Pod tekstem o książce Biblia w ręku ateisty Heleny Eilstein pojawił się bardzo dobry komentarz Henryka. Jest to głos człowieka, który – jak sam napisał – jest praktykującym chrześcijaninem i próbuje sobie poradzić z fragmentami Biblii, które go uwierają.
I bardzo dobrze. Biblia ma takie fragmenty. Podczas lektury Słowa Bożego, szczególnie na początku, oprócz pozytywnych wrażeń – inspiracji, fascynacji, poruszenia, podziwu, oczarowania – czuje się czasem ciężar, sprzeciw, odrazę albo bezradność. Biblia to nie Hello Kitty. To nie jest pluszowa książeczka o tym, że wszyscy mają być mili, a Pan Bóg siedzi w niebie i rozdaje naklejki za dobre zachowanie.
Biblia opowiada o Bogu żywym, świętym, suwerennym i sprawiedliwym. O Bogu, który nie tylko pociesza, ale też sądzi. O Bogu, który nie tylko wzrusza się nad człowiekiem, ale panuje nad królami, narodami, historią, a nawet nad sercami swoich wrogów. Dlatego jest to księga trudna. Nie dlatego, że jest prymitywna, ale dlatego, że opisuje rzeczywistość większą od naszych wygodnych moralnych ramek.
Zarzuty Henryka
Henryk zwrócił uwagę na kilka spraw. Po pierwsze, napisał, że w Biblii są niespójności albo wręcz sprzeczności, które Eilstein wytyka w wielu miejscach. Po drugie, wskazał na temat szczególnie trudny: zatwardzanie serc przez samego Boga. Jeśli Bóg zatwardza serce faraona, a potem karze faraona i Egipt za skutki tego zatwardzenia, co właściwie oznacza Boża sprawiedliwość?
Po trzecie, Henryk zauważył, że doświadczenie historii nie pozwala łatwo mówić o całych ludach jako „z gruntu złych” i niezdolnych do poprawy. Znamy raczej złych przywódców, ideologów i ludzi obdarzonych talentem niszczenia, którzy potrafią pociągnąć za sobą całe narody. To ważna uwaga, bo chroni przed zbyt łatwym usprawiedliwianiem przemocy wobec zbiorowości.
Po czwarte, przypomniał, że Eilstein była Żydówką z pokolenia naznaczonego Holokaustem, a później Marcem 1968. To nie jest przypis biograficzny bez znaczenia. Człowiek, który widział albo dziedziczył pamięć totalnej zagłady, może szczególnie mocno reagować na każdą koncepcję, w której jakiś lud zostaje skazany na zniszczenie.
Cherem – „Święte ludobójstwo”?
W tle tej rozmowy cały czas stoi główny zarzut Heleny Eilstein wobec Biblii. Autorka nie mówi jedynie, że niektóre fragmenty Starego Testamentu są trudne, brutalne albo moralnie niepokojące. Idzie dużo dalej. Obłożenie klątwą ludów, czyli przeznaczenie ich na całkowite zniszczenie przed Bogiem, nazywa wprost „świętym ludobójstwem” – dokonanym „do ostatniej żywej istoty”.
Z tym oskarżeniem trzeba się zmierzyć uczciwie. Jeśli przyjmiemy ateistyczne założenie Eilstein, że Boga w tej historii nie ma, rzeczywiście zostaje obraz ludzi, którzy przypisują własnej przemocy boskie uzasadnienie. Wtedy Biblia wygląda jak kronika starożytnej religijnej brutalności.
Jeśli jednak czytamy Biblię jako Biblię, czyli z Bogiem, objawieniem, sądem, winą narodów, cierpliwością Boga i możliwością ocalenia tych, którzy odłączają się od zła, obraz jest inny. Nadal trudny. Nadal straszny. Ale nie tak prosty, jak sugeruje określenie „święte ludobójstwo”.
Poprzednie kazanko
Następne kazanko











HENRYK
Muszę przyznać że mnie Pan nie przekonał – nie umocnił Pan mojej wiary zderzonej ze zdumiewającymi szokującymi fragmentami Biblii.
Zwrócił Pan za to moją uwagę na jeszcze jedną kontrowersję zawartą w Księdze: na selektywność reakcji Boga względem podobnych ludzkich zbrodni.
Ale po kolei.
1. Myślę że podstawowym założeniem dla każdego wierzącego musi być uświadomienie sobie że czas ziemskiego życia jest tylko swego rodzaju egzaminem dla każdego z nas, od wyniku którego zależy nasza wieczna szczęśliwość lub jej brak. Tylko z tej perspektywy da się zaakceptować cierpienia jakich doznajemy w tej – jedynej empirycznie nam znanej – rzeczywistości. W tym kontekście miłosierdzie Boże możemy czytać nie jako dbałość o nasz bierzący dobrostan, a jako troskę i pomoc w pozytywnym przejściu przez egzamin życia ze wszystkimi cierpieniami jakich nam ono dostarcza. Bez tego założenia wszystkie tezy H. E. są trafne.
