Poniższy tekst przetłumaczyłem i publikuję za pozwoleniem autora, o które poprosiłem osobiście po metalowym nabożeństwie, które odbyło się dziś rano na zakończenie kolejnej edycji festiwalu Elements of Rock w Szwajcarii.
Opiszę pokrótce okoliczności, w jakich wysłuchałem tego wykładu.
Thomas to trzydziestoparoletni metalowiec. Jeszcze 10 godzin wcześniej pod tą samą sceną mógł machać herami i biegać w moshu na deathowym koncercie Bloodcrowd, norweskim Extolu, czy szwedzkim Pantokratorze.
Funkcję metalowego pastora dzierży oficjalnie powołany do niej przez swoją demominację. Na naszym podwórku może brzmieć to abstrakcyjnie, ale w Szwajcarii, Niemczech, Holandii, USA i wielu innych krajach już od końca zeszłego wieku funkcjonuje sieć metalowych kościołów.
Na podłodze sali koncertowej w malowniczym Uster pod Zurychem luźno rozłożyli się metalowcy. Pośród nich metalowe rodziny: małżeństwa z kilkuletnimi lub nastoletnimi dziećmi, a także osoby z długimi białymi włosami. Jest to środowisko dojrzewające od kilku generacji, a samo zjawisko jest tak stare jak sam metal.
Jakim Słowem karmią się takie dziwolągi? Otóż normalnym, takim samym jak wszyscy chrześcijanie. Polecam kazanko lekturze. Tematyka dla każdego, nie tylko dla fanów ciężkiego brzmienia.
Wiara i uczynki
Czy znasz to napięcie w chrześcijańskim życiu? Kiedy wszystko idzie dobrze, kiedy jesteśmy cierpliwi, pomagamy komuś, reagujemy życzliwie, szybko mówimy: “To była Boża łaska. To był Duch Święty we mnie. To było Jego działanie.”
Ale kiedy zawodzimy, kiedy jesteśmy zazdrośni, reagujemy ostro, myślimy źle o innych – wtedy nie mówimy: “To był Duch Święty”. Wtedy mówimy: “To byłem ja. Mój błąd. Moja wina, moja porażka.”
Gdy czynię dobro – to Bóg. Gdy upadam – to ja.
A gdzieś pomiędzy pojawia się dziwne napięcie: wszystko jest łaską. Ale mimo to czuję, że muszę coś zrobić. Muszę się rozwijać duchowo. Muszę się zmienić. Muszę stać się lepszym chrześcijaninem.
Tak jakbyśmy chcieli powiedzieć: wszystko jest łaską. Ale w rzeczywistości, na końcu to ja jestem odpowiedzialny za to, czy ta łaska stanie się widoczna w moim życiu.
I wtedy może się zdarzyć, że uświęcenie staje się osiągnięciem. A kiedy go nie osiągam – zostaję z poczuciem winy i zwątpieniem. A kiedy je osiągam – muszę uważać, aby nie stać się dumnym i nie przypisać tego sobie, lecz Duchowi Bożemu.
To może prowadzić do sytuacji, w której łaska nas ratuje, ale w codziennym życiu wcale nas nie uwalnia. Wręcz przeciwnie – obciąża nas.
To subtelne uczucie: to nie wystarcza. Wciąż jeszcze nie wystarcza.
Czy jednak naprawdę możemy nazwać przesłanie, które ostatecznie obciąża mnie poczuciem winy, przesłaniem radości? Czy dlatego Jezus umarł za nas na krzyżu? A może Ewangelia jest po prostu często w tej kwestii źle rozumiana?
W tym napięciu można zapytać: co jest właściwie moją częścią, a co jest częścią Boga? Jak wiara i uczynki mają się do siebie?
My, członkowie wolnych kościołów, jesteśmy w dużym stopniu pod wpływem ruchu świętości z XVIII i XIX wieku. Ruch ten kładł duży nacisk na to, aby naśladowcy Jezusa przeżyli prawdziwe nawrócenie i dopasowali swoje życie do Jego przykazań. Oczekiwano, że będą żyć tak bezgrzesznie i święcie, jak to tylko możliwe.
To bardzo wysokie wymagania wobec samego siebie. Można to porównać do ruchu faryzeuszy w czasach Jezusa – i mówię to w pozytywnym sensie: szczere pragnienie, by podobać się Bogu.
