Poniższe kazanie udostępniam gościnnie za zgodą Kuby. Nie będę publikował innych jego wykładów, ponieważ ma on swój własny oficjalny kanał, do którego śledzenia zachęcam. Polecam wszystkie jego kazania, jak również nauki innych wykładowców Słowa Bożego z gdyńskiego kościoła baptystów.
Jakub Wantuch · Tekst opracowany na podstawie kazania o Dz 8,26–40
Etiopski urzędnik wracał z Jerozolimy, gdzie oddawał cześć Bogu, i w swoim rydwanie czytał Księgę Izajasza. Miał majątek, wpływy i dostęp do królewskiego dworu, a zarazem ze względu na swoje pochodzenie i bycie eunuchem pozostawał poza wspólnotą Izraela. To właśnie do niego Bóg posłał Filipa. Historia opisana w ósmym rozdziale Dziejów Apostolskich stawia przed Kościołem pytanie o ludzi, dla których w naszych oczach nie ma miejsca w królestwie Bożym.
Ewangelia przekracza granice
Dzieje Apostolskie są kontynuacją Ewangelii Łukasza. Pierwsza księga opowiada o życiu i misji Jezusa, druga pokazuje, jak Jego uczniowie, prowadzeni przez Ducha Świętego, niosą tę samą dobrą nowinę kolejnym ludziom. Otrzymali zadanie, by dotrzeć aż po krańce ziemi i czynić uczniami wszystkie narody. Początkowo jednak głosili przede wszystkim w Jerozolimie, wśród Żydów.
Przełom nastąpił wraz z prześladowaniami, które rozpoczęły się po ukamienowaniu Szczepana. Uczniowie, z wyjątkiem apostołów, rozproszyli się i zaczęli opowiadać o Jezusie w innych miejscach. Filip trafił do Samarii, mimo głębokiej niechęci dzielącej Żydów i Samarytan. Wielu ludzi uwierzyło, a później przybyli tam również apostołowie. Towarzyszyły temu także trudności, jak historia Szymona Maga, którego zainteresowanie tym, co działo się wokół Ewangelii, nie oznaczało jeszcze zrozumienia daru Ducha Świętego.
W tym miejscu opowieść przenosi się z Samarii na pustynną drogę prowadzącą z Jerozolimy do Gazy. Filip otrzymuje od anioła Pana polecenie, aby właśnie tam się udać. Nie zna jeszcze celu tej podróży ani człowieka, którego spotka. Ma po prostu wstać i pójść.
Na pustynną drogę
Nie chodziło o krótki spacer. Aby poczuć wagę tego polecenia, wyobraźmy sobie, że mamy bez samochodu dotrzeć na puste pole, kilkadziesiąt kilometrów od domu, nie wiedząc, po co właściwie tam idziemy. Filip opuszcza miejsce, w którym głosił Ewangelię, i udaje się tam, gdzie pozornie niewiele można zrobić. Obecność anioła Pana, przywołująca historię prowadzenia Izraela przez pustynię, podkreśla, że za tym poleceniem stoi sam Bóg.
Na drodze pojawia się rydwan etiopskiego dostojnika, odpowiedzialnego za cały skarbiec królowej Etiopów. W opisywanym królestwie to królowa sprawowała władzę, a zarządzanie jej skarbem oznaczało wysoką pozycję i duże zaufanie. Spotkany przez Filipa człowiek był więc zamożny i wpływowy. Jednocześnie wracał z Jerozolimy, dokąd przybył, aby oddać cześć Bogu.
Nie był kimś zupełnie niezaznajomionym z wiarą Izraela. Czytał Pismo i szukał Boga. Być może był prozelitą albo należał do ludzi określanych jako bojący się Boga: pochodzących spoza Izraela, a jednak zwracających się ku Bogu Izraela i okazujących Mu pobożność. O jego dokładnym statusie nie wiemy wszystkiego. Łukasz konsekwentnie zwraca natomiast uwagę na jedną cechę tego człowieka: był eunuchem.
