W Polsce ciemnogród ma swój tradycyjny kostium. Powinien mieć różaniec w kieszeni, obrazek Matki Boskiej na ścianie, księdza za autorytet i przynajmniej lekką alergię na słowo „ewolucja”. Po drugiej stronie stoi człowiek nowoczesny: niewierzący, racjonalny, ufający nauce, odporny na zabobony i niepotrzebujący żadnych świętych ksiąg, żeby wiedzieć, jak wygląda świat.
Bardzo porządny podział. Szkoda tylko, że wystarczy pojechać parę kilometrów na zachód, żeby zaczął się sypać.
Niemcy dostarczają bowiem fascynującego przypadku społeczeństwa, w którym radykalna prawica wcale nie wyrosła na kościelnych ławkach. AfD nie jest politycznym ramieniem Kościoła katolickiego ani wielkich Kościołów protestanckich. Wręcz przeciwnie: właśnie największe niemieckie Kościoły należą do instytucji, które bardzo wyraźnie postawiły AfD granicę.
Biskupi przeciwko narodowcom
W lutym 2024 niemieccy biskupi katoliccy jednogłośnie przyjęli deklarację, według której etnonacjonalizm jest nie do pogodzenia z chrześcijańskim obrazem Boga i człowieka. EKD od lat wypowiada się podobnie. Przed wyborami federalnymi w 2025 przedstawiciele Kościoła katolickiego, EKD oraz zrzeszającej różne Kościoły chrześcijańskie ACK wspólnie przypomnieli, że nacjonalizm etniczny i chrześcijaństwo się wykluczają.
Można oczywiście powiedzieć, że niemieckie Kościoły są lewackie, zepsute liberalizmem i już dawno zapomniały o Biblii. Taką odpowiedzią da się rozwiązać właściwie każdy problem: kiedy Biblia nie pasuje do naszych poglądów, zawsze można uznać, że to inni źle ją czytają. Tyle że tutaj argument Kościołów jest akurat dość staroświecko biblijny. Człowiek ma godność nie dlatego, że posiada właściwy paszport, kolor skóry i odpowiednią babcię, lecz dlatego, że jest człowiekiem — obrazem Boga. Przybysza nie trzeba kochać dopiero wtedy, kiedy zda egzamin z asymilacji.
Co ciekawsze, wygląda na to, że ten kościelny opór rzeczywiście ma znaczenie. Opublikowane w 2026 badanie wykorzystujące dane German Longitudinal Election Study wykazało, że najmniejsze prawdopodobieństwo głosowania na AfD występowało wśród protestantów silnie związanych ze swoim Kościołem. Autorzy nazwali wręcz instytucjonalne związanie z głównym nurtem protestantyzmu czymś w rodzaju zapory przeciw AfD. Obraz nie jest jednak czarno-biały: wyborcy wolnych Kościołów ewangelikalnych wykazywali większą skłonność do głosowania na AfD.
Choć wciąż niewielką w stosunku do… bezwyznaniowców
Gdzie są więc bezbożnicy?
Teraz zaczyna się ciekawie.
W wyborach do Bundestagu w 2025 na AfD zagłosowało 18 procent katolików, 20 procent protestantów i 24 procent ludzi bez przynależności religijnej. Kilka tygodni później badanie Forsa pokazało strukturę elektoratu od drugiej strony: 66 procent sympatyków AfD było bezwyznaniowych.
A we wrześniu 2026 przyszły wybory w Saksonii-Anhalt. AfD zdobyła tam 43,8 procent głosów. Wśród katolików głosowało na nią 32 procent, wśród protestantów 33 procent, a wśród ludzi bez przynależności religijnej — 47 procent.
To nie znaczy, że ateizm powoduje faszyzm. Byłaby to dokładnie taka sama intelektualna tandeta jak twierdzenie, że katolicyzm powoduje głosowanie na PiS. Wschodnie Niemcy są jednocześnie najbardziej zsekularyzowaną częścią kraju i bastionem AfD, a jedno i drugie ma swoją historię. NRD przez dziesięciolecia prowadziła państwową politykę sekularyzacji. Dzisiejsza bezwyznaniowość jest częściowo jej dziedzictwem.
Ale wystarczy to do obalenia znacznie skromniejszego mitu: że człowiek po odrzuceniu religii automatycznie staje się racjonalnym, liberalnym Europejczykiem odpornym na populizm.
Nie staje się.
Zresztą „bezwyznaniowy” nie oznacza nawet koniecznie „ateista”. To różne pojęcia. Można nie należeć do żadnego Kościoła, a wierzyć w Boga, reinkarnację, karmę, kosmitów budujących piramidy albo w to, że Bill Gates osobiście siedzi wieczorem nad Excelem i planuje, komu jutro wszczepić czip.
I tu dochodzimy do sedna.
Ateizm to bardzo mała informacja o człowieku
Ateizm odpowiada na jedno pytanie: czy istnieje Bóg? Ateista odpowiada: nie wierzę, że istnieje.
Koniec.
Z tej odpowiedzi nie wynika jeszcze, że ktoś uznaje demokrację, czyta prace naukowe, potrafi rozpoznać manipulację, szanuje obcych, rozumie statystykę, nie wierzy w teorie spiskowe albo umie powiedzieć: „Nie wiem”. Nie dostaje się tego wszystkiego w pakiecie powitalnym razem z wystąpieniem z Kościoła.
