Bóg nie potrzebuje mojego listka figowego
Wielu chrześcijan próbuje zasłaniać trudne fragmenty Biblii. Tu zasłonić klątwę, tam osłabić sąd, tu powiedzieć, że może tego wcale nie było, tam że to tylko metafora, a w ogóle Stary Testament był taki niedojrzały i dopiero Jezus przyszedł nas ucywilizować.
Rozumiem pokusę, ale jej nie przyjmuję. Bóg nie potrzebuje mojego listka figowego. Jeśli Biblia mówi, że Bóg sądzi, to znaczy, że Bóg sądzi. Jeśli mówi, że Bóg zatwardza serce faraona, muszę zmierzyć się z Bogiem, który ma władzę nawet nad sercem faraona.
Druga skrajność jest równie zła. Niektórzy nie zasłaniają tych fragmentów, ale rozumieją je tak płytko, że zaczynają wierzyć w Boga-kata, który tylko czeka, aż człowiek się potknie. To też nie jest Biblia. Bóg jest sprawiedliwy, ale nie jest sadystą. Jest suwerenny, ale nie kapryśny. Jest miłosierny, ale nie jest pobłażliwą ciocią, która mówi: „nic się nie stało”, kiedy stało się wszystko.
Holokaust i biblijny sąd to nie to samo
To nie są zjawiska tej samej kategorii. Holokaust był ludzką zbrodnią, cynicznym przeciwieństwem sprawiedliwości. Nie było tam objawienia Boga, proroka potwierdzonego znakami, sądu nad historyczną winą ofiar ani miary „jak czyniliście, tak wam odpłacono”.
W Biblii natomiast – jeśli czytamy ją jako Biblię – mamy Boga, który objawia się, sądzi, ostrzega, czeka, zna winę, zna serca i stosuje tę samą miarę także wobec Izraela. Ateista może powiedzieć: „ja w to nie wierzę”. W porządku. Ale wtedy niech przyzna, że odrzuca świat Biblii.
Problem Eilstein nie polega na tym, że traktuje Biblię zbyt dosłownie jako historię. Problem polega raczej na tym, że traktuje ją jak zbiór bajek, z którego wybiórczo usuwa najistotniejsze fakty świata przedstawionego – Boga, objawienie, sąd i sprawiedliwość – a potem ocenia pozostałe sceny tak, jakby były kroniką ludzi opętanych religijną przemocą.
Po co o tym pisać?
Ten temat jest ważny, bo takich fragmentów często się unika. Mało kto ma je w sercu rozstrzygnięte. Jedni chrześcijanie chcą zasłonić ręką niektóre kartki Biblii. Inni czytają je bez zrozumienia i zaczynają bać się Boga jak kapryśnego kata. Jeszcze inni oddają te fragmenty ateistom, jakby były wstydliwym dowodem rzeczowym przeciwko wierze.
A ja uważam, że trzeba je czytać. Nie bokiem, nie szeptem, nie w przypisie. Trzeba czytać je w pełnym świetle Biblii. Dopiero wtedy widać, że sprawiedliwość Boga nie jest ozdobnikiem. Jest realna.
A skoro jest realna, ja też jestem w niebezpieczeństwie. Nie tylko Amalek, faraon czy Jerycho. Ja. Dopiero wtedy Ewangelia przestaje być miłym dodatkiem do życia. Staje się ratunkiem.
Sprawiedliwość, której chcemy i której się boimy
My wszyscy chcemy sprawiedliwości. Żądamy jej dla morderców, tyranów, gwałcicieli, kłamców, zdrajców, oprawców i wszystkich ludzi, którzy niszczą życie innym. Pragniemy, żeby zło nie uszło bezkarnie. Chcemy, żeby ktoś wreszcie powiedział ofiarom: widziałem, pamiętam, odpłacę.
Kiedy ta sama sprawiedliwość zbliża się do nas, nagle zaczynamy mówić o zrozumieniu, kontekście, trudnym dzieciństwie, presji społecznej, okolicznościach łagodzących i o tym, że przecież nikt nie jest idealny. Domagamy się sprawiedliwości dla innych i miłosierdzia dla siebie.
Biblia rozbija tę hipokryzję. Pokazuje Boga, który naprawdę sądzi. A potem pokazuje Chrystusa, który bierze sąd na siebie. To jest centrum chrześcijaństwa. Nie pluszowy humanitaryzm, udawanie, że zło nie istnieje czy głaskanie faraona po głowie. Krzyż.
