Aramejski i wszystkie języki Biblii
Jezus umiera na rzymskim palu. Nad głową ma tablicę, którą według Jana zapisano w trzech językach: „po hebrajsku”, po łacinie i po grecku. Sam w tym czasie woła: „Eloi, Eloi, lema sabachthani” — po aramejsku przywołuje tekst hebrajskiego Psalmu 22. Marek zapisuje jego aramejskie słowa greckimi literami, po czym od razu tłumaczy je na grekę swoim czytelnikom.
To już cztery językowe światy przy jednym skazańcu: hebrajski Pisma, aramejski Jezusa, greka Ewangelii i łacina okupanta. Piąty dokładamy my, bo całą scenę czytamy po polsku.
A to dopiero początek. Księga Daniela potrafi w środku zdania przeskoczyć z hebrajskiego na aramejski i pozostać w nim przez sześć rozdziałów. Żydzi na długo przed Jezusem przetłumaczyli własne Pisma na grekę, bo wielu z nich właśnie po grecku mówiło. Autor Listu do Hebrajczyków pisze po grecku i cytuje grecką Biblię. Później chrześcijański Zachód przez stulecia czyta Biblię głównie po łacinie, choć żadna księga Biblii po łacinie nie powstała. W międzyczasie Żydzi mówią po aramejsku, arabsku, persku, jidysz, ladino, polsku, rosyjsku czy angielsku, po czym jeden z ich najstarszych języków wraca po wielu stuleciach na ulicę jako współczesny hebrajski.
Biblia jest więc nie tylko zbiorem tekstów. Jest kapsułą czasu dla języków. I kiedy zaczniemy ją pod tym kątem rozbierać, okazuje się, że jej historia jest znacznie bardziej wszeteczna językowo, niż sugeruje równiutki rząd jednakowych książek stojących na półce.
Hebrajski, ale nawet litery nie te
Większość Starego Testamentu napisano po hebrajsku. Kiedy dzisiaj człowiek widzi hebrajski, rozpoznaje go po charakterystycznych kwadratowych literach:
אבגדהוזחטיכלמנסעפצקרשת
Tyle że najstarsi Izraelici nie pisali w ten sposób. Używali pisma, które dziś nazywamy paleohebrajskim. W formach z VIII wieku p.n.e. ten sam zestaw liter wygląda mniej więcej tak:
𐤀𐤁𐤂𐤃𐤄𐤅𐤆𐤇𐤈𐤉𐤊𐤋𐤌𐤍𐤎𐤏𐤐𐤑𐤒𐤓𐤔𐤕
A jeden pod drugim:
א ב ג ד ה ו ז ח ט י כ ל מ נ ס ע פ צ ק ר ש ת
𐤀 𐤁 𐤂 𐤃 𐤄 𐤅 𐤆 𐤇 𐤈 𐤉 𐤊 𐤋 𐤌 𐤍 𐤎 𐤏 𐤐 𐤑 𐤒 𐤓 𐤔 𐤕
Takie zestawienie form paleohebrajskich i późniejszych kwadratowych znajdziemy w opracowaniach starożytnych inskrypcji hebrajskich.
Po niewoli babilońskiej dawne pismo stopniowo ustępowało zapisowi wywodzącemu się z pisma aramejskiego. Z niego rozwinęły się kwadratowe litery używane do hebrajskiego do dzisiaj. Proces trwał długo i obie tradycje przez pewien czas współistniały, ale ostatecznie wygrała ta nowsza.
W efekcie znaki, które dzisiaj na pierwszy rzut oka nazywamy „hebrajskimi literami”, mają kształt odziedziczony po piśmie aramejskim. Nawet hebrajski nie przeszedł więc przez historię w szczelnie zamkniętym żydowskim słoiku.
Do tego samogłoski przyszły później
Jeżeli ktoś otworzy dziś naukowe wydanie hebrajskiego Starego Testamentu, zobaczy wokół liter mnóstwo kropek i kresek. To znaki samogłoskowe i inne oznaczenia pomocne w czytaniu.
Najstarszy tekst ich nie miał.
