„A ty co, święty?”, „Nie bądź taki święty”, „Święty się znalazł”. Każdy Polak doskonale rozumie te zdania. Święty to ktoś niewinny, nieskazitelny, prawie bezgrzeszny. Ktoś, kto nie nakradł, nie nakłamał, nie nawywijał, a jeśli jeszcze nie umarł, to najwyraźniej tylko przez niedopatrzenie odpowiedniej komisji beatyfikacyjnej.
Słownik specjalnie nam nie pomaga. Rzeczownik „święty” oznacza między innymi osobę kanonizowaną, a w zwykłym języku człowiek „święty” jest po prostu wyjątkowo dobry, czysty i niewinny. Z takim właśnie znaczeniem w głowie siadamy do Biblii, po czym Paweł pisze list do świętych w Koryncie.
I tu zaczyna się problem.
Święci z Koryntu
Koryntianie procesują się między sobą, dzielą na stronnictwa, kłócą się, robią bałagan podczas wspólnych posiłków, a jeden z nich prowadzi życie seksualne, które Pawłowi każe wyjaśniać rzeczy, jakich zapewne wolałby nie wyjaśniać. Mimo to już na początku listu nazywa ich „uświęconymi w Chrystusie Jezusie, powołanymi świętymi”.
Nie po trzydziestu latach bezgrzesznego życia. Nie po śmierci. Nie po procesie kanonizacyjnym. Zanim Paweł zdąży ich porządnie ochrzanić, oni już są święci.
Gdyby „święty” oznaczał tutaj człowieka moralnie bezbłędnego, otrzymalibyśmy wspólnotę bezgrzesznych grzeszników. Ponura radość. Najwyraźniej więc problem nie tkwi w Koryntianach, tylko w naszym słowniku.
Garnek też może być święty
W hebrajskiej Biblii stoi słowo קָדוֹשׁ — qādôš i cała rodzina wyrazów od rdzenia q-d-š. Słowo to opisuje coś świętego, sakralnego, poświęconego, wydzielonego od zwykłego użytku. I właśnie ten ostatni element pozwala zrozumieć rzecz bez teologicznych fikołków.
W Biblii święty może być człowiek, ale również dzień, miejsce, ziemia, naczynie czy inny przedmiot. A przecież garnek nie osiągnął wyjątkowej doskonałości moralnej. Nie przestał przeklinać, nie uporządkował życia seksualnego, nie przebaczył sąsiadowi i z całą pewnością nie został kanonizowany.
Garnek został po prostu wydzielony. Nie jest już garnkiem do wszystkiego. Został przeznaczony do określonego użytku i należy do innej sfery niż zwyczajne naczynia kuchenne.
Grecka Septuaginta oddaje hebrajskie qādôš przede wszystkim słowem ἅγιος — hágios. Tego samego słowa używa później Nowy Testament. Kiedy więc Paweł pisze do „świętych”, nie pisze do ludzi, którym udało się osiągnąć moralną perfekcję. Pisze do ludzi, którzy zostali wydzieleni.
Pozostaje tylko pytanie: od czego?
Oddzieleni od starego prawa
Paweł odpowiada na to bardzo konkretnie w ósmym rozdziale Listu do Rzymian: „Prawo Ducha życia w Chrystusie Jezusie uwolniło cię od prawa grzechu i śmierci”. Nie chodzi tu o kodeks Polski, Wenezueli czy Chin ani o prawo katolickie, protestanckie czy muzułmańskie. Paweł zestawia ze sobą dwa porządki działania.
Pierwszy jest nam bardzo dobrze znany: zrób coś właściwie, a zostaniesz uznany za właściwego. Zasłuż, popraw się, oczyść, wykaż, udowodnij, że jesteś wystarczająco dobry. Problem w tym, że nigdy nie wiadomo, kiedy jest już wystarczająco. Zawsze można było pomodlić się więcej, mniej zgrzeszyć, mocniej kochać, więcej rozdać, lepiej wychować dzieci albo nie zmarnować tylu wtorków.
Jeżeli własną sprawiedliwość buduje się z własnych osiągnięć, życie zamienia się w niekończący proces sądowy. Najpierw człowiek oskarża siebie, potem innych, a następnie zaczyna gorączkowo szukać kogoś jeszcze gorszego, żeby na jego tle wyglądać choć trochę przyzwoicie. Paweł opisuje to jako próbę ustanowienia własnej sprawiedliwości zamiast poddania się sprawiedliwości Boga.
Ewangelia nie mówi więc: zbuduj wreszcie wystarczająco dobrą sprawiedliwość. Mówi: przestań budować własną i przyjmij tę, którą daje Bóg.
