Ludy Biblii nie są współczesnymi klubami dyskusyjnymi
Trzeba też pamiętać, czym były ludy w świecie Biblii. To nie były liberalne społeczeństwa z pluralizmem światopoglądowym, panelami eksperckimi i rubryką „inne” w ankiecie religijnej. Lud był wspólnotą kultu, krwi, pamięci i władzy. Bóg albo bogowie danego ludu nie byli prywatnym hobby po godzinach, tylko centrum porządku społecznego.
Biblia świetnie to pokazuje. Faraon nie jest tylko politykiem; jego opór wobec Mojżesza jest starciem z Bogiem Izraela. Plagi egipskie nie są tylko katastrofami naturalnymi, ale sądem nad Egiptem i jego bogami:
Tej nocy bowiem przejdę przez ziemię egipską i uderzę wszystko, co jest pierworodne, od człowieka po bydło. Dokonam też sądu nad wszystkimi bóstwami Egiptu — Ja, PAN.
Wyjścia 12:12
Podobnie w historii Dawida i Goliata. Goliat nie przychodzi tylko jako duży chłop z włócznią. On lży Boga Izraela, a Dawid odpowiada:
Lecz Dawid odpowiedział: Ty wyszedłeś do mnie z mieczem, z włócznią i z dzidą, a ja wyszedłem do ciebie w imieniu PANA Zastępów, Boga szeregów Izraela, które znieważyłeś!
1 Samuela 17:45
To samo widzimy na Karmelu, gdy Eliasz staje przeciw prorokom Baala. To nie jest akademicka debata o religioznawstwie porównawczym. To jest pytanie: kto jest Bogiem?
Jeśli PAN jest Bogiem, idźcie za Nim, a jeśli Baal, idźcie za nim!
1 Królewska 18:21
W Biblii narody nie są neutralnymi masami obywateli. Są wspólnotami kultu. Ich królowie, bogowie, praktyki i wojny tworzą jedną całość. Dlatego sąd nad narodem nie jest tym samym, czym byłby dziś nalot na przypadkowe miasto pełne zatomizowanych jednostek.
Czy potomstwo też należy do sprawiedliwości?
Tu dochodzimy do najtrudniejszego punktu. Współczesny człowiek powie: dobrze, ukarz Agaga, ukarz wojowników, ukarz sprawców, ale dlaczego potomstwo? Dlaczego dzieci? Dlaczego bydło?
To pytanie nie jest głupie. To pytanie trzeba poczuć. Jeśli ktoś czyta te teksty i nie czuje żadnego zgrzytu, to chyba nie czyta uważnie. Ale Eilstein popełnia błąd, bo ocenia świat Biblii tak, jakby był światem współczesnego indywidualizmu, w którym każdy człowiek jest samotną wyspą, a naród to tylko administracyjna rubryczka.
W świecie Biblii człowiek jest częścią domu, rodu, ludu, kultu i pamięci. Potomstwo nie jest dodatkiem do życia. Potomstwo jest przedłużeniem życia. To przez potomstwo człowiek trwa na ziemi. To przez potomstwo imię nie zostaje wymazane. Dlatego Biblia tak mocno mówi o „domu ojca”, „domu Dawida”, „domu Izraela”, „domu Achaba”.
Jeżeli jakiś lud wybija potomstwo innych, zajmuje ich ziemię, korzysta z ich pól, studni, domów i owiec, a potem giną tylko sprawcy, lecz ich potomstwo dziedziczy owoce zbrodni, to czy sprawiedliwości stało się zadość? Czy ofiarom naprawdę oddano to, co im zabrano? Czy lud, który wymordował cudze dzieci, może powiedzieć: „no trudno, my już umieramy, ale nasze dzieci będą żyły na waszej ziemi, więc interes życia nadal się opłacił”?
To jest brutalne pytanie. Biblia nie odpowiada na nie moralnością z plakatu w szkolnym korytarzu. Biblia odpowiada sądem.
Wyobraź sobie tę wioskę
Załóżmy, że żyjesz sobie z rodzinką trzy tysiące lat temu i wiedziesz piękne, beztroskie, uczciwe, proste życie. Wstajesz rano w wiosce, jeszcze śniadanko w gronie licznej rodziny, nalewając sobie mleka prosto od oswojonej owieczki. Potem idziesz polować, zbierać albo coś budować razem z przyjaciółmi, dzień leci jak wspomnienie ciepłego lata.