Hebrajski zapisywano przede wszystkim spółgłoskami. System znaków, który znamy ze współczesnych wydań tekstu masoreckiego, został opracowany wiele stuleci później przez uczonych chcących zachować konkretną tradycję wymowy. Geoffrey Khan zwraca uwagę, że nawet rękopisy z Qumran pokazują różnice sposobów odczytywania hebrajskiego, a późniejsza wokalizacja masorecka utrwala jedną z tradycji czytania.
To ważne, bo kiedy dzisiaj ktoś z absolutną pewnością oznajmia, „jak brzmiało hebrajskie słowo trzy tysiące lat temu”, warto pamiętać, że starożytny skryba zostawił nam przede wszystkim szkielet spółgłoskowy. Głos do tego szkieletu rekonstruujemy trochę jak odgłosy dinozaurów: mamy kości, kilka śladów miękkich części i współczesnego kurczaka, po czym próbujemy ustalić, co właściwie ryczało w jurze. Z hebrajskim jest podobnie — mamy tekst spółgłoskowy i późniejsze tradycje wymowy.
Biblia zachowała język znakomicie, ale nie nagrała go na dyktafonie.
Daniel zaczyna po hebrajsku, a potem zmienia kanał
Najbardziej bezczelny językowo jest Daniel.
Układ księgi wygląda tak:
Dn 1,1–2,4a — hebrajski
Dn 2,4b–7,28 — aramejski
Dn 8,1–12,13 — znowu hebrajski
Zmiana następuje dosłownie w półzdaniu. Chaldejczycy zaczynają odpowiadać królowi „po aramejsku” i od tego momentu nie tylko oni, ale cały tekst przechodzi na aramejski. Po sześciu rozdziałach księga wraca do hebrajskiego.
Żaden współczesny wydawca raczej nie zatwierdziłby takiego numeru bez przypisu, rameczki i trzech konsultacji z redaktorem prowadzącym. A gdyby Daniel prowadził bloga, roboty indeksujące zapewne długo zastanawiałyby się, jaki właściwie język przypisać tej podstronie, zanim zakopałyby ją gdzieś między „treść niespójna językowo” a „nie wiadomo, na jaką frazę to pozycjonować”.
To nie jedyny taki przypadek. Obszerne partie Ezdrasza są aramejskie, po aramejsku zapisano Jr 10,11, a w Rdz 31,47 mamy nawet piękny mały pokaz dwóch języków naraz: Laban nadaje stercie kamieni nazwę aramejską, a Jakub tej samej stercie — hebrajską. Stary Testament składa się więc zasadniczo z hebrajskiego i mniejszej, ale wyraźnej warstwy aramejskiej.
Czytelnik może przez całe życie mówić „Biblia hebrajska”, po czym otworzyć Daniela i przez sześć rozdziałów czytać książkę, która akurat hebrajska nie jest.
Dlaczego właśnie aramejski?
Aramejski zrobił na starożytnym Bliskim Wschodzie imponującą karierę. Nie był językiem jednego wielkiego imperium, które podbiło wszystkich i kazało wszystkim mówić po swojemu. Kolejne potęgi przejmowały raczej język, który już był wygodnym narzędziem komunikacji.
Joseph Fitzmyer dzieli jego historię między innymi na okres aramejskiego urzędowego lub imperialnego, mniej więcej od VII do III wieku p.n.e., a następnie okres od około 200 r. p.n.e. do 200 r. n.e., kiedy coraz wyraźniej rozwijają się miejscowe odmiany aramejskiego. Aramejskie partie Ezdrasza i Daniela należą właśnie do tego wcześniejszego świata, natomiast Jezus żyje już w epoce późniejszych odmian lokalnych.
To dużo więcej mówi niż ogólne zdanie, że „aramejski Jezusa różnił się od aramejskiego Daniela”. Między nimi zmieniła się po prostu epoka języka.
Daniel reprezentuje aramejski wielkich administracji i świata po niewoli babilońskiej. Za czasów Jezusa mamy już lokalne odmiany palestyńskie. Ten sam język przeszedł kilkaset lat normalnego życia.
Nabuchodonozor wcale nie musiał mówić po aramejsku
Jest tu jeszcze jedna pułapka. Skoro Daniel opowiada po aramejsku o Nabuchodonozorze, łatwo sobie dopowiedzieć, że król Babilonii właśnie tym językiem posługiwał się na co dzień.
