A nawet w Europie. Taki przynajmniej był pierwotny zamysł projektu Apokryfy Wejhera. Planowana początkowo na około 300 metrów immersyjna przestrzeń ostatecznie wystartowała podzielona na dwie części: Apokryfy Wejhera: Imperator Uzurpator oraz zapowiadaną jako odrębna przygoda Apokryfy Wejhera: Odyseja Tadeusza.
Czy zatem w Wejherowie rzeczywiście powstał największy escape room w Polsce? Jeśli mierzyć wyłącznie powierzchnię aktualnie działającej części — nie. Zresztą sami twórcy określają Apokryfy raczej jako galerię interaktywną i „więcej niż escape room”. Graczy nie zamyka się w pomieszczeniach i nie chodzi tu przede wszystkim o wydostanie się z pokoju.
Mimo to osoby szukające escape roomu prawdopodobnie od razu zrozumieją ten język: są zagadki, rozbudowana scenografia, fabuła, efekty, interakcja z otoczeniem i około dwóch godzin na odkrywanie kolejnych tajemnic. Oficjalny opis projektu można znaleźć na stronie Apokryfy Wejhera.
I już sama nazwa sprawiła, że jako człowiek zawodowo niemal uzależniony od Biblii musiałem przyjrzeć się temu dziwadłu bliżej.
Apokryfy? Czyli zakazane księgi Biblii?
Słysząc słowo „apokryfy”, wiele osób automatycznie myśli o tajemniczych, może nawet „zakazanych” księgach, które rzekomo usunięto z Biblii i ukryto gdzieś w watykańskiej piwnicy między Arką Przymierza a umową o pracę papieżycy Joanny.
A szkoda, bo samo słowo jest znacznie ciekawsze.
Owszem — apokryf funkcjonuje w kontekście religijnym. Tym mianem określa się między innymi starożytne pisma związane z tematyką biblijną, które nie weszły do określonego kanonu ksiąg świętych.
Ale Słownik Języka Polskiego PWN podaje również inne znaczenie:
„utwór wątpliwego autorstwa, rzekomo powstały w dawnych czasach, a odkryty później”.
Zobacz hasło „apokryf” w SJP PWN
I właśnie z tego drugiego znaczenia korzystają Apokryfy Wejhera.
Tytuł nie zapowiada więc odnajdywania Ewangelii Tomasza czy kolejnego zaginionego listu św. Pawła. Chodzi o dokumenty, które rzekomo pochodzą z przeszłości, choć ich autentyczność jest co najmniej dyskusyjna.
A właściwie — w świecie gry — może od nich zależeć los całego imperium.
Jest rok 2109. Kaszuby rządzą światem
Początek brzmi jeszcze niewinnie.
Gracze zostają zwabieni przez niejakiego Tadeusza do jego obskurnego garażu. Tadeusz szybko okazuje się osobnikiem, któremu człowiek rozsądny prawdopodobnie nie powierzyłby ani kluczyków do samochodu, ani chomika na weekend.
A jednak właśnie jemu trzeba zaufać.
Chwilę później uczestnicy zostają przeniesieni do roku 2109 i wciągnięci w międzyplanetarną, historyczną i polityczną intrygę.
W tej przyszłości Kaszuby nie są już tylko regionem, którego mieszkańcy muszą po raz kolejny tłumaczyć turystom, że kaszubski to język, a nie „taki trochę polski ze śmiesznym akcentem”.
Kaszuby są światowym imperium.
Kolonizują Księżyc.
OPEC Wejherowo prowadzi tam kopalnie.
Na Srebrnym Globie żyją rodzime stworzenia zwane Szweniorami — przypominające ogromne dziki — które w pewnym momencie uczestniczą w ataku na wejherowski ratusz w ramach działań ruchu oporu wyzyskiwanych górników.
I zapewniam: to dopiero garść informacji z tego uniwersum.
Apokryfy Jakuba Wejhera
Centralną rolę w całej historii odgrywa oczywiście Jakub Wejher — rzeczywisty założyciel Wejherowa, urodzony w 1609 roku. Miasto do dziś bardzo wyraźnie buduje swoją tożsamość wokół jego postaci.
Rok 2109 nie został więc wybrany przypadkowo.
To pięćsetne urodziny Wejhera.