Niebezpieczeństwem jest jednak presja, poczucie winy, zwątpienie w siebie, a czasem nawet wzajemne osądzanie. Jak żyje swoje chrześcijańskie życie? Jak bardzo posunął się w uświęceniu? Czy nie powinien być już dalej? Czy nadal pali?
Chciałbym mieć prostą odpowiedź, jak rozwiązać to napięcie. Zacytować kilka wersetów z Biblii i zakończyć kazanie. Ale mimo wielu prób przygotowania tego kazania nie znalazłem tak prostej odpowiedzi.
Spróbujmy więc rozplątać jeden lub dwa węzły w tej plątaninie myśli.
W Biblii mamy bardzo silną tradycję mówiącą, że wiara jest decydującym czynnikiem. Wiara wyrażająca się w zaufaniu do Boga – zarówno jeśli chodzi o nasze zbawienie, jak i później o życie uczniostwa.
Na przykład w Liście do Rzymian 3:27 czytamy: “Czy możemy się chlubić, że uczyniliśmy coś, aby zostać przyjętymi przez Boga? Nie – ponieważ nie stało się to dzięki naszym dobrym uczynkom, lecz wyłącznie dzięki wierze. Jesteśmy usprawiedliwieni przed Bogiem przez wiarę, a nie przez przestrzeganie prawa.”
A w 2 Koryntian 9:8 czytamy: “Bóg zaś może sprawić, że wszelka łaska obficie spłynie na was, abyście mając zawsze wszystko, czego potrzebujecie, obfitowali w każdy dobry uczynek.”
Podczas gdy fragment z Listu do Rzymian mówi o zbawieniu, tutaj chodzi o dobre uczynki, które jako chrześcijanie teraz czynimy. Według Pawła jesteśmy zdolni do każdego dobrego dzieła, ponieważ działa w nas Boża łaska.
W Liście do Rzymian 8 Paweł przeciwstawia życie według ciała – czyli życie grzeszne, egoistyczne, kierowane pożądaniem – życiu w Duchu. Duch Boży zwalcza właśnie te cielesne uczynki.
Paweł chce powiedzieć: bez Ducha nie będziesz w stanie żyć tak, jak chce Bóg. Potrzebujesz Ducha Bożego w sobie. Potrzebujesz Jego przemiany i pomocy.
W Liście do Galatów 5:16 pisze: “Żyjcie w Duchu, a nie będziecie spełniać pożądliwości ciała. Bo ciało pożąda przeciw Duchowi, a Duch przeciw ciału. Te rzeczy są sobie przeciwne.”
Dlatego w nas istnieje walka. Jest głos mówiący: “To nic takiego. Wszyscy tak robią. Chcę tego teraz.” Ale jest też inny głos mówiący: “To nie jest dobre. To szkodzi tobie i innym. Prowadzi do zranienia.”
Duch i ciało walczą w nas.
Można więc zapytać: który werset jest prawdziwy? Czy werset 16 – że gdy żyjemy w Duchu, nie ulegamy pragnieniom ciała? Czy werset 17 – że wciąż toczy się w nas walka i czasem robimy to, czego nie chcemy?
Ten dylemat pojawia się także w Rzymian 7: “Dobrego, które chcę, nie czynię, a zło, którego nie chcę – to właśnie czynię.”
Myślę, że Paweł celowo utrzymuje to napięcie.
Duch może kształtować człowieka tak, że ciało nie ma już nad nim władzy. Nie jesteśmy bezradni wobec starej natury.
Ale ciało wciąż jest obecne i walczy. Czasami potykamy się. Czasami ulegamy ciału.
Innymi słowy: Nie jesteś już człowiekiem, który po prostu robi to, co chce. Ale nie jesteś też jeszcze człowiekiem, który zawsze robi to, czego chce Bóg.
Żyjesz pomiędzy. W dwóch światach. Dlatego uświęcenie bywa tak wyczerpujące i frustrujące.
Można powiedzieć za Pawłem: nie żyjesz już tylko w ciele, ale nie osiągnąłeś jeszcze celu. Jesteś w drodze. W przemianie. Nowy człowiek dopiero powstaje. To proces, a nie jednorazowe wydarzenie.
Ten fragment sprzeciwia się dwóm skrajnościom.