Nie musi z tego wynikać nic podobnego.
Nabuchodonozor II był królem Babilonii, której wielkim językiem kultury piśmiennej pozostawał akadyjski, a dokładniej jego odmiana babilońska. Aramejski był już rozpowszechniony i zapewne obecny w jego państwie, ale język narratora nie jest automatycznie językiem bohatera.
Wiemy to dobrze z własnej Biblii. Jezus wygłasza mowę w Galilei, a ja otwieram polski przekład i widzę ją po polsku. Nie znaczy to, że Jezus na górze pod Kafarnaum nagle odkrył język Kochanowskiego.
A potem aramejski wychodzi z ust Jezusa
W Ewangelii Marka Jezus mówi do dziewczynki:
Talitha koum — Mk 5,41.
Przy uzdrowieniu mówi:
Ephphatha — Mk 7,34.
Modląc się do Ojca w Getsemani:
Abba — Mk 14,36.
Umierając:
Eloi, Eloi, lema sabachthani — Mk 15,34.
Marek nie pisze całej Ewangelii po aramejsku. Pisze po grecku. W tych miejscach jednak zachowuje semickie brzmienie słów, a następnie tłumaczy je odbiorcy.
Matthew Black, jeden z ważnych badaczy aramejskiego podłoża Nowego Testamentu, wskazywał palestyński aramejski jako język Jezusa i jego uczniów, nie wykluczając przy tym ich znajomości hebrajskiego czy greki.
„Abba” jest szczególnie ciekawe
Słowo Abba pojawia się w osobistej modlitwie Jezusa do Ojca. Nie jest magicznym słowem oznaczającym koniecznie „tatusia”, jak czasem się je infantylizuje. Jest normalną aramejską formą zwracania się do ojca.
Właśnie przez tę zwyczajność jest ciekawe.
Nie mamy tutaj uczonej dysputy nad hebrajskim tekstem w synagodze ani rozmowy z cudzoziemcem, przy której można podejrzewać grekę. Mamy człowieka modlącego się do Boga w sytuacji osobistego napięcia.
Potem Paweł pisze po grecku do Rzymian i Galatów, a mimo to również zachowuje Abba. Jedno aramejskie słowo przechodzi z modlitwy Jezusa do greckich listów i zostaje tam jako rozpoznawalny ślad języka pierwszych chrześcijan.
Na krzyżu spotykają się hebrajski i aramejski
Jeszcze ciekawsze jest:
Eloi, Eloi, lema sabachthani.
Jezus przywołuje Psalm 22. Psalm mamy po hebrajsku. Marek przekazuje jednak słowa Jezusa w formie aramejskiej, najwyraźniej rejestrując jakim językiem Mistrz posłużył się w tej osobistej modlitwie do Boga. Następnie ewangelista tłumaczy to na grekę.
Czyli człowiek może znać tekst:
po hebrajsku,
używać go:
po aramejsku,
a ewangelista może opowiedzieć o tym:
po grecku.
To nie jest wyjątek psujący jakiś idealny obraz jednolitej Biblii. Właśnie tak funkcjonowali ludzie w wielojęzycznym świecie.
Zresztą większość z nas robi to samo. Człowiek może pamiętać angielskie „I love you”, użyć go w polskiej rozmowie, a potem opowiedzieć znajomemu: „powiedziała, że mnie kocha”.
Kefas podróżuje między językami
Ciekawy proces można zobaczyć w imieniu Piotra. Jan 1,42 zachowuje aramejskie kēpā, przenosząc je do greki i dodając grecką końcówkę: Κηφᾶς — Kēphas, Kefas. Zaraz potem tłumaczy ten przydomek: Πέτρος — Petros.
Czy ta zabawa językiem niesie ze sobą coś więcej? Mateusz nie zachowuje w 16,18 aramejskiego kēpā, ale przekazuje dalszą wypowiedź Jezusa po grecku, zestawiając dwa słowa: Petros — kamień i petra — skała. Czy różnica jest zamierzonym elementem przekazu, czy przede wszystkim skutkiem przekładania aramejskiego przydomka na grekę? Faktem jest, że grecki tekst daje nam bardzo zgrabną żonglerkę: Kēpā → Kēphas → Petros → petra.
