ROZDZIAŁ XXX
Nie odsyłaj go do pana
Przez kilka rozdziałów ludzie byli daleko. Szwaczka w Bangladeszu, rybak na kutrze, rodzina przy cegielni, człowiek zbierający pomidory w obcym kraju. Widzieliśmy ich przez koszulkę, telefon, konserwę i kartę płatniczą. Pieniądze wypływały z naszej ręki i docierały do ich świata.
Czasami człowiek rusza w przeciwnym kierunku.
Człowiek z drugiego końca łańcucha
Przez lata możemy korzystać z produktów powstających tam, gdzie człowiek ma mało pieniędzy, niewiele praw i jeszcze mniej możliwości powiedzenia pracodawcy „nie”. Problem robi się bardziej widoczny, kiedy któregoś dnia ten sam człowiek zamiast następnej paczki towaru wysyła siebie.
Pojawia się na granicy.
Wtedy pada ważne określenie: migrant ekonomiczny. Nie ucieka przed bombą. Przyjechał z powodu pieniędzy.
Czyli dokładnie tego narzędzia, któremu poświęciliśmy pół tej książki. Dług, brak ziemi, brak pracy, niewypłacona pensja, koszt odejścia, rodzina do utrzymania — ekonomia od tysięcy lat potrafi zamknąć człowieka równie skutecznie jak zamek w drzwiach.
Nie znaczy to, że bieda automatycznie czyni człowieka uchodźcą. Właśnie po to istnieje procedura, żeby ustalić, kto przed czym ucieka i komu przysługuje ochrona.
Kłopot zaczyna się wtedy, kiedy procedura odkrywa metodę na przyspieszenie pracy: nie przyjąć wniosku.
Granica nie przyjmuje pytania
W sprawie M.K. i inni przeciwko Polsce Europejski Trybunał Praw Człowieka opisał ludzi, którzy na przejściu w Terespolu wielokrotnie zgłaszali zamiar ubiegania się o ochronę, a mimo to byli odsyłani na Białoruś. Trybunał stwierdził naruszenie Konwencji.
Dziś rząd mówi o wojnie hybrydowej, instrumentalizacji migrantów przez Białoruś i bezpieczeństwie państwa.
Ebedzi w Egipcie też byli kwestią bezpieczeństwa państwa.
Rzecznik Praw Obywatelskich odpowiada, że bezpieczeństwo nie usuwa zobowiązań wobec ludzi ubiegających się o ochronę. Państwo i jego rzecznik patrzą na ten sam płot z dwóch stron.
Nie jest to polska specjalność. ETPC stwierdził naruszenia Konwencji i systemową praktykę pushbacków w wielu europejskich krajach.
Głosy wrzucane do urn w ostatnich latach pokazują, że nielegalne deportacje nie swędzą społeczeństwa tak, jak pobyt bez zezwolenia.
Nie wydasz go panu
W Rzymie spotkaliśmy człowieka z metalową obrożą. Napis informował znalazcę, że powinien zatrzymać zbiega i odprowadzić go do właściciela o imieniu Viventius. System liczył na pomoc porządnego obywatela.
Tora proponuje odruch przeciwny:
„Nie wydasz go panu ebeda, który od swego pana schroni się u ciebie. Zamieszka z tobą pośród ciebie, w miejscu, które wybierze w jednej z twoich bram, gdzie będzie mu dobrze. Nie będziesz go uciskał”.
Pwt 23,16–17 — przekład autora
Rzymska obroża mówiła: znalazłeś cudzą własność, oddaj. Tora mówi: znalazłeś człowieka, który uciekł od pana — nie pomagaj panu go odzyskać.
Nie ma telefonu do Viventiusa.
Przepis nie zawiera też dopisku: „chyba że przybył z powodów ekonomicznych”. Dla właściciela ucieczka niewolnika i tak była wydarzeniem ekonomicznym. Z bilansu właśnie wyszła jedna pozycja i zaczęła biec.
Kościół mówi: jeszcze nie
Niemieccy chrześcijanie stworzyli własny praktyczny wariant zdania „nie odsyłaj go”. Kirchenasyl, azyl kościelny, polega na udzieleniu schronienia osobie zagrożonej deportacją i domaganiu się ponownego zbadania jej sytuacji. Liczba takich przypadków wzrosła z 1243 w 2022 roku do 2386 w 2024.
Nie jest to magiczne pole siłowe nad kościołem. Policjant nie odbija się od drzwi, a dzwonnica nie emituje immunitetu. Państwo wie, gdzie człowiek przebywa. Zbór po prostu bierze go pod swój dach i mówi administracji: sprawdźcie jeszcze raz, zanim go odeślecie.
Państwo ma urząd, przepisy i samochód do deportacji. Zbór ma wolny pokój, czajnik i sumienie.
Nie zawsze wygrywa.
Ale trudno nie usłyszeć starego: „Nie wydasz go panu”.
Brakuje ludzi. Tylko nie tych
Jest jeszcze drobny paradoks. Polska się starzeje i w wielu branżach brakuje pracowników. Po drugiej stronie granicy stoją często młodzi ludzie gotowi pracować właśnie tam, gdzie coraz trudniej znaleźć ręce.
Gospodarka mówi: potrzebujemy ludzi. Granica odpowiada: tylko nie tych.
Nie jest to jednak argument za wpuszczaniem człowieka dlatego, że przyda się przy taśmie albo w magazynie. Po całej książce o ebedach byłaby to dość spektakularna porażka: uznać wartość przybysza dopiero wtedy, kiedy okaże się użytecznym pracownikiem.
Człowiek nie zostaje bliźnim po pozytywnym przejściu rozmowy kwalifikacyjnej.
I tu wraca pytanie, od którego nie da się już uciec. Nie dokąd odsyłamy, lecz kogo.
Zbiega? Ebeda? Nielegalnego? Migranta ekonomicznego? Faceta, który przyjechał po naszą pracę? Muzułmanina? Uchodźcę? Obcego? Człowieka? Bliźniego?
Kogo widzimy po drugiej stronie płotu?
Biblia odpowiada na to pytanie ustami samego Jezusa:
„Byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie (…)”.
„Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?”
„Czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tego i Mnie nie uczyniliście”.
Mt 25,43–45 — przekład autora
Ale spokojnie.
Jezus na pewno nie mówił o takim przybyszu.
Chodziło zapewne o człowieka odpowiednio biblijnego: elokwentnego, dojrzałego, pokornego, wdzięcznego za kubek wody. Najlepiej w płóciennym płaszczu, przemierzającego pustkowie przy zachodzie słońca, gdzieś daleko i dawno.
Nie ubłoconego człowieka pod płotem, który mówi w obcym języku, wyznaje inną religię i jeszcze bezczelnie przyjechał z powodów ekonomicznych.
Z więźniem podobnie. Na pewno polityczny. Najlepiej chrześcijanin niesłusznie oskarżony.
Nie Recydywa.
Nie człowiek z siekierą.
Nie ktoś, komu sąd naprawdę miał sporo do zarzucenia.
Prawda?
Prawda?
KONIEC
Poprzednie kazanko
Następne kazanko











Cześć, nie wiem na jakim etapie aktualnie jesteś w szukaniu wspólnoty. Może warto zainteresować się Kościołem Boży w Gdańsku (https://www.facebook.com/profile.php?id=61554200060524)?…