Ateizm Eilstein i Holokaust
Henryk słusznie przypomina, że Helena Eilstein była Żydówką z pokolenia naznaczonego Holokaustem, a później także Marcem 1968 roku. Tego nie wolno traktować jak zwykłej ciekawostki biograficznej. Człowiek, którego naród został celowo, systemowo i bestialsko mordowany, może czuć odrazę wobec każdej opowieści o ludzie skazanym na zagładę.
Rozumiem więc, dlaczego Eilstein mogła odrzucić obraz Boga miłosiernego i sprawiedliwego. Jeśli ktoś widzi świat, w którym Żydzi modlą się do Boga, wołają o ratunek, a potem idą do komór gazowych, może dojść do wniosku, że niebo jest puste. Albo że Bóg, do którego wołano, był bezradny. Albo że cała religijna opowieść o opiece Boga nad Jego ludem jest ludzkim złudzeniem.
Biblijna odpowiedź nie brzmi jednak: „tak, Bóg zawiódł”. Brzmi raczej: człowiek często woła nie do Boga żywego, lecz do boga zbudowanego z religii, tradycji, narodowej pamięci, pobożnych formuł i własnych wyobrażeń. Taki bóg może nazywać się Jahwe, Jezus, Opatrzność albo Kościół, ale jeśli jest tylko ludzkim odlewem, pozostaje złotym cielcem.
Złoty cielec
Pod Synajem Izraelici nie powiedzieli: „odrzucamy Jahwe i wybieramy obcego boga”. Powiedzieli:
Izraelu, oto twój bóg, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej.
Wj 32:4
To jest przerażające, bo pokazuje, że można używać właściwych słów, właściwych historii i właściwego religijnego języka, a mimo to kłaniać się czemuś martwemu. Można mówić „Bóg”, a mieć przed sobą własny odlew ze złota.
W tym sensie każdy chrześcijanin jest ateistą wobec fałszywych bogów. Jeśli „theos” oznacza boga plemiennej pychy, rytuału bez życia, religii bez przemienionego myślenia, narodu, państwa albo tradycji, to ja w takiego boga też nie wierzę. Odrzucam go. I uważam, że Biblia również go odrzuca.
Martwy bóg religii
To dotyczy nie tylko judaizmu po Chrystusie. Dotyczy także chrześcijaństwa. Chrześcijanie potrafią zbudować własnego złotego cielca z krzyża, liturgii, doktryny, emocji, konserwatyzmu, patriotyzmu albo moralnej wyższości.
Nazistowskie Niemcy także miały religijny język, kościelne dekoracje i odwołania do Boga. Ale bóg rasowej pychy, przemocy i zagłady nie mógł niczego pobłogosławić, bo był martwy. Nie był Bogiem Jezusa Chrystusa. Był bożkiem.
Dlatego Holokaust nie jest dowodem na niesprawiedliwość Boga Biblii. Jest dowodem na to, do czego zdolny jest człowiek, kiedy ubóstwi naród, rasę, państwo, ideologię albo własną krzywdę. To ludzie zgotowali ludziom ten horror. Nie biblijna sprawiedliwość, nie prorocki sąd, nie kara według miary winy, lecz cyniczna, zimna, przemysłowa zbrodnia.
Ofiary nie są winne
Trzeba powiedzieć jasno: ofiary Holokaustu nie są winne temu, co zrobili im oprawcy. Nie wolno przerzucać odpowiedzialności ze zbrodniarza na mordowanego. Jeśli mówię o fałszywych bogach religii, nie po to, by oskarżyć zagazowanych, rozstrzelanych i głodzonych.
Chodzi o coś innego: samo religijne słownictwo nie daje jeszcze relacji z Bogiem żywym. Można mieć religię, a nie mieć obrzezanego serca. Można mieć imię Boga na ustach, a w sercu nosić złotego cielca.
Wśród ofiar tamtego czasu byli również ludzie prawdziwie zwróceni do Boga. Niektórzy oddawali życie, ukrywając Żydów. Inni sprzeciwiali się złu i płacili za to więzieniem, torturą albo śmiercią. Ich los nie świadczy o opuszczeniu przez Boga, lecz o cenie świadectwa w świecie przemocy. Abel, Uriasz i Szczepan też zginęli, a krzyż – oglądany z dołu – również nie wyglądał jak zwycięstwo.
Bóg żywy i bogowie ludzcy
To nie rozwiązuje tanio bólu Eilstein. Nie odpowiada się na Holokaust kilkoma zdaniami z ambony. Pozwala jednak oddzielić dwie rzeczy, które Eilstein moim zdaniem zlewa: ludzką religię i Boga żywego.
Martwy bóg religii nie ocalił. Nie ocalił narodu. Martwy bóg europejskiej cywilizacji nie ocalił. Nie ocalił chrześcijańskich dekoracji III Rzeszy. Ale to nie znaczy, że Bóg Biblii jest martwy.
Na kartach Biblii widzimy nieustanne zmaganie Boga żywego z bogami ludzkimi. Mojżesz staje naprzeciw czarowników faraona. Eliasz staje naprzeciw proroków Baala. Dawid staje naprzeciw Goliata, który urąga Bogu Izraela. Prorocy demaskują kult, który zachowuje formę, ale gubi serce.
Bezpośrednia relacja z Bogiem
Bóg raz po raz pokazuje, że nie wystarczy mieć religię. Trzeba mieć bezpośrednią relację z Bogiem. Potrzeba obrzezanego serca, nie tylko poprawnego słownika. Trzeba zmiany myślenia, nie tylko religijnego kostiumu.
Dlatego rozumiem ateizm Eilstein jako bunt przeciw bogu, który okazał się bezradny wobec historii. Tylko że ja również nie wierzę w takiego boga. Chrześcijanin nie wierzy w boga religijnej dekoracji.
Wierzy w Boga, który objawia się najpełniej w Chrystusie ukrzyżowanym – nie w Bogu omijającym cierpienie z daleka, ale w Bogu, który wchodzi w cierpienie, bierze sąd na siebie i pokazuje, że ostatnim słowem nad historią nie jest komora gazowa, grób ani państwowy dekret, lecz zmartwychwstanie.
Poprzednie kazanko
Następne kazanko











Co o tym myślisz?
Jeśli spodobał Ci się ten referat i pobudził Cię do przemyśleń, podziel się tym w komentarzu lub pisząc do mnie. Jeśli dzięki temu artykułowi udało Ci się spojrzeć na tą kwestię z innej perspektywy to spełnił on zamierzony cel. Jeśli po lekturze skłaniasz się do zmiany swoich poglądów lub utwierdziłeś się w swoich przemyśleniach, które są sprzeczne z moimi to również chwała Bogu. Pomóż i mi znaleźć prawdę, dzieląc się ze mną i innymi czytelnikami swoimi argumentami na ten temat.