AfD daje tu wręcz podręcznikowy przykład. W swoim programie wyborczym z 2025 roku partia twierdzi, że udział człowieka w zmianie klimatu pozostaje naukowo niewyjaśniony, naukowy konsensus nazywa politycznie skonstruowanym, podważa modele IPCC, a politykę klimatyczną wpisuje między innymi w opowieść o „Wielkiej Transformacji” i „Great Reset”. Tymczasem IPCC mówi coś dokładnie przeciwnego: wpływ człowieka na ocieplenie atmosfery, oceanów i lądów jest jednoznacznie ustalony.
Można więc nie wierzyć w Boga, a jednocześnie uwierzyć, że tysiące klimatologów, uniwersytetów i instytutów badawczych coś wspólnie knują. Można wyrzucić z domu Biblię, a potem godzinami siedzieć na Telegramie, gdzie jakiś człowiek z nickiem Wolf88 objawia prawdę, której nie odważy się powiedzieć żaden profesor.
Do fundamentalizmu naprawdę nie jest potrzebny Bóg.
Religia bez Boga
Tu chyba popełniamy podstawowy błąd, kiedy przeciwstawiamy religijność racjonalności. Problemem nie musi być religia. Problemem może być znacznie bardziej uniwersalna ludzka potrzeba posiadania świata, który już został wyjaśniony.
Bo przecież system dogmatyczny można zbudować właściwie ze wszystkiego. Może być religijny, narodowy, rasowy, komunistyczny, kapitalistyczny, antyszczepionkowy albo nawet ostentacyjnie ateistyczny. Potrzeba tylko prawdy, której nie wolno sprawdzać, grupy posiadającej tę prawdę, wroga, który ją ukrywa, kilku proroków tłumaczących rzeczywistość i odpowiedzi na każdą niewygodną informację.
Jeżeli badania przeczą naszej teorii — badacze są kupieni. Media pokazują coś innego? Kłamią. Jeżeli sąd wydaje niekorzystny wyrok — system się broni. Wybory przegrywamy? Społeczeństwo zostało zmanipulowane. Jeżeli wygrywamy — społeczeństwo się obudziło.
Przy tak skonstruowanym świecie wiara staje się niezniszczalna. Każdy dowód przeciw niej okazuje się kolejnym dowodem na jej prawdziwość.
Związek Radziecki pokazał już zresztą dawno temu, że państwo nie potrzebuje Boga, żeby urządzić polowanie na heretyków. Był pierwszym państwem, którego ideologicznym celem stała się eliminacja religii; konfiskowano majątek Kościołów, prześladowano wierzących i propagowano ateizm. Nie oznacza to oczywiście, że ateizm prowadzi do gułagu. Oznacza coś dokładnie odwrotnego od takiego prostackiego wniosku: ani wiara, ani niewiara nie szczepią człowieka przeciw fanatyzmowi.
Można zmienić dogmat. Świętą księgę można zmienić na kanał w Telegramie. Można zamienić duchownych na influencerów, herezję na „lewacką propagandę”, apokalipsę na Great Reset, a naród wybrany na własny Volk. Mechanizm pozostaje podejrzanie znajomy.
Może pomyliliśmy oś
Najzabawniejsze w niemieckiej historii z AfD jest więc to, że role nie chcą grzecznie ustawić się według polskiego scenariusza. Kościoły mówią o godności każdego człowieka, ostrzegają przed nacjonalizmem i bronią migrantów. Radykalna prawica najmocniej wyrasta tam, gdzie religia instytucjonalna jest najsłabsza. A spora część jej elektoratu nie potrzebuje ani księdza, ani Biblii, żeby kwestionować naukę, bać się obcych i uwierzyć, że gdzieś za kulisami ktoś urządza światu Wielki Reset.
Może więc podział na „religijny ciemnogród” i „oświeconych ateistów” od początku był dość głupi?
Nie dlatego, że religia jest zawsze dobra. Historia aż trzeszczy od przykładów religijnego fanatyzmu. Nie dlatego też, że ateiści są szczególnie podatni na radykalizm — nie są, a ogromna część niemieckich bezwyznaniowców nie ma z AfD nic wspólnego. Chodzi o coś znacznie mniej wygodnego.
Z człowieka można wyjąć Boga i zostawić całą resztę religijnej maszynerii: dogmat, plemię, proroków, herezję, apokalipsę, poczucie wybrania oraz absolutną pewność, że tylko nasi przejrzeli na oczy.
Można też zostawić Boga i wyrzucić tę maszynerię.
I chyba dopiero wtedy robi się naprawdę ciekawie.











Co o tym myślisz?
Jeśli spodobał Ci się ten referat i pobudził Cię do przemyśleń, podziel się tym w komentarzu lub pisząc do mnie. Jeśli dzięki temu artykułowi udało Ci się spojrzeć na tą kwestię z innej perspektywy to spełnił on zamierzony cel. Jeśli po lekturze skłaniasz się do zmiany swoich poglądów lub utwierdziłeś się w swoich przemyśleniach, które są sprzeczne z moimi to również chwała Bogu. Pomóż i mi znaleźć prawdę, dzieląc się ze mną i innymi czytelnikami swoimi argumentami na ten temat.