W świecie Apokryfów zbliżająca się rocznica ma jednak zdecydowanie bardziej dramatyczny charakter niż przemówienie prezydenta miasta, tort i złożenie kwiatów pod pomnikiem.
Tytułowe Apokryfy Wejhera to rzekome pisma pozostawione przez założyciela miasta.
Dokumenty mogą zdemaskować prawdziwą tożsamość panującego imperatora — uzurpatora sprawującego terror nad imperium przyszłości.
Gracze zostają więc uwikłani w pytanie znacznie poważniejsze niż „który klucz pasuje do tej kłódki?”:
Czy uda się odnaleźć dokumenty przed pięćsetnymi urodzinami Jakuba Wejhera, obronić dobre imię założyciela miasta i zakończyć terror dyktatora?
Brzmi absurdalnie.
I bardzo dobrze.
Komedia, która ma coś pod spodem
To, co najbardziej mnie w Apokryfach zainteresowało, nie dotyczy jednak liczby metrów, efektów specjalnych ani nawet księżycowych dzików atakujących ratusz.
Co może przyciągnąć do Apokryfów Wejhera takiego biblioholika jak ja?
Otóż pod warstwą kompletnego szaleństwa ukryto całkiem sporo rzeczy, które można potraktować poważnie.
Rozwiązując zagadki, gracz może zetknąć się między innymi z alfabetem hebrajskim. W innych miejscach pojawiają się fragmenty i motywy biblijne użyte w kontekście, którego raczej nie spotkamy podczas niedzielnej homilii.
Nie chodzi przy tym o grę religijną ani katechezę przemyconą pod postacią łamigłówek.
Apokryfy raczej bawią się kulturą, religią, historią i fantastyką, mieszając je w sposób, który najpierw ma człowieka rozśmieszyć, a dopiero później — czasami trochę znienacka — skłonić do myślenia.
I właśnie wtedy z futurystycznej farsy zaczynają wychodzić pytania mniej farsowe.
Transhumanizm, technologia i pytanie o człowieka
Nie będę zdradzał konkretnych rozwiązań fabularnych, bo w grze opartej na odkrywaniu opowieści byłoby to zwyczajnie barbarzyństwo.
Można jednak powiedzieć, że gdzieś między podróżą w czasie, imperatorem, technologią i absurdem pojawia się transhumanizm.
A wraz z nim bardzo stare pytanie ukryte pod nowoczesnym kostiumem:
co właściwie czyni człowieka człowiekiem?
Czy to ciało?
Świadomość?
Pamięć?
Historia?
Relacje?
A może istnieje jakaś granica, po której przekroczeniu technologiczne „ulepszanie” człowieka przestaje być ulepszaniem?
Chrześcijaństwo ma w tej dyskusji sporo do powiedzenia, nawet jeżeli samo słowo „transhumanizm” próżno szukać w Liście do Rzymian.
I tu chyba najciekawiej widać, że twórcy nie chcieli zbudować kolejnego ciągu: kłódka → szyfr → klucz → następna kłódka.
Fabuła może być kompletnie odklejona, ale pytania, które znajdują się pod nią, już niekoniecznie.
Czy to właściwie jest escape room?
Tu zaczyna się problem z nazwami.
Jeżeli ktoś wpisze w Google „escape room Wejherowo”, bardzo prawdopodobne, że właśnie czegoś takiego szuka: chce wejść ze znajomymi do niezwykłej przestrzeni, dostać fabułę, rozwiązywać zagadki i przez godzinę czy dwie zapomnieć o rzeczywistości.
Pod tym względem Apokryfy są blisko escape roomu.
Ale klasyczna definicja szybko zaczyna się rozjeżdżać.
Nie ma głównego motywu ucieczki. Uczestników nie zamyka się w pokojach. Przestrzeń została pomyślana bardziej jako coś, co się zwiedza i uruchamia — kolejne eksponaty, scenografie i fragmenty historii.
Dlatego określenie „galeria interaktywna” może być technicznie trafniejsze, choć dla przeciętnego człowieka nadal nie tłumaczy wszystkiego.
Na stronie projektu różnice opisano szerzej jako alternatywę dla klasycznego escape roomu.
