W niedzielę przypada 40 rocznica katastrofy w Czarnobylu. W związku z tym przygotowałem kolejne kazanko, które promieniuje nadzieją, miłością i… duchową gammą.
Bracia Strugaccy zderzają się z GSC Game World
14 lat temu, na swoje 24 urodziny sprawiłem sobie prezent – wycieczkę do Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej, o której marzyłem od lat za sprawą powieści braci Strugackich „Piknik na skraju drogi” i bezprecedensowej interpretacji tego dzieła w postaci serii gier komputerowych S.T.A.L.K.E.R.
Książka powstała przed katastrofą w Czarnobylu i nie miała nic wspólnego z energią atomową. Opisywała jednak zamkniętą strefę po krótkim lądowaniu na ziemi tajemniczych gości z kosmosu, którzy prawdopodobnie zrobili sobie jedynie tytułowy piknik.
Śmieci, które pozostawili są niebezpieczne, ale i pełne potencjału naukowego. W strefie występują anomalia i niewyjaśnione zjawiska. Motywy te z książki Strugackich czekały prawie pół wieku, by zostały zaadoptowane do historii, która nie opowiada o przybyszach, ale o skutkach awarii ludzkiej technologii.
Takie połączenie dwóch fantastycznych wizji z prawdziwą katastrofą jest całkowicie unikatowe. Światy radzieckiej literatury fantastycznej i scenariusza dewelopera gier z postkomunistycznej Ukrainy połączone zostały w niespodziewany sposób w wydarzeniu, które rozegrało się pomiędzy powstaniem tych dwóch dzieł, a to jak współgrają ze sobą intryguje i zachwyca.
S.T.A.L.K.E.R to taniec kultur i systemów gospodarczych. Owoc przypadkowej współpracy rosyjsko-ukraińskich artystów. Obraz, który namalowany został fantazją i prawdziwą tragedią na płótnie dziejów ludzkości. Polecam lekturę i grę.
Krzyk ciszy
Za sprawą tego arcydzieła i geniuszu przypadku, jakim jest połączenie książki i gry, zapragnąłem wybrać się do strefy zamkniętej. Chciałem poczuć na własnej skórze to, co zainspirowało twórców do stworzenia serii gier. Wirtualne odzwierciedlenie zony znałem już jak własne podwórko – wraz z miastem Prypeć, wsią Czarnobyl i elektrownią.
Jeszcze podczas długiej podróży do Kijowa, od fotoreportera, który zmierzał w tym samym kierunku, usłyszałem wiele ciekawych opowieści. Przygotował mnie na zjawisko, które dwa lata wcześniej Agnieszka Czech w swojej wystawie fotograficznej nazwała krzykiem ciszy. I rzeczywiście cisza w tym miejscu, którą zastałem, jest tak niepasująca, nienaturalna i przerażająca, że porusza jak krzyk.
Odpowiednio wrażliwe i nastrojone osoby, słysząc ciszę w tym wymarłym mieście, odczuwają to, co normalnie towarzyszy nam przy głośnym dźwięku. Efekt potęguje napięcie okoliczności, które tą pustkę wywołały. Krzyk ciszy jest bardzo wymownym określeniem tego zjawiska.
Najbardziej zielone miasto na świecie
To nie jest tak, że to jest jeden czy kilka urbeksów. To są całe połacie ziemi imponujących inwestycji, które zjada rdza, pochłania natura i rozwiewa wiatr. Obiekty kulturalne, sportowe, przemysłowe, apartamentowce z pustymi parkingami i placami zabaw.
Prypeć jest najbardziej zielonym miastem, jakie widziałem. Drzewa rosną tam na dachach, a nawet wewnątrz opuszczonych mieszkań. Stojąc na jednej z głównych ulic nie byłem tego świadomy. Dopiero przewodnik, kiedy zatrzymaliśmy się jakby w lesie, zwrócił uwagę, że idziemy jedną z tętnic miasta. Wtedy zauważyłem wyrastające po bokach krzywe latarnie. Wyłaniające się ze ściółki plamy asfaltu. Porastające mchem urbanistyczne pozostałości. To wszystko świadczyło o tym, że kiedyś była tu cywilizacja.
