W bibliotece trafiłem na tytuł, który idealnie pasuje do działu Najgłupsze fragmenty Biblii. W tej kategorii bloga przedstawiam postawione przez kogoś zarzuty przeciwko Słowu Bożemu i wyjaśniam naukę, która tkwi w tej kontrowersyjnej lekturze.
Biblia w ręku ateisty to pozycja grubsza chyba od całej Biblii, bo ma ponad 700 stron. Dlatego zawarłem informację „część I” w tytule, bo może wrócę do tej lektury, by przyjrzeć się kolejnym fragmentom, które krytykuje autorka. Szczególnie jeśli pod tym wpisem ukaże się pytanie albo ktoś zwróci uwagę na inny problem opisany w tej książce, chętnie przygotuję kolejną część kazanka.
Tytułowym ateistą jest Helena Eilstein — zmarła w 2009 roku polska filozofka pochodzenia żydowskiego, zadeklarowana ateistka. W pracy swojej zarzuca Biblii moralny prymitywizm, sprzeczności, niekonsekwencję, ksenofobię i nie tylko.
Lubię czytać czy słuchać krytykę Biblii, gdyż zawsze utwierdza mnie w przekonaniu, że jej treść broni się sama. Przyglądanie się jej oczami ludzi, którzy nie ufają Bogu, daje świeży powiew myśli, inspiruje i pobudza mnie do myślenia.
Kim była Helena Eilstein?
Helena Eilstein była polską filozofką, pracownicą Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, autorką tekstów z zakresu filozofii, religii, moralności i nauk przyrodniczych. Była osobą niewierzącą, konsekwentnie ateistyczną, a Biblia w ręku ateisty jest jednym z tych dzieł, w których nie próbuje nawet udawać neutralnego czytelnika. I dobrze. Wolę uczciwego przeciwnika niż takiego, który pod pozorem „obiektywności” przemyca własną kazalnicę.
To nie jest książka napisana przez kogoś, kto Biblii nie znał. Nie jest to komentarz z internetu na poziomie „hehe, gadający wąż”. Eilstein czyta Biblię uważnie, zna tekst, cytuje go i potrafi stawiać poważne pytania. Problem zaczyna się gdzie indziej: czyta Biblię tak, jakby wyjęła z niej Boga, cuda, objawienie, aniołów, sąd, przymierze i całą metafizykę, a zostawiła tylko ludzką przemoc. Potem dziwi się, że po tej operacji została jej książka o brutalnych ludziach.
W publicznie dostępnym fragmencie swojej pracy, tekście Kainowie, Eilstein pisze, że nie będzie używała wielkiej litery w zaimkach odnoszących się do Boga Biblii, bo jest On dla niej postacią mityczną. To uczciwe postawienie sprawy. Ale od razu trzeba zauważyć konsekwencję: jeśli Bóg Biblii jest tylko postacią mityczną, to wszystko, co w Biblii jest rozkazem Boga, staje się najwyżej ludzkim pomysłem ubranym w religijny kostium.
I tu zaczyna się problem całej tej lektury.
O co Eilstein oskarża Biblię?
Eilstein zarzuca Biblii moralny prymitywizm, okrucieństwo, ksenofobię, nietolerancję religijną, sprzeczności i niekonsekwencję. Jej zdaniem Biblia nie tylko opisuje brutalny świat, ale czasami ten brutalny świat usprawiedliwia, sakralizuje i przedstawia jako wolę Boga. Szczególnie uderza ją motyw zabijania z Bożego polecenia.
W jednym z najmocniejszych miejsc Eilstein pisze, że Bóg „poczytuje w pewnych wypadkach za grzech powstrzymanie się od zabójstwa”. Jako przykład podaje historię Saula, który miał wypaść z łaski Bożej za to, że nie wykonał dokładnie rozkazu zniszczenia Amalekitów, a szczególnie za to, że powstrzymał się od zabicia jeńca.
To brzmi potężnie. Bóg Biblii wygląda w takim ujęciu jak ktoś, kto karze człowieka za litość. Saul robi się „nieszczęsny”, prawie tragiczny. Oto król miał odruch człowieczeństwa, nie zabił więźnia, a Bóg go za to odrzucił. Czyli nie tylko zabójstwo jest w Biblii dopuszczalne, ale nawet niezabicie może być grzechem.
Tylko że to nie jest to, co opowiada Biblia.
Następne kazanko








Co o tym myślisz?
Jeśli spodobał Ci się ten referat i pobudził Cię do przemyśleń, podziel się tym w komentarzu lub pisząc do mnie. Jeśli dzięki temu artykułowi udało Ci się spojrzeć na tą kwestię z innej perspektywy to spełnił on zamierzony cel. Jeśli po lekturze skłaniasz się do zmiany swoich poglądów lub utwierdziłeś się w swoich przemyśleniach, które są sprzeczne z moimi to również chwała Bogu. Pomóż i mi znaleźć prawdę, dzieląc się ze mną i innymi czytelnikami swoimi argumentami na ten temat.