Potem Petros przechodzi do łaciny jako Petrus, a do polskiego jako Piotr, zostając imieniem tak swojskim i popularnym, jakby od początku rosło gdzieś między Wisłą a Odrą — choć po polsku nie brzmi już tak, jakby miało znaczyć cokolwiek.
Jezus nie brzmiał jak Biblia Wujka
Tu dochodzimy do sprawy, która moim zdaniem jest znacznie ważniejsza niż akademickie etykietki.
Kiedy Polak czyta:
„Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam…”
słyszy człowieka mówiącego podniośle, ceremonialnie i staro. Tak dzisiaj nie mówi trzydziestolatek. Tak nie mówi sześćdziesięciolatek. Tak właściwie nie mówi nikt poza człowiekiem, który właśnie postanowił udawać Biblię.
A co stoi w greckim tekście Jana?
ἀμὴν ἀμὴν λέγω ὑμῖν
czyli:
amen, amen — mówię wam.
Czasownik λέγω jest jednym z najbardziej zwyczajnych greckich czasowników oznaczających mówienie. Żadnego „powiadania” tekst od tłumacza nie wymaga. Samo amen niesie mocne potwierdzenie: „naprawdę”, „rzeczywiście”, „tak jest”. W Janie podwójne amen, amen jest charakterystyczną formułą rozpoczynającą wypowiedzi Jezusa.
„Tak jest, tak jest — mówię wam”
Nie twierdzę, że „Tak jest, tak jest, mówię wam” jest jedynym słownikowo poprawnym przekładem. Nie jest. Można powiedzieć:
„Naprawdę, naprawdę mówię wam…”
albo:
„Rzeczywiście, mówię wam…”
Jednak „Tak jest, tak jest — mówię wam” dużo lepiej pokazuje rejestr wypowiedzi niż „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam”, jeżeli celem jest usłyszenie żywego człowieka, a nie zachowanie zabytkowego tonu polskiej tradycji biblijnej.
Słowo „zaprawdę” stało się stare w języku polskim. Greckie amen stare dla pierwszego słuchacza nie było.
To ogromna różnica.
Greka Nowego Testamentu to koine
Nowy Testament nie został napisany greką Homera ani językiem stworzonym specjalnie na potrzeby religii. Powstał w grece koine — wspólnej grece epoki hellenistycznej i rzymskiej.
Koine można było usłyszeć w handlu, administracji, listach i codziennej komunikacji, ale nie należy z tego wyciągać wniosku, że każdy tekst napisany koine jest prymitywny. Tym samym językiem można było pisać bardzo prosto albo całkiem elegancko.
Dobrym przykładem jest początek Ewangelii Łukasza. Pierwsze zdanie Łk 1,1–4 jest starannie skonstruowane, wykorzystuje bardziej wypracowaną składnię i przypomina konwencje literackich przedmów hellenistycznych. Autor Łukasza i Dziejów potrafi zmieniać styl i pisać znacznie bardziej literacko niż Marek.
To bardzo ważne rozróżnienie: grecki styl Ewangelisty nie musi być stylem mówienia Jezusa.
Łukasz potrafi pisać jak autor. Jezus mówi jak człowiek
Tradycja utożsamia autora trzeciej Ewangelii z Łukaszem nazwanym przez Pawła „umiłowanym lekarzem”. Sama Ewangelia nie podpisuje jednak autora, więc zawodu ewangelisty nie powinniśmy traktować tak pewnie jak jego języka.
Przez jego język możemy go zobaczyć. Pokazuje dostojnika.
Jezus natomiast pochodzi z zupełnie innego świata społecznego. Marek nazywa go tektonem — rzemieślnikiem, tradycyjnie tłumaczonym jako cieśla. Ma około trzydziestu lat, gdy rozpoczyna działalność. Wśród uczniów ma rybaków. Jego metafory pochodzą z pól, stad, połowów, pieczenia chleba, sprzątania domu, rodzinnych konfliktów, długów, pracy dniówkowej, budowania domu i liczenia pieniędzy.
Przecież to samo w sobie coś mówi o rejestrze komunikacji.