Przed Bogiem nie klękasz, ale też nie wymachujesz Mu pięściami i jesteś zadowolony z życia. Pewnego dnia wszystko się kończy. Do wioski przybywają agresywni ludzie, którzy zabijają wszystkich na Twoich oczach: sędziwych rodziców, ciężarną żonę, dzieci i oswojoną owieczkę, a na końcu Ciebie. Bez powodu. Tylko po to, by zająć Twoją ziemię.
Biblia nie opisuje każdej takiej wioski po imieniu. Ale Biblia pokazuje zasadę: narody, które zajęły ziemię przemocą, same mogą zostać z niej wydziedziczone. Bóg nie jest archiwistą, który musi nam w przypisie rozpisać każdy mord, każdą wdowę i każdą sierotę. Bóg wie. I jeśli Biblia mówi, że wina ludu dopełniła się przed Bogiem, to nie znaczy: „autor nie miał pomysłu, więc wymyślił pretekst”. To znaczy: Sędzia ziemi zna sprawę.
Dodatkowo oni wszyscy wiedzieli, jak zajęli tę ziemię. Żyli w świecie własnej pamięci, własnych pieśni, własnych zwycięstw i własnych bogów. Uważali, że ich przemoc jest dobra, bo przyniosła im ziemię, władzę i przyszłość. Na takiej zachwianej moralności planowali rozwijać swoje społeczeństwo. Biblia mówi: nie. Taki porządek nie będzie trwał wiecznie.
Biblia zna wyjątki
To bardzo ważne, bo inaczej ktoś mógłby powiedzieć, że bronię etnicznej odpowiedzialności zbiorowej. Nie. Biblia pokazuje coś bardziej złożonego.
Rachab mieszka w Jerychu, czyli w mieście przeznaczonym na sąd. A jednak zostaje ocalona. Dlaczego? Bo uznaje Boga Izraela i odłącza się od losu swojego miasta:
Pan, Bóg wasz, jest Bogiem wysoko na niebie i nisko na ziemi.
Jozuego 2:11
To rozbija prostą tezę, że Biblia głosi nienawiść etniczną. Gdyby chodziło o krew, Rachab nie miałaby szans. Ale ona zostaje przyjęta. Rut Moabitka także zostaje przyjęta. Cudzoziemiec w Izraelu ma być chroniony. Jonasz zostaje wysłany do Niniwy, a gdy Niniwa się nawraca, Bóg ją oszczędza.
Czyli Biblia nie mówi: „obcy ma umrzeć, bo jest obcy”. Biblia mówi: są wspólnoty, których zło dojrzało do sądu, ale człowiek może odłączyć się od tego zła. Rachab jest żywym dowodem, że sąd nie jest ślepą nienawiścią plemienną.
Izrael też dostaje tę samą miarą
Najmocniejszy dowód, że Biblia nie jest propagandą Izraela, jest prosty: Izrael sam zostaje osądzony. Jeśli Izrael przejmuje bałwochwalstwo, przemoc i niesprawiedliwość narodów, sam traci ziemię. Druga Księga Królewska tłumaczy upadek Izraela nie przewagą militarną Asyrii, ale niewiernością wobec Boga:
Stało się tak, ponieważ synowie Izraela zgrzeszyli przeciw Panu, swojemu Bogu (…) czcili obcych bogów i postępowali według zwyczajów narodów, które Pan wypędził przed synami Izraela.
2 Królewska 17:7-8
To jest bardzo niewygodne dla tezy Eilstein. Gdyby Biblia była książką usprawiedliwiającą przemoc własnego plemienia, nie kończyłaby historii własnego plemienia sądem, klęską i wygnaniem. Nie mówiłaby: staliście się tacy jak narody, więc spotka was los narodów.
Bóg Biblii nie jest humanitarny w dzisiejszym, miękkim sensie tego słowa. Nie jest urzędnikiem od dobrego samopoczucia. Jest sprawiedliwy. A sprawiedliwość absolutna jest przerażająca, zwłaszcza gdy dotyczy nas, nie naszych wrogów.
Następne kazanko








Co o tym myślisz?
Jeśli spodobał Ci się ten referat i pobudził Cię do przemyśleń, podziel się tym w komentarzu lub pisząc do mnie. Jeśli dzięki temu artykułowi udało Ci się spojrzeć na tą kwestię z innej perspektywy to spełnił on zamierzony cel. Jeśli po lekturze skłaniasz się do zmiany swoich poglądów lub utwierdziłeś się w swoich przemyśleniach, które są sprzeczne z moimi to również chwała Bogu. Pomóż i mi znaleźć prawdę, dzieląc się ze mną i innymi czytelnikami swoimi argumentami na ten temat.