Ołtarz postępu
Nie była to wycieczka, która rozpasałaby ducha, ale nostalgiczna przygoda, która mocnymi wrażeniami wytatuowała mi w sercu apokaliptyczny obraz. Poznałem kulisy ludzkiego postępu… ludzkiego postępowania.
Aby uspokoić opinię publiczną i obiecać, że nigdy nie powtórzy się taka katastrofa, szukano kozła ofiarnego. Wydaje mi się, że dziś dominuje przekonanie, że był to nieudany eksperyment, niekompetencja radzieckiego systemu, ambicja i głupota jednej czy kilku osób. Problem został zażegnany i nigdy nie wróci. Moim zdaniem błąd polegał na ślepym zaufaniu nauce, a z katastrofy nie wyciągnęliśmy właściwych wniosków.
Diatłow, inżynier, kierownik nadzorujący eksperyment, działał zgodnie z tym, czego go nauczono. Nie popełnił żadnego błędu, a nawet, zgodnie z przekazaną mu wiedzą, nie spowodował żadnego ryzyka. Zanurzenie prętów bezpieczeństwa miało spowodować obniżenie mocy. Zaszło zjawisko wprost odwrotne do spodziewanego, które, zgodnie z wiedzą Diatłowa, było niemożliwe. Dlatego zaprzeczał mu jeszcze wiele godzin po fakcie.
Skompromitowana technologia wytarła sobie twarz rozpadem Związku Radzieckiego. Zaledwie ćwierć wieku później okazało się, że jeszcze poważniejsza katastrofa może wydarzyć się w Wolnym Świecie. W jednym z najnowocześniejszych, najbogatszych krajów z odpowiedzialnym i zdyscyplinowanym społeczeństwem – Japonii – doszło do drugiej największej katastrofy nuklearnej.
Hora, itta darō?
Do Czarnobyla udałem się w 2012 roku, a do katastrofy w japońskiej elektrowni jądrowej Fukushima doszło rok wcześniej. W Kijowie odwiedziłem wystawę fotograficzną poświęconą tej tragedii. Dopiero tam dowiedziałem się, że katastrofa w Japonii była jeszcze poważniejsza niż w Czarnobylu.
Na skutek tego zdarzenia były premier Japonii Naoto Kana odwiedził Wejherowo, by przestrzec Polaków przed budową elektrowni jądrowej. Niemcy postanowili wycofać się z rozwoju energii atomowej. Niedawno wygasili ostatnie działające reaktory. Tymczasem w powiecie wejherowskim trwa budowa wielkiej inwestycji, dzięki której wszyscy będziemy spać jak na beczce prochu.
Naoto Kan był premierem Japonii w czasie katastrofy w Fukushimie. Do Polski przyjechał w 2014 jako były premier i publicznie ostrzegał przed energetyką jądrową. Odwiedził niedokończoną elektrownię w Żarnowcu i Wejherowo, które jest miastem powiatowym Choczewa, w którym powstaje elektrownia jądrowa. Czy usłyszymy kiedyś Hora, itta darō? (A nie mówiłem?)
Straty po katastrofie w Fukushimie szacuje się na 200 miliardów dolarów i będą rosnąć już zawsze. Jednak świat naukowy twierdzi, że awaria spowodowała zero ofiar śmiertelnych na skutek promieniowania. Według tych samych metod szacunkowych, Czarnobyl pochłonął… 28 dusz.
Pamiętaj – setki tysięcy nowotworów i dzieci na OIOM-ie to nigdy nie będzie wina technologii i ludzkiego działania tylko okrutnego Boga. Szkodliwość ludzka jest “nieuchwytna statystycznie”, ale ile to razy słyszałem “skoro jest Bóg to skąd tyle chorób…”
Wielka, większa i…
Miałem ostatnią okazję podziwiać stary sarkofag reaktora numer 4, tuż przed instalacją nowego, znanego dziś łukowatego białego przykrycia nazwanego Nową Arką. Prace nad zabezpieczaniem i konserwacją zabezpieczeń chyba nigdy się nie skończą.