Bardziej Wałęsa niż papież
Gdybym miał polskiemu czytelnikowi przestawić jedną wajchę w głowie, powiedziałbym: społecznie wyobrażaj sobie raczej Wałęsę niż papieża podczas oficjalnego przemówienia.
Nie dlatego, że Jezus mówił jak Lech Wałęsa. Nie wiemy, czy używał „plusów dodatnich”. Chodzi o zupełnie inną rzecz.
To trzydziestoletni człowiek pracy fizycznej z prowincji, otoczony między innymi rybakami, przemawiający do zwykłych ludzi. Nie trzeba robić z niego prostaka, bo prosty język nie oznacza prostego umysłu. Wręcz przeciwnie: celne porównanie z ziarnem, siecią czy robotnikiem może wymagać znacznie większej inteligencji niż pięć zdań abstrakcyjnego kościelnego bełkotu.
Moim zdaniem przekład, który każdemu zdaniu Jezusa dokleja brodę do pasa i głos lektora z filmu biblijnego, gubi część tego, co w jego mowie musiało być najbardziej uderzające.
Żydzi czytali Biblię po grecku jeszcze przed Jezusem
Grecki Nowy Testament nie pojawił się w próżni. Żydzi tłumaczyli swoje Pisma na grekę już kilka stuleci wcześniej.
W Aleksandrii powstał grecki przekład Tory, a następnie innych ksiąg. Z czasem tę grecką tradycję nazwano Septuagintą, od legendy o siedemdziesięciu lub siedemdziesięciu dwóch tłumaczach.
Najciekawsza nie jest legenda.
Najciekawsze jest pytanie:
po co Żydom grecka Biblia?
Odpowiedź siedzi w samym fakcie jej powstania. Duża żydowska społeczność Aleksandrii funkcjonowała po grecku i potrzebowała Pisma w swoim aktualnym języku. Cambridge History of Judaism opisuje sytuację wprost: około 200 r. p.n.e. społeczność aleksandryjska była już na tyle rozwinięta i greckojęzyczna, że potrzebowała przekładu Biblii na używaną przez siebie grekę.
Żyd nie przestaje więc być Żydem dlatego, że mówi po grecku.
List do Hebrajczyków jest pięknym żartem historii
Potem przychodzi Nowy Testament i robi coś jeszcze lepszego.
Mamy List do Hebrajczyków.
Brzmi obiecująco dla każdego, kto właśnie kupił podręcznik hebrajskiego.
Otwieramy.
Grecki.
Autor nie tylko pisze po grecku. Jego cytaty ze Starego Testamentu są mocno związane z grecką tradycją Septuaginty. Analiza cytatów w pierwszym rozdziale wskazuje wręcz, że autor wiernie reprodukował posiadaną przez siebie grecką postać tekstu.
Czyli „List do Hebrajczyków” jest greckim tekstem, w którym żydowskie Pisma również pojawiają się po grecku.
Nazwa księgi po raz kolejny okazuje się kiepskim podręcznikiem językoznawstwa.
Łacina też jest w Biblii, choć Biblia nie jest po łacinie
Łacina ma inną historię.
Nie znamy żadnej księgi Biblii, która zostałaby pierwotnie napisana po łacinie. Sam świat Nowego Testamentu jest jednak światem pod rzymską władzą, więc łacina zostawia w grece ślady.
Grecki Nowy Testament przejmuje między innymi:
δηνάριον — denarius — denar,
κῆνσος — census — podatek,
κοδράντης — quadrans — drobna rzymska moneta,
λεγιών — legio — legion,
πραιτώριον — praetorium — pretorium,
φραγελλόω — flagellare — biczować.
Badania łacińskich zapożyczeń w grece starożytnej potwierdzają obecność takich wyrazów w Nowym Testamencie.
Rzym wszedł więc do greckiej Biblii głównie wraz z pieniędzmi, podatkami, wojskiem, urzędem i biczowaniem.
Trzeba przyznać, że językoznawczo imperium przedstawia się bardzo uczciwie.
Nad krzyżem łacina jest już oficjalnie
Jan 19,20 mówi o napisie nad Jezusem sporządzonym w trzech językach. Jan nazywa je językiem „hebrajskim”, łaciną i greką.