Pierwsza: prawdziwy chrześcijanin zawsze chce tylko dobra i zawsze czyni dobro. Paweł mówi: nie – ciało wciąż istnieje. Walka trwa.
Druga: fatalizm – nic nie mogę zmienić. Paweł mówi: Duch Boży mieszka w tobie i działa w twoim życiu.
Dlatego wewnętrzna walka nie jest dowodem, że nie mamy Ducha. Jest dowodem, że On jest w nas.
Gdy zmagam się, gdy wątpię, gdy czuję konflikt – to pokazuje, że Duch jest ze mną. Nawet gdy upadam. On pomaga mi wstać. I idziemy dalej.
W chrześcijaństwie zawsze istniały ruchy, które wierzyły, że chrześcijanie mogą żyć bez grzechu.
Ale doświadczenie pokazuje, że tak nie jest. Nawet ludzie, którzy od dziesięcioleci idą za Jezusem, wciąż mają wiele walk i porażek.
Dlatego jestem krytyczny wobec ruchów twierdzących, że można żyć bez grzechu – bo to prowadzi do ogromnej presji.
Istnieje też druga skrajność: chrześcijanie prawie wcale nie dążą do uświęcenia, bo obawiają się pychy.
Pewien teolog opisał rozmowę z pastorem z Kopenhagi, który powiedział: “Jeśli wyjdziesz na ulicę i poszukasz prostytutki, to w świetle wieczności nie ma znaczenia. Może to nawet lepsze, bo uniknąłeś największego grzechu – chęci bycia świętym w oczach Boga. Samousprawiedliwienie jest najgorszym grzechem.”
Jak często bywa, prawda leży gdzieś pośrodku.
Pierwsza skrajność niszczy człowieka poczuciem winy i porażki. Druga usprawiedliwia grzech i traktuje go lekko.
Na początku powiedziałem, że w Nowym Testamencie silnie podkreślana jest wiara.
Ale istnieje też silna tradycja podkreślająca uczynki – nawet jako kryterium sądu ostatecznego:
Rzymian 2:6 – Bóg odda każdemu według jego uczynków.
1 Piotra 1:17 – Ojciec sądzi każdego bezstronnie według jego czynów.
Objawienie 20:13 – zostali osądzeni każdy według swoich uczynków.
Uczynki więc wciąż mają znaczenie. Nie zniknęły z powodu łaski i wiary.
Ale uczynki są owocem łaski, a nie warunkiem jej otrzymania.
Szwajcarski teolog Karl Barth powiedział, że gdy ktoś naprawdę rozumie łaskę Boga, przestaje chcieć sam siebie uświęcać – bo uświęcenie jest dziełem Boga.
Czy to znaczy, że mamy po prostu siedzieć i czekać, aż Bóg nas zmieni? Nie.
Uświęcenie nie jest czymś, co możemy sami wyprodukować. Silnikiem uświęcenia jest Duch Święty.
Ale człowiek jest w ten proces włączony. Odpowiadamy na Boże słowo. Żyjemy w tym procesie prowadzonym przez Ducha.
Im bardziej poznajemy Boga, tym bardziej nasze życie wydaje owoc.
Dziś rozważyliśmy dwie możliwości uświęcenia:
a) próbuję sam dopasować się do woli Boga i walczę. A gdy zawodzę – jestem rozczarowany.
b) uznaję, że uświęcenie jest dziełem Ducha. Moim zadaniem jest poznawać Boga, przyjmować Jego miłość i przekazywać ją dalej.
To proces na całe życie. Będę w nim wiele razy upadał. Ale Duch Święty nie odwraca się od nas z tego powodu.
Zaczęliśmy to kazanie od napięcia:
Kiedy czynię dobro – to Bóg. Kiedy upadam – to ja.
Może powinniśmy nauczyć się żyć z innym napięciem:
Jestem naprawdę odpowiedzialny za swoje życie, ale jednocześnie jestem naprawdę prowadzony przez Ducha Świętego.
Mogę walczyć, nie musząc sam siebie zbawiać. Mogę upadać, nie wypadając z łaski.
Dlatego traktuję swoją odpowiedzialność poważnie – ale nie bardziej poważnie niż Bożą wierność.
Amen.
Thomas Wenk
Poprzednie kazanko
Następne kazanko











Pingback: Elements of Rock 2026 - fotorelacja - Wszetecznik.pl