Święty może zgrzeszyć
I dlatego święty może zgrzeszyć. Nie dlatego, że grzech nagle stał się nieważny, ale dlatego, że słowo „święty” nie opisuje wyniku egzaminu z moralności. Opisuje położenie człowieka.
„Grzech nie będzie nad wami panował, bo nie jesteście pod prawem, lecz pod łaską” — pisze Paweł. Nie twierdzi, że grzech przestał istnieć ani że od tej chwili chrześcijanin nie zrobi już niczego głupiego. Mówi o panowaniu. O tym, pod czym człowiek się znajduje.
Święty grzesznik nie jest więc żadną sprzecznością. Sprzecznością byłby bezgrzeszny grzesznik. Święty grzesznik to człowiek, który nadal może upaść, ale jego grzech nie jest już prawem wydającym na niego ostateczny wyrok.
Pierwsze zdanie ósmego rozdziału Rzymian mówi to jeszcze mocniej: „Nie ma więc teraz żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie”.
Nie: niczego złego nie zrobili.
Nie ma potępienia.
Oskarżyciel potrzebuje paragrafu
Biblia nazywa szatana oskarżycielem i jest to określenie bardzo precyzyjne. Oskarżyciel potrzebuje prawa. Potrzebuje paragrafu, aktu oskarżenia i zdania: „Tutaj jest napisane. Zrobił to. Winny”.
Tyle że Jan pisze: „Jeśliby ktoś zgrzeszył, mamy Orędownika u Ojca — Jezusa Chrystusa sprawiedliwego”. To zdanie warto przeczytać bez pośpiechu. „Jeśliby ktoś zgrzeszył” oznacza, że Jan nie pisze do ludzi bezgrzesznych. A mimo to ci ludzie mają Orędownika.
Oskarżyciel może więc przynieść paragraf, ale sprawa człowieka nie opiera się już na jego własnej sprawiedliwości. I właśnie tutaj zaczyna być widać, czym jest biblijna świętość: człowiek został oddzielony od porządku, w którym własnymi zasługami musi kupić sobie uniewinnienie.
To dlatego Paweł może jednocześnie nazwać Koryntian świętymi i przez resztę listu wyliczać ich problemy. Nie mówi im: „zachowujcie się dobrze, a może kiedyś zasłużycie na świętość”. Mówi w praktyce coś odwrotnego: jesteście święci, więc zacznijcie wreszcie żyć jak ludzie, którzy nie należą już do starego porządku.
Świętość nie jest medalem
W naszej kulturze świętość znajduje się zazwyczaj na końcu drogi. Człowiek przez całe życie robi dobre rzeczy, potem umiera, następnie inni badają, czy robił ich dostatecznie dużo i dostatecznie dobrze, a na końcu może otrzymać tytuł świętego.
U Pawła kolejność jest odwrotna. Najpierw człowiek zostaje nazwany świętym, a dopiero potem uczy się żyć stosownie do tego, kim został uczyniony.
To zmienia wszystko. Świętość przestaje być medalem dla najlepszych zawodników i staje się opisem nowej sytuacji człowieka. Nie mówi: „jesteś lepszy od innych”. Nie mówi nawet: „jesteś już dobrym człowiekiem”. Mówi: zostałeś oddzielony.
Od sądu, w którym sam masz wyprodukować własną niewinność. Od prawa, które każe bez końca ważyć twoje dobre i złe uczynki. Od systemu, w którym każdego dnia musisz na nowo udowadniać Bogu, ludziom i sobie samemu, że zasługujesz, żeby cię zaakceptowano.
A ty co, święty?
Tak.
Nie dlatego, że nigdy nie zgrzeszyłeś. Nie dlatego, że wygrałeś konkurs na najbardziej moralnego człowieka w parafii. Nie dlatego, że na jednej szali zebrałeś wystarczająco dużo dobrych uczynków, żeby przeważyły wszystko, co spartoliłeś.
Właśnie na tym polega Ewangelia, że Bóg nie czeka, aż ta szala wreszcie opadnie.
Nie musisz nikomu nic udowadniać. Już jesteś święty.
Poprzednie kazanko
Następne kazanko











Co o tym myślisz?
Jeśli spodobał Ci się ten referat i pobudził Cię do przemyśleń, podziel się tym w komentarzu lub pisząc do mnie. Jeśli dzięki temu artykułowi udało Ci się spojrzeć na tą kwestię z innej perspektywy to spełnił on zamierzony cel. Jeśli po lekturze skłaniasz się do zmiany swoich poglądów lub utwierdziłeś się w swoich przemyśleniach, które są sprzeczne z moimi to również chwała Bogu. Pomóż i mi znaleźć prawdę, dzieląc się ze mną i innymi czytelnikami swoimi argumentami na ten temat.