W kazanku Chrześcijanin bezreligijny, czyli biblijny przytoczyłem przykłady współczesnych oraz XX-wiecznych chrześcijan, którzy zapisali się w historii nauką o tym, że chrześcijaństwo nie jest religią. Dziś chciałbym sięgnąć głębiej w historię i opisać intelektualistów i filozofów z epoki oświecenia, którzy wydają się potwierdzać moją teorię, że bezreligijni chrześcijanie istnieją nie od wczoraj.
Od razu jednak małe zastrzeżenie, żebyśmy nie zaczęli fałszować historii już w drugim akapicie. Określenie „chrześcijanin bezreligijny” jest moje i współczesne. John Locke, Isaac Newton czy Joseph Priestley nie chodzili po Londynie z przypinką „religia jest zła”, a John Toland i Matthew Tindal poszli w swojej krytyce tradycyjnego chrześcijaństwa znacznie dalej, niż ja zamierzam za nimi iść. Historycy używają takich określeń jak racjonalne chrześcijaństwo, nonkonformizm, unitarianizm, wolnomyślicielstwo czy deizm. Co więcej, Locke i Newton nie są zazwyczaj klasyfikowani jako deiści, podczas gdy Toland i Tindal już tak.
Nie chodzi mi więc o stworzenie sobie drużyny złożonej z nieboszczyków i rozdanie im pośmiertnie legitymacji Wszetecznika. Interesuje mnie co innego. Powtarzający się przez wieki mechanizm.
Człowiek wierzy w Boga. Czyta Biblię. Traktuje Jezusa poważnie. Po czym zaczyna sprawdzać, czy wszystko, co postawiono między nim a Bogiem pod szyldem „chrześcijaństwo”, rzeczywiście pochodzi od Chrystusa.
I nagle robi się nerwowo.
Bo okazuje się, że czym innym jest Jezus, czym innym Biblia, czym innym chrześcijaństwo, a jeszcze czym innym wielka religijna konstrukcja wzniesiona z soborów, katechizmów, urzędów, tradycji, tytułów, szat, filozofii i tłumaczeń tego, co właściwie autor natchniony „miał na myśli”.
Oświecenie nie było zatem tylko epoką, w której rozum przyszedł z latarką, zobaczył Biblię i powiedział: „o Jezu, co to jest?”. W Anglii obok sceptyków i deistów działali chrześcijańscy myśliciele próbujący pogodzić objawienie z rozumem, a także dysydenci usiłujący odzyskać — jak sami to rozumieli — prostsze, pierwotne chrześcijaństwo.
Zacznijmy od człowieka, który postanowił sprawdzić, ile właściwie dogmatów trzeba zmieścić w walizce, żeby dostać się do chrześcijaństwa.
Poprzednie kazanko
Następne kazanko











Co o tym myślisz?
Jeśli spodobał Ci się ten referat i pobudził Cię do przemyśleń, podziel się tym w komentarzu lub pisząc do mnie. Jeśli dzięki temu artykułowi udało Ci się spojrzeć na tą kwestię z innej perspektywy to spełnił on zamierzony cel. Jeśli po lekturze skłaniasz się do zmiany swoich poglądów lub utwierdziłeś się w swoich przemyśleniach, które są sprzeczne z moimi to również chwała Bogu. Pomóż i mi znaleźć prawdę, dzieląc się ze mną i innymi czytelnikami swoimi argumentami na ten temat.