Człowiek poza wspólnotą
Dla pierwszych czytelników ta informacja miała ogromne znaczenie. Księga Powtórzonego Prawa w 23 rozdziale zawiera przepis wykluczający mężczyznę z okaleczonymi narządami płciowymi ze zgromadzenia Pana. Etiopski urzędnik napotykał więc podwójną barierę. Jako obcy nie należał do Izraela, a jako eunuch podlegał religijnemu wykluczeniu. Mógł szukać Boga i przybywać do Jerozolimy, ale nie miał takiego miejsca we wspólnocie jak inni.
Powracające w opowiadaniu określenie „eunuch” nie jest przypadkowym szczegółem. Zamiast stale przypominać o jego urzędzie, Łukasz podkreśla cechę, która dla religijnej wspólnoty mogła stanowić przeszkodę nie do pokonania. Tym mocniej wybrzmiewa fakt, że to anioł Pana i Duch Święty kierują do niego ucznia Jezusa. Bóg posyła dobrą nowinę właśnie do człowieka uznawanego za wyłączonego.
Łatwo z dzisiejszej perspektywy potępić ówczesną niechęć wobec obcych. Warto jednak dostrzec doświadczenia, które ją wzmacniały. Pamięć wygnania w Babilonie, walk machabejskich i prób narzucenia greckich obyczajów wiązała się z obawą o zachowanie własnej wiary i tożsamości. Atakowana społeczność zamyka się w sobie i zaczyna spoglądać na ludzi z zewnątrz jak na zagrożenie. Również pierwsi uczniowie Jezusa wyrastali w takim świecie i musieli mierzyć się z jego uprzedzeniami.
W dalszej części Dziejów Apostolskich Piotr przypomina o utrwalonej niechęci do kontaktów z poganami. Otwarcie na nich nie przychodziło więc uczniom automatycznie. Potrzebowali prowadzenia Ducha Świętego, aby przekroczyć bariery kulturowe, społeczne i religijne, które dotąd wydawały się oczywiste. Spotkanie Filipa z Etiopczykiem pokazuje, że właśnie w tym kierunku prowadzi ich Bóg. Królestwo otwiera się na ludzi, dla których wcześniej nie przewidywano w nim miejsca.
Duch Święty prowadzi Kościół
Historia Filipa stawia przed nami także pytanie o słuchanie Boga. Wierzymy, że Bóg również dzisiaj mówi do ludzi i prowadzi swój Kościół w misji. Może wzbudzić pragnienie rozmowy z konkretną osobą albo przekonanie, że trzeba gdzieś pójść i podzielić się dobrą nowiną. Niekiedy wydaje się to dziwne lub nierozsądne. Sam plan działania, nawet najlepiej przemyślany, nie zastąpi jednak wrażliwości na prowadzenie Ducha Świętego.
Chrześcijaństwo nie kończy się na intelektualnym poznawaniu mądrej księgi. Pismo ma prowadzić nas do spotkania z żywym Bogiem, który działa także tu i teraz. Czytając o Filipie, powinniśmy więc pytać, na ile sami jesteśmy gotowi usłyszeć wezwanie do spotkania z człowiekiem, którego wcześniej byśmy nie zauważyli albo ominęli.
Moja rodzina opowiedziała mi historię Artura z Wrocławia, który był uzależniony od narkotyków i w pewnym momencie postanowił odebrać sobie życie. Według tej relacji właśnie tego dnia człowiek zaangażowany w ewangelizację osób uzależnionych poczuł silne przekonanie, że powinien pójść na dworzec. Spotkał tam Artura i opowiedział mu o Jezusie. Artur uwierzył, a jego życie zaczęło się zmieniać. Z tej relacji wynikało, że wychowuje troje dzieci i pracuje w firmie jednego z moich bliskich. W takim spotkaniu widzę działanie Ducha Świętego, który porusza jednego człowieka, aby zaniósł drugiemu dobrą nowinę.
Uprzedzenia we wspólnocie
Nie powinniśmy idealizować pierwszego Kościoła. Jego członkowie także zmagali się z uprzedzeniami i poczuciem kulturowej wyższości. W kategoriach, którymi posługujemy się dzisiaj, część tych postaw nazwalibyśmy rasizmem. Byli uczniami Jezusa, a mimo to potrzebowali przemiany sposobu myślenia o innych ludziach. Nie wystarczało przekonanie, że należą do właściwej wspólnoty.