Łacina jest tutaj językiem władzy, co pasuje również do pozabiblijnych świadectw rzymskiej administracji w Judei. Słynna inskrypcja Poncjusza Piłata odnaleziona w Cezarei jest właśnie łacińska. Nie dowodzi to powszechnego używania łaciny w Galilei; pokazuje, jakim językiem lubiła podpisywać się władza rzymska. Maurice Casey zwraca uwagę, że łacina miała w Palestynie przede wszystkim taki administracyjno-imperialny charakter, podczas gdy greka była znacznie szerzej używana.
I znowu wracamy do tej samej sceny: nad Jezusem Rzym mówi po łacinie, Ewangelista opowiada po grecku, a Jezus modli się po aramejsku słowami hebrajskiego Psalmu.
A potem łacina przejmuje Biblię na tysiąc lat
Pierwsze chrześcijaństwo było w ogromnej mierze greckojęzyczne, ale z czasem na Zachodzie rosło zapotrzebowanie na przekłady łacińskie. Już przed Wulgatą istniały różne łacińskie wersje, które dziś zbiorczo nazywamy Vetus Latina, czyli starołacińskimi przekładami Biblii.
Z czasem łacińska Biblia staje się standardem Zachodu do tego stopnia, że język przekładu zaczyna wyglądać jak naturalny język chrześcijaństwa.
Gdy około połowy XV wieku Gutenberg drukuje swoją słynną Biblię, nie drukuje hebrajskiego Starego Testamentu i greckiego Nowego. Drukuje Biblię po łacinie.
Żydzi też nigdy nie mieli jednego języka
Historia żydowska po czasach biblijnych robi się jeszcze bardziej wielojęzyczna.
Przez długi czas ogromne znaczenie zachowuje aramejski. W świecie islamu Żydzi mówią różnymi odmianami arabskiego i tworzą literaturę judeo-arabską. W świecie perskim używają perskiego. Sefardyjczycy rozwijają judeohiszpański, czyli ladino.
Aszkenazyjczycy tworzą jidysz — język germański, którego największa warstwa pochodzi z dawnych odmian niemieckich, ale który ma także znaczący składnik hebrajski i aramejski oraz późniejsze wpływy słowiańskie. YIVO określa go jako historyczny język Żydów aszkenazyjskich i trzeci wielki język literacki historii żydowskiej po hebrajskim i żydowskim aramejskim.
Najbardziej przewrotne jest to, że jidysz zapisuje się alfabetem hebrajskim.
Można więc otworzyć książkę, zobaczyć א ב ג, pomyśleć „hebrajski”, zacząć rozumieć niemieckie słowa i po raz kolejny odkryć, że alfabet i język nie są małżeństwem.
Żyd po polsku jest zupełnie normalnym zjawiskiem
W Polsce Żydzi również nie żyli w jednej językowej bańce.
W zależności od epoki, miejsca, warstwy społecznej i rodziny można było mieć obok siebie jidysz, hebrajski, polski, rosyjski, niemiecki, ukraiński czy inne języki. Jedna osoba mogła używać różnych języków w domu, w religii, w handlu i w kontaktach z administracją.
Dlatego ludzie emigrujący później do Izraela zabrali ze sobą nie jakiś jeden „język żydowski”, lecz języki miejsc, w których żyli. Starszy Izraelczyk pochodzący z Polski może mówić po polsku, człowiek przybyły z Iraku po arabsku, z Rosji po rosyjsku.
Amerykański Żyd może natomiast przez całe życie normalnie funkcjonować po angielsku i nie znać hebrajskiego poza kilkoma słowami religijnymi.
Geny nie mają zakładki „ustawienia języka”.
I nagle hebrajski wraca na ulicę
Na tle całej tej historii niezwykłe jest odrodzenie współczesnego hebrajskiego.
Hebrajski nigdy zupełnie nie umarł. Przez stulecia funkcjonował jako język Pisma, modlitwy, nauki, korespondencji i literatury. Nie był jednak podstawowym językiem codziennym większości Żydów.