Przewodnik powiedział, że jak dojdzie do powtórnego wybuchu to ewakuowana nie będzie tylko strefa w promieniu 30, czy 371 kilometrów jak w Fukushimie, ale… cała Europa. Myślę, że w takich okolicznościach nikt nie będzie ewakuowany. Będziemy po prostu żyć w napromieniowanym środowisku jak samosioły.
Nie jestem tutaj po to, by dzielić się swoimi poglądami na temat gospodarki energetycznej. Nie jestem naukowcem, ekologiem, prorokiem a jedyną moją kompetencją w tym zakresie jest chłopski rozum. Zachęcam jednak każdego do rozważenia tematu, abyśmy jako społeczeństwo kierowali się racjonalnymi przesłankami w budowaniu Polski wolnej, bezpiecznej i zamożnej.
Objawienie Jana zderza się przyszłością
Nowa Arka nie jest jedynym biblijnym motywem, który znajduje się w strefie zamkniętej. W Czarnobylu stoi Pomnik Trzeciego Anioła inspirowany wizją Apokalipsy apostoła Jana. Stoi on przy wejściu do muzeum „Zirka Polin” („Gwiazda Piołun”). Jako autora podaje się Anatolija Hajdamakę, a kompleks otwarto w 2011 roku, na 25. rocznicę katastrofy.

I zatrąbił trzeci anioł; i spadła z nieba wielka gwiazda płonąca jak pochodnia, i upadła na trzecią część rzek i na źródła wód. A imię gwiazdy tej brzmi Piołun. I jedna trzecia wód zamieniła się w piołun, a wielu z ludzi pomarło od tych wód, dlatego że zgorzkniały.
Objawienie Jana 8:10-11
Użyte przez Jana greckie słowo apsinthos jest nazwą gorzkiej rośliny, która najbliżej odpowiada piołunowi. Przenośnie jest symbolem goryczy, klęski, ciężkiego nieszczęścia. W samym wersecie sens symboliczny jest podany prawie wprost, bo po nazwaniu gwiazdy „Piołunem” tekst dodaje, że wody stały się gorzkie.
Czarnobyl to po ukraińsku potoczna nazwa piołunu. I tu, podobnie jak w fuzji Pikniku na skraju drogi i S.T.A.L.K.E.R.A., dzieło Jana genialnie łączy się z wydarzeniami z przyszłości w tajemniczym tańcu przypadku i rzeczywistości.
Videorelacja
A na deser filmik, który nagrałem 14 lat temu. W tle utwór ze ścieżki dźwiękowej S.T.A.L.K.E.R.A., która wyciska klimat tego miejsca do ostatniej kropli krwi.
Konkurs
Pierwsza osoba, która wskaże w komentarzu inny motyw z Biblii przypominjący energię jądrową otrzyma ode mnie 500 zł na wybrany przez siebie cel charytatywny lub społeczność chrześcijan. Kwotę wpłacę bezpośrednio na rachunek organizacji.
Druga i trzecia osoba, która wskaże jeszcze inny motyw otrzyma nagrodę niespodziankę.
Poprzednie kazanko
Następne kazanko








Co o tym myślisz?
Jeśli spodobał Ci się ten referat i pobudził Cię do przemyśleń, podziel się tym w komentarzu lub pisząc do mnie. Jeśli dzięki temu artykułowi udało Ci się spojrzeć na tą kwestię z innej perspektywy to spełnił on zamierzony cel. Jeśli po lekturze skłaniasz się do zmiany swoich poglądów lub utwierdziłeś się w swoich przemyśleniach, które są sprzeczne z moimi to również chwała Bogu. Pomóż i mi znaleźć prawdę, dzieląc się ze mną i innymi czytelnikami swoimi argumentami na ten temat.