Krzyż zamiast pluszowego humanitaryzmu
Na krzyżu Bóg nie mówi: „nic się nie stało”. Na krzyżu Bóg mówi: stało się tak wiele, że potrzeba ofiary Syna. Sprawiedliwość nie zostaje anulowana. Zostaje wypełniona.
Miłosierdzie nie polega na tym, że Bóg zapomina o krzywdzie. Polega na tym, że Bóg sam płaci cenę, której my nie bylibyśmy w stanie udźwignąć.
Dlatego nie chcę Boga pluszowego, który działa tylko w inkubatorze wyidealizowanego świata. Wolę Biblię: straszniejszą, trudniejszą, mniej wygodną, ale prawdziwszą.
Konkluzja
Rozumiem, dlaczego Henryka uwiera zatwardzenie serca faraona. Wiem, dlaczego Eilstein mogła odczuwać odrazę wobec opowieści o ludach skazanych na zagładę. Zdaję sobie sprawę, dlaczego współczesny czytelnik wzdryga się przy tych fragmentach. Sam nie chcę Biblii, która byłaby łatwa tylko dlatego, że ktoś wyrwał z niej trudne kartki.
Nie zgadzam się jednak, że te fragmenty pokazują moralny prymitywizm Boga. Pokazują raczej Jego absolutną powagę wobec zła, historii, ofiar, ludów, królów i wobec mnie. Bóg Biblii nie jest dekoracją do ludzkiego humanitaryzmu ani religijnym pluszakiem do przytulania po ciężkim dniu.
To Bóg, który potrafi zatwardzić serce faraona, aby pokazać, że faraon nie jest bogiem. Czeka pokolenia, aż wina dojrzeje. Oszczędza Rachab i Niniwę. Sądzi także Izrael, gdy Izrael staje się podobny do narodów, które wcześniej zostały wyplute z ziemi.
Bez sądu Boga ofiary zostają same ze swoją krzywdą. W świetle Jego sądu ja sam potrzebuję ratunku. Z jednej strony cieszę się, że jest absolutna sprawiedliwość, ale z drugiej strony dziwnie się czuję, gdy ona spogląda też na mnie. Dlatego potrzebuję Chrystusa.
Niech Moc będzie z Tobą!
Poprzednie kazanko
Następne kazanko











HENRYK
Muszę przyznać że mnie Pan nie przekonał – nie umocnił Pan mojej wiary zderzonej ze zdumiewającymi szokującymi fragmentami Biblii.
Zwrócił Pan za to moją uwagę na jeszcze jedną kontrowersję zawartą w Księdze: na selektywność reakcji Boga względem podobnych ludzkich zbrodni.
Ale po kolei.
1. Myślę że podstawowym założeniem dla każdego wierzącego musi być uświadomienie sobie że czas ziemskiego życia jest tylko swego rodzaju egzaminem dla każdego z nas, od wyniku którego zależy nasza wieczna szczęśliwość lub jej brak. Tylko z tej perspektywy da się zaakceptować cierpienia jakich doznajemy w tej – jedynej empirycznie nam znanej – rzeczywistości. W tym kontekście miłosierdzie Boże możemy czytać nie jako dbałość o nasz bierzący dobrostan, a jako troskę i pomoc w pozytywnym przejściu przez egzamin życia ze wszystkimi cierpieniami jakich nam ono dostarcza. Bez tego założenia wszystkie tezy H. E. są trafne.
2. Przypisaliśmy chyba Bogu zbyt wiele cech absolutnych (wszechmoc, wszechwiedza, nieskończone miłosierdzie, nieskończona dobroć..) które bez wprowadzenia między nimi jakiejś hierarchii (co w przypadku cech absolutnych jest niemożliwe) prowadzi do sprzeczności. Jeżeli Bóg – jak Pan pisze – znał grzeszną drogę narodów na wiele pokoleń przed faktyczną grzesznością (bo jest wszechwiedzący), to wykluczył autonomię jednostek tego narodu która być może umożliwiła by im zejście z drogi grzechu. To jest sprzeczne z przesłaniem np. Ewangelicznej przypowieści o robotnikach najmowanych do winnicy. Z kolei będąc wszechmocnym i autonomicznym mógł zmienić nieco bieg dziejów aby nie doprowadzić do polecenia ich całkowitego wytępienia. Wszak zesłał plagi na Egipt i faraona w celu zbawczo (dla Izraela) dydaktycznym ( dla wszystkich), możnaby więc sądzić że Najwyższe Miłosierdzie uzasadniałoby interwencję wzmacniającą szanse jakiegoś narodu na uniknięcie całkowitego wytępienia. Nawiasem mówiąc argument uzasadniający “zatwardzenie serca faraona” że “To król systemu opresji. Człowiek stojący na czele państwa, które korzysta z niewolniczej pracy i morduje dzieci.” rzucony wobec władcy z przed 3500 lat jast absurdalny – przez kolejne ponad 3000 lat niewolnictwo było podstawą lub ważnym elementem systemów społeczno-ekonomicznych świata bez karzącej interwencji Bożej.