Podczas oglądania z żoną ekranizacji „Lalki” poruszył mnie podobny mechanizm wykluczenia. Świat opisany przez Prusa pełen jest napięć. Dawne elity podupadają, kupcy zyskują znaczenie, narasta antysemityzm, a podziały społeczne coraz mocniej wyznaczają miejsce człowieka. Stanisław Wokulski może być bogatszy od arystokratów, zabiegać o ich uznanie i próbować wejść do ich środowiska, ale wciąż pozostaje dla nich kupcem, kimś niewłaściwie urodzonym. Majątek nie usuwa bariery pochodzenia.
Ten obraz dotyka także naszych lęków. Niepokój o przyszłość, wojny i konflikty sprzyjają skupianiu się we własnych obozach narodowych czy wyznaniowych. Łatwiej wtedy uznać ludzi o innym pochodzeniu lub poglądach za zagrożenie. Wrogość narasta, a my zaczynamy traktować ją jak naturalny sposób obrony własnego świata. Kościół otrzymał jednak powołanie, które wymaga przekraczania tych podziałów.
Możemy i powinniśmy modlić się o nasz kraj, ale podstawowym zadaniem Kościoła pozostaje misja: docieranie do ludzi z Ewangelią. Jeżeli pielęgnujemy w sobie wrogość wobec innych narodów i przejmujemy od polityków postawy antyukraińskie, antyżydowskie czy wymierzone w jakąkolwiek inną grupę, jak mamy później opowiadać tym ludziom o Chrystusie? Jak przekonująco mówić o Bogu, który chce przygarnąć ich do swojego królestwa, skoro sami dajemy im odczuć, że są niechciani?
Królestwo Boże ma być światłem i prowadzić do pojednania ludzi. O przynależności do niego nie rozstrzygają kolor skóry ani pochodzenie. W centrum znajduje się Chrystus i nasz stosunek do Niego. Dlatego nie możemy jednocześnie głosić Jego zbawienia i podsycać niechęci wobec osób, którym mamy je głosić.
Takie bariery pojawiają się również w lokalnych wspólnotach. Zdarza się, że osoby należące do kościoła od pokoleń traktowane są lepiej niż ci, którzy dopiero się nawrócili i jako pierwsi w rodzinie przychodzą do wspólnoty. Bywa, że kościół boi się przyjąć kogokolwiek nowego. Tymczasem potrzebujemy wrażliwości na wszystkich, którzy chcą dołączyć. Różnicowanie ludzi ze względu na ich pochodzenie nie ma nic wspólnego z misją prowadzoną przez Ducha Świętego. Skoro Bóg chce docierać do wszystkich narodów, takie pragnienie powinno być także w nas.
Dobra nowina o przebaczeniu
Filip podchodzi do rydwanu i słyszy, że Etiopczyk czyta proroka Izajasza. Pyta go, czy rozumie czytany tekst, a ten odpowiada, że potrzebuje kogoś, kto go poprowadzi. Zaprasza Filipa do środka i zadaje pytanie o cierpiącego człowieka opisanego przez proroka: czy chodzi o samego Izajasza, czy o kogoś innego?
Czytany fragment pochodzi z pieśni o cierpiącym Słudze Pana w 53 rozdziale Księgi Izajasza. Kiedy Nowy Testament przywołuje tekst ze Starego Testamentu, warto sięgnąć do całej wypowiedzi, aby zobaczyć jej sens. Ten fragment bywał rozumiany jako opis cierpienia całego narodu Izraela. Filip wyjaśnia go jednak w odniesieniu do Jezusa. Sługa cierpi i ponosi winy innych, aby mogli otrzymać przebaczenie. W końcowych wersetach rozdziału czytamy, że usprawiedliwi wielu, dźwignie ich winy i wstawi się za przestępcami (Iz 53,11–12).
