówić o wolności.
Ochocze serce
Przy budowie Przybytku Mojżesz zwraca się do ludzi, których serce jest ochocze:
„Każdy, którego serce jest ochocze, niech przyniesie dar dla Jahwe”.
Wj 35,5 — przekład autora
W biblijnym języku serce nie jest wyłącznie siedliskiem uczuć. Obejmuje myślenie, zamiar, decyzję oraz wolę. Ochocze serce jest także ochoczym umysłem. Człowiek wie, co robi, i chce to zrobić.
Żeby dopiąć temat wolności, trzeba byłoby położyć na stole kolejne słowo. Tym razem greckie. Thelō. Chcę.
Trędowaty mówi Jezusowi:
„Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”.
Mt 8,2
Jezus odpowiada: „Chcę”. Przy sadzawce pyta chorego: „Czy chcesz stać się zdrowy?”. Paweł zapisuje zaś:
„To Bóg bowiem sprawia w was zarówno chcenie, jak i działanie zgodnie ze swoim upodobaniem”.
Flp 2,13 — przekład autora
Bóg działa nie tylko w czynach człowieka. Dotyka także miejsca, z którego czyn się zaczyna: chcenia.
Następna książka
Jeżeli „Niewolnik” nie zapełni magazynów makulatury, lecz znajdzie miejsce na półkach domowych bibliotek, będę chciał poprowadzić tę opowieść dalej.
Od ebeda do thelō. Od służby do woli. Od pytania, komu człowiek służy, do pytania, czego naprawdę chce. A później być może jeszcze dalej — do miłości, bez której dobrowolna służba łatwo ponownie staje się handlem.
Dziękuję Bogu, że chciałem napisać tę książkę. Tobie, Drogi Czytelniku, dziękuję, że chciałeś ją przeczytać.
Zapraszam do kolejnej części serii: „CHCĘ — thelo”.
Jeżeli pozostał ci głód biblijnych słów, zajrzyj na wszetecznik.pl. Co tydzień pojawia się tam nowe „kazanko”, także do odsłuchu. Znajdziesz również bezpłatną internetową wersję „Niewolnika” oraz miejsce na własne przemyślenia.
Oczywiście tylko wtedy, gdy chcesz.
Poprzednie kazanko
Następne kazanko











Cześć, nie wiem na jakim etapie aktualnie jesteś w szukaniu wspólnoty. Może warto zainteresować się Kościołem Boży w Gdańsku (https://www.facebook.com/profile.php?id=61554200060524)?…