3. Historia z Saulem jest w Biblii jaka jest: Saul się ulitował. Reszta to domniemania i interpretacje. Sam Pan pisze :”Nie wolno udawać, że wiemy więcej niż tekst mówi.”
4. Wszystkie toki myślowe nie wynikające bezpośrednio z tekstu Biblijnego są jedynie interpretacjami i jako takie są równoprawne – zarówno Pańskie jak H. E., nieważne w jaką werbalną pianę je ubierzemy.
5. Co do Boskiej selektywności na którą swoją interpretacją Pan uwagę to – według Pana – Bóg spektakularnie pokarał Egipt za nikczemność (w tym odbierając mu możliwość zbawczej autorefleksji), nie reagował natomiast jakoś widzialnie wobec ogromnej liczby znacznie straszniejszych nikczemności. Ale cóż, według zwrotu często używaneko przez kapłanów: “zachciało się Panu Bogu wybrać/nagrodzić/pokarać …” (zwrot którego bardzo nie lubię, ale z którym jako wierzący nie mogę się nie zgodzić).
6. Trzeba się zastanowić czym Biblia jest. Wiemy już że nie jest tekstem historycznym. Wiemy też że jej fragmenty bywają ze sobą niespójne. Znajdujemy w niej zapisy które są dla nas szokujące, nie dające się pogodzić z zestawem cech Naj z jakimi kojarzy nam się Nasz Bóg. Ich akceptowalne dla nas uzasadnienie nie wynika z zapisów Biblii. Ja pozostaję przy nich zaszokowany, Pan usiłuje je obejść tworząc rozbudowane interpretacje (w moim przekonaniu w znacznej części nieuprawnione samym tekstem). Z drugiej strony dla nas wierzących, Biblia jes tekstem natchnionym który na nas czegoś nauczyć. Ma mieć wartość przez tysiące lat, na przestrzenik których zmienił się nasz świat, systemy społeczne, nasza wizja tego co akceptowalne a co nie (o czym Wszechwiedzący Bóg wiedział wpływając na jej twórców). Siłą rzeczy nie możemy więc wprost jej odnosić do naszych czasów – musimy ją interpretować aby wyciągnąć wnioski właściwe dla tu i teraz. Obyśmy tylko w tych interpretacjach nie poszli za daleko, bo to nie przysłuży się ani nam ani wierze.
Pozdrawiam.
Wszetecznik
Panie Henryku, dziękuję za kolejny komentarz – podziwiam i doceniam elokwencję, z jaką się Pan wypowiada.
Odniosę się tylko do niektórych kwestii, bo raz, że chodzimy trochę w kółko, a dwa, że wolę skoncentrować się na tych najistotniejszych rzeczach.
Stwierdzenie, że Biblia nie jest tekstem historycznym odrzucam, bo uważam, że jest bardzo cennym źródłem historycznym dla świata również naukowego, a dla mnie osobiście najwiarygodniejszym, bo nigdy mnie nie zawiodło.
W dalszym ciągu jestem ślepy na sprzeczności, o których Pan wspomniał.
Zgadzam się w pełni z pierwszym punktem.
3, 4. Nie udaję, że wiem więcej niż tekst mówi. W tekście odnajdujemy, że litość Saula była pozorna, bo ocalił tylko to co najlepsze, o czym informuje sam narrator. To nie jest interpretacja, ale czytanie ze zrozumieniem. W tekście odnajdujemy też słowa proroka, które tłumaczą za co Saul ponosi karę. To nie są domniemania czy jakieś naciągane interpretacje, ale zawarte w tekście informacje, których nie wolno pomijać, aby móc uczciwie rozmawiać o uniwersum biblijnym.
5. Kiedy Bóg nie zainterweniował? Choć raz? Proszę podać konkretny przykład, do którego mógłbym się odnieść. Z tego co widzę w Biblii, na przestrzeni dziejów i we własnym doświadczeniu, kiedy Go wołamy, on zawsze wkracza. Zawsze. Do tego stopnia jest niezawodny, że możemy nazwać go naszą Opoką, a jego obietnice są pewne.
Pozdrawiam!