ROZDZIAŁ VI
Dług starszy niż moneta
Zanim człowiek miał kartę kredytową, mógł zastawić pole, plon, dziecko albo siebie. Technologia długu jest starsza od monet. Najpierw wynaleziono obietnicę, potem odsetki, a dopiero znacznie później aplikację, która gratuluje regularnej spłaty i proponuje następny kredyt.
Mieszkańcy Mezopotamii nie potrzebowali banknotów, żeby wiedzieć, kto komu jest winien srebro, jęczmień albo pracę. Kwoty można było obliczać według ustalonych jednostek wagi, zobowiązanie zapisywać na glinianej tabliczce, a dokument potwierdzać pieczęcią i świadkami. Pismo klinowe znakomicie nadawało się do poezji, modlitwy, królewskiej propagandy i przypominania dłużnikowi, że termin minął w ubiegłym miesiącu.
Babiloński dział windykacji pisał klinami.
Dług nie był wyłącznie sprawą między bogatym kupcem a rozrzutnym klientem, który kupił trzeci rydwan, ponieważ dwa poprzednie nie pasowały kolorystycznie do sandałów. Rolnik potrzebował ziarna na siew, żywności do następnych zbiorów albo srebra na podatki i opłaty. Choroba, wojna, susza, powódź lub słabsze plony mogły sprawić, że pożyczka przestawała być narzędziem rozwoju, a stawała się początkiem utraty wszystkiego.
Najpierw plonu. Potem pola. Na końcu ludzi.
Człowiek wpisany do umowy
Kodeks Hammurabiego zna świat znacznie bardziej skomplikowany niż prosty podział na wolnych pracowników i niewolników. Występują w nim najemnicy, pasterze, rzemieślnicy, budowniczowie, kupcy, dzierżawcy, żołnierze, ludzie zależni i niewolnicy. Ustala się stawki, obowiązki oraz odszkodowania. Prawo zajmuje się źle zbudowanym domem, zagubionym bydłem, niespłaconą pożyczką i człowiekiem, który uciekł od właściciela.
Starożytny rynek pracy nie miał jednego systemu. Był plątaniną najmu, służby pałacowej, zależności świątynnej, długu, rodzinnego obowiązku i niewoli. Dwie osoby mogły wykonywać podobną pracę, ale jedna otrzymywała wynagrodzenie, druga odpracowywała zobowiązanie, a trzecia należała do człowieka stojącego obok.
Paragraf 117 Kodeksu Hammurabiego opisuje sytuację, w której trudności finansowe doprowadziły człowieka do oddania wierzycielowi siebie, żony, syna albo córki. Mieli pracować w domu nabywcy lub wierzyciela przez trzy lata, a w czwartym odzyskać wolność.
Trzy lata.
Można spojrzeć na ten przepis i dostrzec granicę chroniącą człowieka. Wierzyciel nie otrzymywał rodziny na zawsze. Dług miał termin, po którym nie wolno było dalej pobierać go w cudzych ciałach.
Można również spojrzeć na ten sam przepis i zobaczyć ojca, który z powodu własnego zobowiązania oddaje do pracy córkę. Prawo nie pyta jej, czy pożyczała jęczmień, podpisywała tabliczkę ani korzystała z pieniędzy. Rodzina była jednostką gospodarczą, a władza jej głowy obejmowała możliwość przeniesienia ciężaru długu na pozostałych członków.
Przepis ograniczał niewolę zadłużeniową.
Najpierw jednak na nią pozwalał.
Czwarty rok nie uwalniał wszystkich
Łatwo byłoby przeczytać paragraf 117 i ogłosić, że babilońskie niewolnictwo trwało najwyżej trzy lata. Trzyletnia granica dotyczyła jednak tylko określonej formy służby za dług.
Obok niej istnieli niewolnicy stanowiący trwałą własność gospodarstwa, pałacu albo świątyni. Można ich było kupować, sprzedawać i odziedziczyć. Prawo nakazywało ścigać zbiegów oraz karało ludzi pomagających im się ukrywać. Dziecko mogło urodzić się w niewolnym domu i od początku należeć do kategorii, której żaden automatyczny czwarty rok nie dotyczył.