Ja powiedziałbym prościej:
to trochę escape room, trochę wystawa, trochę teatr, trochę gra przygodowa, trochę muzeum rzeczy, które nigdy nie istniały.
Czyli właściwie apokryf również w formie.
Największy escape room w Polsce?
Wróćmy jednak do clickbaitowego pytania z tytułu.
Nie — obecna część Apokryfów Wejhera nie jest największym escape roomem w Polsce pod względem powierzchni.
I chyba lepiej powiedzieć to wprost.
Pierwotna koncepcja była znacznie większa. Około 300 metrów immersyjnej przestrzeni miało tworzyć jedno rozbudowane doświadczenie. Projekt ostatecznie podzielono jednak na dwie części.
Pierwszą jest Imperator Uzurpator.
Drugą ma być Odyseja Tadeusza.
W praktyce obecne Apokryfy wciąż mają rozmach nietypowy dla tego rodzaju autorskich realizacji, ale ciekawsza od liczby metrów wydaje mi się inna liczba:
120 minut.
Dwie godziny fabuły, scenografii i zagadek brzmią jak dużo.
Największy minus?
Po dwóch godzinach człowiek może dojść do wniosku, że to było za krótko.
Jeżeli powstanie druga część, ten niedosyt może się okazać najlepszą reklamą projektu.
Odyseja Tadeusza – apokryfy bardziej apokryficzne
Zapowiadana druga odsłona nosi tytuł:
Apokryfy Wejhera: Odyseja Tadeusza.
Ma być niezależna fabularnie na tyle, żeby gracz nieznający „Imperatora Uzurpatora” nie czuł się jak człowiek, który przypadkiem zaczął oglądać „Władcę Pierścieni” od bitwy pod Czarną Bramą.
Jednocześnie dla osób znających pierwszą część pozostanie kolejnym wejściem do tego samego uniwersum.
I właśnie „Odyseja Tadeusza” może być szczególnie interesująca dla tych, którzy po nazwie Apokryfy spodziewali się większej liczby religijnych tropów.
Po oswojeniu odbiorcy ze specyficznym humorem świata druga część ma szansę pozwolić sobie na więcej.
Nie przez tanią prowokację.
Raczej przez bardziej bezpośrednie zetknięcie religii, technologii i filozofii człowieka.
Dramat Tadeusza ma być bardziej filozoficzny i mocniej obracać się wokół punktu, w którym rozwój technologiczny zderza się z religijnym pytaniem o ludzką naturę.
Nadal w formie komedii.
Mam nadzieję — zabawnej, ale nie głupiej.
Bo takich najbardziej brakuje.
Dla kogo są Apokryfy Wejhera?
Najbardziej oczywista odpowiedź brzmi:
dla ludzi lubiących escape roomy.
Ale lista jest chyba dłuższa.
Dla miłośników fantastyki naukowej, technologii, dla ludzi lubiących scenografię i interaktywne wystawy i dla tych, których bawi lokalny absurd i wizja Kaszub jako międzyplanetarnego mocarstwa.
Dla osób zainteresowanych historią Wejherowa.
I — czego początkowo się nie spodziewałem — również dla tych, którzy lubią dostrzegać biblijne, religijne i filozoficzne tropy w kulturze popularnej.
Czy są największym escape roomem w Polsce?
Nie.
Czy są zwykłym escape roomem?
Też nie.
I paradoksalnie właśnie to może być najlepszym argumentem, żeby sprawdzić, czym właściwie są.
Więcej informacji o samej galerii, zasadach i lokalizacji można znaleźć na oficjalnej stronie Apokryfów Wejhera.
Poprzednie kazanko
Następne kazanko











Co o tym myślisz?
Jeśli spodobał Ci się ten referat i pobudził Cię do przemyśleń, podziel się tym w komentarzu lub pisząc do mnie. Jeśli dzięki temu artykułowi udało Ci się spojrzeć na tą kwestię z innej perspektywy to spełnił on zamierzony cel. Jeśli po lekturze skłaniasz się do zmiany swoich poglądów lub utwierdziłeś się w swoich przemyśleniach, które są sprzeczne z moimi to również chwała Bogu. Pomóż i mi znaleźć prawdę, dzieląc się ze mną i innymi czytelnikami swoimi argumentami na ten temat.