2. Przypisaliśmy chyba Bogu zbyt wiele cech absolutnych (wszechmoc, wszechwiedza, nieskończone miłosierdzie, nieskończona dobroć..) które bez wprowadzenia między nimi jakiejś hierarchii (co w przypadku cech absolutnych jest niemożliwe) prowadzi do sprzeczności. Jeżeli Bóg – jak Pan pisze – znał grzeszną drogę narodów na wiele pokoleń przed faktyczną grzesznością (bo jest wszechwiedzący), to wykluczył autonomię jednostek tego narodu która być może umożliwiła by im zejście z drogi grzechu. To jest sprzeczne z przesłaniem np. Ewangelicznej przypowieści o robotnikach najmowanych do winnicy. Z kolei będąc wszechmocnym i autonomicznym mógł zmienić nieco bieg dziejów aby nie doprowadzić do polecenia ich całkowitego wytępienia. Wszak zesłał plagi na Egipt i faraona w celu zbawczo (dla Izraela) dydaktycznym ( dla wszystkich), możnaby więc sądzić że Najwyższe Miłosierdzie uzasadniałoby interwencję wzmacniającą szanse jakiegoś narodu na uniknięcie całkowitego wytępienia. Nawiasem mówiąc argument uzasadniający “zatwardzenie serca faraona” że “To król systemu opresji. Człowiek stojący na czele państwa, które korzysta z niewolniczej pracy i morduje dzieci.” rzucony wobec władcy z przed 3500 lat jast absurdalny – przez kolejne ponad 3000 lat niewolnictwo było podstawą lub ważnym elementem systemów społeczno-ekonomicznych świata bez karzącej interwencji Bożej.
3. Historia z Saulem jest w Biblii jaka jest: Saul się ulitował. Reszta to domniemania i interpretacje. Sam Pan pisze :”Nie wolno udawać, że wiemy więcej niż tekst mówi.”
4. Wszystkie toki myślowe nie wynikające bezpośrednio z tekstu Biblijnego są jedynie interpretacjami i jako takie są równoprawne – zarówno Pańskie jak H. E., nieważne w jaką werbalną pianę je ubierzemy.
5. Co do Boskiej selektywności na którą swoją interpretacją Pan uwagę to – według Pana – Bóg spektakularnie pokarał Egipt za nikczemność (w tym odbierając mu możliwość zbawczej autorefleksji), nie reagował natomiast jakoś widzialnie wobec ogromnej liczby znacznie straszniejszych nikczemności. Ale cóż, według zwrotu często używaneko przez kapłanów: “zachciało się Panu Bogu wybrać/nagrodzić/pokarać …” (zwrot którego bardzo nie lubię, ale z którym jako wierzący nie mogę się nie zgodzić).
6. Trzeba się zastanowić czym Biblia jest. Wiemy już że nie jest tekstem historycznym. Wiemy też że jej fragmenty bywają ze sobą niespójne. Znajdujemy w niej zapisy które są dla nas szokujące, nie dające się pogodzić z zestawem cech Naj z jakimi kojarzy nam się Nasz Bóg. Ich akceptowalne dla nas uzasadnienie nie wynika z zapisów Biblii. Ja pozostaję przy nich zaszokowany, Pan usiłuje je obejść tworząc rozbudowane interpretacje (w moim przekonaniu w znacznej części nieuprawnione samym tekstem). Z drugiej strony dla nas wierzących, Biblia jes tekstem natchnionym który na nas czegoś nauczyć. Ma mieć wartość przez tysiące lat, na przestrzenik których zmienił się nasz świat, systemy społeczne, nasza wizja tego co akceptowalne a co nie (o czym Wszechwiedzący Bóg wiedział wpływając na jej twórców). Siłą rzeczy nie możemy więc wprost jej odnosić do naszych czasów – musimy ją interpretować aby wyciągnąć wnioski właściwe dla tu i teraz. Obyśmy tylko w tych interpretacjach nie poszli za daleko, bo to nie przysłuży się ani nam ani wierze.
Pozdrawiam.
Wszetecznik
Panie Henryku, dziękuję za kolejny komentarz – podziwiam i doceniam elokwencję, z jaką się Pan wypowiada.
Odniosę się tylko do niektórych kwestii, bo raz, że chodzimy trochę w kółko, a dwa, że wolę skoncentrować się na tych najistotniejszych rzeczach.
Stwierdzenie, że Biblia nie jest tekstem historycznym odrzucam, bo uważam, że jest bardzo cennym źródłem historycznym dla świata również naukowego, a dla mnie osobiście najwiarygodniejszym, bo nigdy mnie nie zawiodło.
W dalszym ciągu jestem ślepy na sprzeczności, o których Pan wspomniał.
Zgadzam się w pełni z pierwszym punktem.
3, 4. Nie udaję, że wiem więcej niż tekst mówi. W tekście odnajdujemy, że litość Saula była pozorna, bo ocalił tylko to co najlepsze, o czym informuje sam narrator. To nie jest interpretacja, ale czytanie ze zrozumieniem. W tekście odnajdujemy też słowa proroka, które tłumaczą za co Saul ponosi karę. To nie są domniemania czy jakieś naciągane interpretacje, ale zawarte w tekście informacje, których nie wolno pomijać, aby móc uczciwie rozmawiać o uniwersum biblijnym.
5. Kiedy Bóg nie zainterweniował? Choć raz? Proszę podać konkretny przykład, do którego mógłbym się odnieść. Z tego co widzę w Biblii, na przestrzeni dziejów i we własnym doświadczeniu, kiedy Go wołamy, on zawsze wkracza. Zawsze. Do tego stopnia jest niezawodny, że możemy nazwać go naszą Opoką, a jego obietnice są pewne.
Pozdrawiam!