W XIX i XX wieku zaczęto rozwijać go jako nowoczesny język mówiony. Trzeba było znaleźć słowa dla rzeczy, o których autor Księgi Sędziów nie miał potrzeby pisać: pociągu, gazety, elektryczności, nowoczesnej medycyny, telefonu czy ruchu ulicznego.
Biblia stała się jednym z ogromnych magazynów starych rdzeni i słownictwa, z którego można było korzystać przy budowie nowoczesnego języka.
Język proroków po tysiącach lat trafił do przedszkola, telewizji, wojska i instrukcji pralki.
Polak również mówi trochę po hebrajsku, aramejsku i grecku
Najładniejszą konsekwencją całej tej historii można znaleźć we własnych ustach.
Polski chrześcijanin mówi:
amen, alleluja, hosanna, mesjasz, szatan, rabbi, Abba.
A zaraz potem:
Chrystus, apostoł, ewangelia, Biblia.
Pierwsza grupa prowadzi nas przede wszystkim do świata języków semickich. Druga do greki.
Do tego dochodzą tysiące słów i zwrotów, które po drodze przeszły przez łacinę.
Można nie znać żadnego języka obcego, po czym wejść do kościoła i po pięciu minutach użyć słów mających dwa albo trzy tysiące lat.
Nieźle jak na człowieka, który w formularzu zaznaczył „angielski — podstawowy”.
„Mesjasz” i „Chrystus” pokazują całą sztuczkę
Hebrajskie masziach oznacza człowieka namaszczonego.
Greckie christos również oznacza „namaszczony”.
Jedno słowo przyszło do nas jako forma semicka: Mesjasz. Drugie jako grecki odpowiednik: Chrystus.
Dlatego „Jezus Chrystus” nie działa jak „Jan Kowalski”. Chrystus nie jest nazwiskiem Jezusa.
To mniej więcej:
Jezus Namaszczony.
Słowo przechodzi przez tyle języków i tyle wieków, że w końcu przestaje być dla nas zwykłym słowem. Staje się religijnym meblem. Człowiek wie, gdzie stoi, ale już dawno nie zaglądał do szuflady.
Moim zdaniem właśnie dlatego powrót do języków Biblii jest tak ciekawy. Nie po to, żeby hebrajskim zaklęciem poprawić polskie tłumaczenie, tylko żeby przypomnieć sobie, że wszystkie te dostojne terminy kiedyś były normalnymi słowami.
Biblia nie mówi językiem kościelnym
To prowadzi mnie do rzeczy, która interesuje mnie w tym wszystkim najbardziej.
Nie istnieje jakiś osobny język „biblijny”, w którym normalne ludzkie słowo automatycznie staje się bardziej święte, kiedy zastąpimy je słowem starszym o trzysta lat.
Hebrajscy autorzy używali swojego języka.
Daniel również aramejskiego.
Żydzi z Aleksandrii czytali Pismo po grecku.
Nowy Testament napisano po grecku, w odmianie koine.
Jezus mówił do ludzi przy pomocy obrazów z ich pól, łodzi, kuchni i pracy.
Potem dopiero kolejne pokolenia zaczęły kojarzyć świętość z brzmieniem dawnych przekładów.
Dlatego „powiadam wam” może dziś wydawać się bardziej biblijne niż „mówię wam”, chociaż właśnie „mówię” jest zwyczajniejszym odpowiednikiem zwyczajnego greckiego czasownika.
Prosto nie znaczy głupio
Chciałbym mocno rozdzielić te dwie rzeczy, bo religijny język bardzo często je myli.
Prostota wypowiedzi nie jest ubóstwem myśli.
„Królestwo jest jak ziarno” jest zdaniem prostym.
Można potem przez dwie godziny zastanawiać się, co z niego wynika.
„Poznacie ich po owocach” rozumie dziecko.
Dorosłemu może zająć pół życia zastosowanie tego kryterium do własnych poglądów.
Jezus nie potrzebował mówić językiem profesora, żeby stawiać ludziom trudne pytania. A Ewangelista nie musi być prostakiem dlatego, że pisze w koine.
Moim zdaniem dobrze napisany tekst powinien działać podobnie: prosty w czytaniu, nieprosty w treści. Jeżeli do zrozumienia zwykłej myśli potrzebujemy pięciu kościelnych słów, być może to nie myśl jest głęboka. Być może ktoś po prostu nalał do niej dużo wody święconej.