Kodeks pokazuje również małżeństwa pomiędzy osobami o różnym statusie. Jeżeli niewolnik pałacu albo innego właściciela poślubił wolną kobietę, właściciel mężczyzny nie mógł uznać ich dzieci za swoich niewolników. Po śmierci niewolnika majątek zgromadzony przez małżeństwo dzielono między właściciela i wolną żonę przejmującą część dla dzieci.
To nie jest opowieść o równości. Właściciel nadal otrzymywał część dorobku człowieka, którego posiadał. Przepis pokazuje jednak, że status dziecka nie był drobnym szczegółem biologicznym. Był przedmiotem prawa, ponieważ za dzieckiem szła praca, dziedziczenie i wartość.
W tym świecie można było posiadać rodzinę i samemu należeć do kogoś. Można było gromadzić majątek, którego część po śmierci odbierał właściciel. Można było mieć żonę wolniejszą od siebie i dzieci chronione przed losem ojca.
Drabina społeczna miała wiele szczebli. Niektórzy byli do niej przywiązani.
Kobieta pomiędzy długiem a własnością
Paragraf 119 opisuje niewolnicę, która urodziła właścicielowi dzieci. Kiedy mężczyznę przycisnął dług, sprzedał ją kupcowi. Prawo pozwalało mu później zwrócić zapłaconą kwotę i wykupić kobietę.
Ponownie można dostrzec ochronę. Matka dzieci właściciela nie miała zniknąć w domu wierzyciela jak worek jęczmienia. Jej relacja z rodziną zmieniała sposób, w jaki wolno było potraktować ją jako majątek.
Nie przestawała jednak być człowiekiem, którego wcześniej można było sprzedać.
Prawo próbowało ograniczać skutki systemu, nie usuwając jego podstaw. Właściciel otrzymywał instrukcję, w jakich okolicznościach nie wolno mu zatrzymać kobiety, zamiast informacji, że kobieta nie jest przedmiotem zabezpieczenia.
Starożytne prawo często działa właśnie w ten sposób. Nie zaczyna od pytania, jaki świat byłby idealny. Zastaje pana, dłużnika, niewolnicę, żonę, dzieci i wierzyciela przy jednym stole, po czym ustala, komu należy się ile srebra, kto może odejść i czyje roszczenie jest ważniejsze.
Człowiek pojawia się w rubryce pomiędzy polem a wołem.
Następnie prawo próbuje ocalić przynajmniej część człowieka.
Kiedy pogoda nie czyta umowy
Kodeks Hammurabiego znał również sytuację, w której dłużnik nie mógł spłacić pożyczki z powodu zniszczenia zbiorów przez burzę albo niedostatku wody. W takim roku nie musiał przekazywać wierzycielowi zboża ani płacić odsetek. Tabliczkę długu symbolicznie „obmywano” wodą, a termin przesuwano.
Starożytny prawodawca rozumiał coś, co współczesna infolinia czasami odkrywa dopiero po czterdziestu minutach muzyki: klęska nie zawsze jest winą klienta.
Nie był to ogólny program likwidacji biedy. Dług pozostawał długiem. Po nieurodzajnym roku przychodził kolejny, a razem z nim zobowiązanie. Prawo uznawało jednak, że wierzyciel nie powinien pobierać pełnej należności, kiedy ziemia nie wydała plonu.
Nie da się wycisnąć jęczmienia z suszy.
Człowieka — jak się okazuje — próbowano.
Król czyści tabliczki
Władcy Mezopotamii czasami ogłaszali umorzenie określonych długów, anulowanie zaległości i uwolnienie ludzi, którzy wskutek zobowiązań utracili samodzielność. Nie obejmowało to automatycznie każdego rodzaju pożyczki i każdego niewolnika. Królewski reset dotyczył przede wszystkim długów oraz zależności zagrażających porządkowi społecznemu, gospodarstwom i zdolności poddanych do dalszego funkcjonowania.
Nie była to wyłącznie dobroczynność.
Król potrzebował rolników, podatników, żołnierzy i rodzin zdolnych utrzymać własne gospodarstwa. Jeżeli wierzyciele przejmowali ziemię i ludzi bez końca, państwo mogło obudzić się z garstką potężnych właścicieli oraz tłumem poddanych, którzy nie mieli już czego opodatkować ani czym wyposażyć się na wojnę.
