Kler też jest ponadczasowy
Kiedy czytam tę historię, nie umiem oprzeć się wrażeniu, że zmieniają się państwa, stroje, języki, denominacje i nazwy stanowisk, ale sam mechanizm religii pozostaje zadziwiająco odporny na postęp techniczny.
Jezus opisał go na długo przed oświeceniem:
Mt 23:15: „Hej wy, pisarze i faryzeusze, obłudnicy, bo obchodzicie to morze i tę suchą ziemię, by uczynić jednego prozelitę — a gdy się stanie, czynicie go potomkiem gehenny dwakroć bardziej niż wy.”
Najpierw trzeba człowieka zdobyć.
Przekonać.
Przyprowadzić.
Ochrzcić.
Zapisać.
Nauczyć właściwego słownictwa.
A potem można mu już wyjaśnić, że sam nie powinien za dużo kombinować.
Że Biblia jest oczywiście najważniejsza, ale trzeba ją czytać tak, jak my ją rozumiemy.
Iż Jezus jest oczywiście głową Kościoła, ale w praktyce decyzję podejmie ktoś w odpowiednim stroju.
Że Duch oczywiście prowadzi człowieka do prawdy, ale gdyby przypadkiem zaprowadził cię do innego wniosku niż komisję doktrynalną, to najwyraźniej był to inny duch.
Religia niezwykle chętnie ewangelizuje człowieka, dopóki człowiek nie zacznie samodzielnie czytać Ewangelii.
I chyba dlatego co jakiś czas w historii pojawia się ktoś, kto otwiera okno.
Luter otwiera jedno. Locke kolejne. Newton siedzi po nocach nad wariantami tekstu. Simon rozcina tradycyjne wyobrażenie o Pentateuchu. Astruc zauważa szwy w Księdze Rodzaju. Priestley bierze szczotkę i zaczyna skrobać z chrześcijaństwa to, co uważa za osad po kilkunastu stuleciach religii.
Nie zawsze skrobią dobrze.
Nie zawsze zatrzymują się we właściwym miejscu.
Do prawdy też nie dochodzą zawsze.
Ale robią jedną rzecz, której kasta religijna wyjątkowo nie lubi:
sprawdzają.
I dlatego nie zamierzam robić z bohaterów tego kazanka świętych Wszetecznika. Niektórzy byli unitarianami, inni deistami, inni dochodzili do wniosków, które sam uważam za błędne. Nie chodzi o założenie nowego kalendarza świętych, tym razem z Newtonem zamiast Antoniego.
Chodzi o coś znacznie prostszego.
Jeśli chrześcijaństwo jest prawdziwe, nie trzeba go chronić przed pytaniami.
Gdy jakaś nauka pochodzi od Jezusa, powinna przetrwać konfrontację z Jezusem.
Jeśli pochodzi z Biblii, powinna przetrwać otwarcie Biblii.
Jeżeli natomiast utrzymuje się wyłącznie dlatego, że od kilkunastu stuleci człowiek w odpowiedniej szacie mówi drugiemu człowiekowi, że nie wolno mu samemu sprawdzić — to być może właśnie odkryliśmy religię.
I pod tym względem niewiele się zmieniło od czasów faryzeuszy.
Nadal można obejść morze i suchą ziemię, żeby zdobyć jednego człowieka, a potem obwiesić go tyloma ludzkimi naukami, że ledwo będzie spod nich widać Chrystusa.
Tylko dzisiaj można to zrobić samolotem.
Dlatego, Drogi Czytelniku, czytaj. Sprawdzaj. Pytaj, skąd dana nauka się wzięła. Nie bój się historii tekstu, języków, rękopisów ani ludzi, którzy mówią: „sprawdźmy jeszcze raz”. Prawda nie staje się mniej prawdziwa od dokładnego oglądania.
A przede wszystkim nie daj się nigdy zwieść gościom w powłóczystych szatach i z frędzlami.
Zwłaszcza gdy zapewniają, że te frędzle są biblijne.
Poprzednie kazanko
Następne kazanko











Co o tym myślisz?
Jeśli spodobał Ci się ten referat i pobudził Cię do przemyśleń, podziel się tym w komentarzu lub pisząc do mnie. Jeśli dzięki temu artykułowi udało Ci się spojrzeć na tą kwestię z innej perspektywy to spełnił on zamierzony cel. Jeśli po lekturze skłaniasz się do zmiany swoich poglądów lub utwierdziłeś się w swoich przemyśleniach, które są sprzeczne z moimi to również chwała Bogu. Pomóż i mi znaleźć prawdę, dzieląc się ze mną i innymi czytelnikami swoimi argumentami na ten temat.