Przekład jest częścią Biblii od bardzo dawna
Na koniec zostaje fakt, który wynika z całej tej historii bez potrzeby robienia z niego kazania.
Biblia była tłumaczona, zanim powstał Nowy Testament.
Żydzi przełożyli swoje Pisma na grekę.
Autorzy Nowego Testamentu korzystali z tej greckiej Biblii.
Ewangeliści piszą po grecku, ale tłumaczą swoim odbiorcom aramejskie słowa.
Potem przychodzą przekłady łacińskie, syryjskie, koptyjskie, ormiańskie, słowiańskie i kolejne.
Oczywiście każdy przekład coś wybiera. „Zaprawdę” albo „naprawdę”. „Powiadam” albo „mówię”. Kalka obcego idiomu albo naturalna polszczyzna. Właśnie dlatego warto zaglądać do tekstu wcześniejszego i sprawdzać, skąd wzięła się rzecz, którą widzimy w przekładzie.
Nie dlatego, że Bóg lepiej rozumie po hebrajsku.
Dlatego, że autor napisał coś po hebrajsku.
Cztery języki przy jednym palu
I dlatego na końcu wracam do sceny, od której zacząłem.
Rzymski skazaniec wisi pod napisem sporządzonym dla odbiorców kilku języków. W ustach ma aramejskie słowa hebrajskiego Psalmu. Jego historię zapisuje się po grecku. Zachodnia Europa będzie później przez stulecia czytać ją po łacinie.
Ja czytam ją po polsku.
Po drodze hebrajski zdąży zmienić alfabet, aramejski przejść od języka imperiów do lokalnych dialektów, greka stać się językiem żydowskiej Biblii i chrześcijańskiego Nowego Testamentu, a łacina — językiem Biblii, w którym żadnej księgi Biblii pierwotnie nie napisano.
Żydzi będą zmieniać kraje i języki, stworzą jidysz i ladino, będą mówić po polsku, arabsku i angielsku, aż hebrajski po wiekach ponownie stanie się językiem dzieci bawiących się na ulicy.
A stare słowa nadal będą krążyć.
Amen. Abba. Mesjasz. Chrystus. Szatan. Ewangelia.
Moim zdaniem właśnie dlatego określenie „kapsuła czasu” pasuje do Biblii wyjątkowo dobrze. Nie zakonserwowała jednej kultury w jednej chwili. Zatrzasnęła wewnątrz siebie całe warstwy historii i pozwoliła im podróżować dalej.
Czasami wystarczy zajrzeć w jedno Eloi albo jedno amen, żeby po dwóch tysiącach lat wciąż było słychać, jakim językiem mówił człowiek po drugiej stronie tekstu.
Babel się nie cofa
Do tego językowego obrazu aż prosi się dopisać jeszcze dwie sceny stojące niemal na przeciwnych końcach Biblii.
W opowieści o wieży Babel ludzie przestają się rozumieć, ponieważ ich język zostaje pomieszany. W Dziejach Apostolskich podczas Zielonych Świątek dzieje się coś odwrotnego — ale nie całkiem. Apostołowie nie dostają jednego świętego języka, którego od tej pory ma się nauczyć cały świat. Przybysze z różnych krajów słyszą przekaz każdy we własnym języku.
Babel rozrzuca ludzi przez język. Duch Święty nie sklejaja ich z powrotem jednym językiem — pozwala im się zrozumieć mimo różnych języków.
Poprzednie kazanko
Następne kazanko











Co o tym myślisz?
Jeśli spodobał Ci się ten referat i pobudził Cię do przemyśleń, podziel się tym w komentarzu lub pisząc do mnie. Jeśli dzięki temu artykułowi udało Ci się spojrzeć na tą kwestię z innej perspektywy to spełnił on zamierzony cel. Jeśli po lekturze skłaniasz się do zmiany swoich poglądów lub utwierdziłeś się w swoich przemyśleniach, które są sprzeczne z moimi to również chwała Bogu. Pomóż i mi znaleźć prawdę, dzieląc się ze mną i innymi czytelnikami swoimi argumentami na ten temat.