Monarcha uwalniał dłużników również dlatego, że cudza własność zaczynała zjadać jego własne państwo.
Nawet wyrachowany reset mógł jednak oznaczać prawdziwą wolność dla człowieka wracającego do domu. Dłużnik nie musiał odrzucać jej z obrzydzeniem tylko dlatego, że król działał we własnym interesie. Motywacja wyzwoliciela i skutek dla wyzwolonego nie zawsze mają ten sam poziom moralności.
Czasami człowiek wychodzi przez drzwi otwarte przez polityczny rachunek.
Drzwi nadal są otwarte.
Dług nie potrzebuje handlarza
Niewolnictwo wojenne zaczynało się od przemocy widocznej z daleka. Armia zdobywała miasto, zabijała, wiązała jeńców i prowadziła ich na targ. Dług działał ciszej. Człowiek sam przychodził po ziarno, srebro albo ratunek dla gospodarstwa. Nie porywał go obcy żołnierz. Przyprowadzała go potrzeba.
Wierzyciel nie musiał uważać się za tyrana. Pożyczył własne dobra, ponosił ryzyko i oczekiwał zwrotu. Miał tabliczkę, świadków oraz prawo po swojej stronie. Kiedy odbierał pole albo przyjmował do pracy dziecko dłużnika, mógł powiedzieć, że nie stosuje przemocy. Jedynie wykonuje umowę.
Aukcja pokazuje pana i człowieka wystawionego na sprzedaż. Dług pokazuje dwie osoby pochylone nad rachunkiem. Wynik może prowadzić do podobnych drzwi.
Człowiek spłacający samego siebie
Służba za dług zawiera szczególny paradoks. Człowiek nie pracuje tylko po to, żeby zapłacić zobowiązanie. Jego własna praca staje się przedmiotem zapłaty, a wierzyciel decyduje, ile tej pracy odpowiada należności.
Dłużnik spłaca coś, oddając czas, którego nikt mu później nie zwróci.
Może wykonywać obowiązki uczciwie, a mimo to pozostawać zależny, ponieważ musi również jeść, mieszkać i utrzymywać rodzinę. Jeżeli koszt jego istnienia dopisuje się do rachunku, człowiek może pracować na spłatę warunków, w których pracuje nad spłatą.
Dług ma wówczas talent do samorozrodu.
Nie trzeba kupić człowieka. Wystarczy sprawić, żeby jego odejście oznaczało natychmiastową katastrofę.
Nowa tabliczka
Dzisiaj bank nie może zabrać dziecka do trzyletniej pracy, ponieważ rodzic nie spłacił raty. Różnica nie jest kosmetyczna. Współczesny dłużnik posiada prawa, ochronę sądową, procedury upadłościowe i granice egzekucji, o których babilońska córka oddawana wierzycielowi nie mogła nawet marzyć.
Dług nadal potrafi jednak przejąć przyszły czas człowieka.
Kredyt mieszkaniowy mówi, gdzie trzeba mieszkać i ile lat nie wolno przestać zarabiać. Pożyczka konsumpcyjna zamienia zakupioną rzecz w godziny przyszłej pracy. Zadłużony pracownik może formalnie odejść z firmy, lecz rata nie składa wypowiedzenia razem z nim. Bank nie posiada jego ciała. Ma roszczenie wobec dochodu, który ciało będzie musiało wypracować.
Nie jest to niewolnictwo. Jest to zależność, która pomaga zrozumieć, dlaczego człowiek wolny prawnie może bać się jednego słowa skierowanego do przełożonego. „Nie.”
Babilończyk zapisywał zobowiązanie w glinie. My przechowujemy je w chmurze. Tabliczka stała się lżejsza, szybsza i potrafi wysłać powiadomienie przed śniadaniem.
Ciężar nadal nosi człowiek.
Poprzednie kazanko
Następne kazanko











Cześć, nie wiem na jakim etapie aktualnie jesteś w szukaniu wspólnoty. Może warto zainteresować się Kościołem Boży w Gdańsku (https://www.facebook.com/profile.php?id=61554200060524)?…