Od tego miejsca Filip zaczyna opowiadać dobrą nowinę o Jezusie. W jej centrum znajdują się krzyż, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Uczniowie nieśli ludziom wiadomość, że dzięki Jego cierpieniu mogą otrzymać przebaczenie grzechów i ratunek przed Bożym gniewem. Jej sedno nie sprowadzało się do zapewnienia, że Bóg ma wspaniały plan dla naszego życia albo że Jezus nas kocha. Chodziło o Boga, który ukochał nas tak, że oddał za nas życie i otworzył możliwość przebaczenia wszystkich win.
Dla ludzi głęboko świadomych winy i powinności wobec Boga była to rzeczywiście dobra nowina. Współczesnemu człowiekowi sam język grzechu bywa obcy. Jeśli powiemy, że grzech polega przede wszystkim na nieuznawaniu jedynego prawdziwego Boga i odmawianiu Mu chwały, możemy usłyszeć pytanie, dlaczego właściwie miałoby to być czymś złym. Bez świadomości, że jesteśmy wobec Boga winni i od Niego oddzieleni, trudno jednak zrozumieć, jaką wiadomość o zbawieniu chcemy przekazać.
Łatwiej uchwycić znaczenie przebaczenia w relacjach z ludźmi. Możemy zranić przyjaciela, żonę lub męża, zrobić coś bardzo złego i złamać czyjeś zaufanie. Kiedy prosimy o wybaczenie, druga osoba zna wyrządzoną jej krzywdę. Mimo doznanego cierpienia może nam ją odpuścić. Jeśli doświadczyliśmy takiego przebaczenia, znamy związaną z nim ulgę.
Podobnie Ewangelia mówi o naszej relacji z Bogiem. Nie oznacza, że stan świata i wszystkie nasze czyny są w porządku. Widzimy przecież zło, upadek i krzywdę, którą wyrządzamy sobie nawzajem. Dobra nowina polega na tym, że wobec tego rzeczywistego zła Bóg otwiera drogę przebaczenia. Dzięki cierpieniu Jezusa, Sługi opisanego przez Izajasza, możemy otrzymać odpuszczenie grzechów.
To jest kerygmat, zasadnicze przesłanie, które Filip zaniósł eunuchowi. W centrum całej Biblii znajduje się dobra nowina o Jezusie Chrystusie. Moralne wskazania i opowiadane historie służą temu przesłaniu. To ono jest największym skarbem Kościoła i ma moc przełamywania barier, także społecznych i religijnych.
Zapraszając ludzi do wspólnoty, możemy opowiadać o ciekawym programie dla dzieci i o życzliwych osobach, które tam spotkają. Najważniejszą wiadomością pozostaje jednak to, że mogą poznać żywego Boga, otrzymać przebaczenie i odnaleźć pokój sumienia w Chrystusie. Tego nie da się kupić. Jeżeli pominiemy odkupienie, trudno będzie zrozumieć, dlaczego cierpiący Sługa jest nam potrzebny.
Motyw winy i odkupienia mocno wybrzmiewa w starszej literaturze. W „Potopie” obserwujemy drogę Kmicica, który od przemocy i występków przechodzi do nawrócenia i odzyskiwania dobrego imienia. Sama potrzeba odkupienia nie jest więc czymś zupełnie obcym naszemu doświadczeniu. Jeśli jednak nie dostrzegamy własnej winy, nie rozumiemy także, po co Jezus miałby za nas cierpieć.
Podobną wagę uspokojonego sumienia widzimy w doświadczeniu Marcina Lutra. Poczucie winy nie opuszczało go mimo kolejnych wysiłków religijnych i pokuty. Odkrycie Ewangelii w Liście do Rzymian oznaczało dla niego przeżycie Bożej miłości, usprawiedliwienia i wolności. Takie jest znaczenie dobrej nowiny: człowiek może odnaleźć w Chrystusie przebaczenie, którego nie potrafił sobie zapewnić własnym staraniem.
Chrzest jako odpowiedź wiary
Etiopczyk odpowiada na usłyszaną Ewangelię pragnieniem chrztu. Gdy mijają wodę, sam pyta, co stoi na przeszkodzie, aby został ochrzczony. W opowiadaniu nie widzimy, by Filip musiał go do tego nakłaniać. Człowiek, który wcześniej potrzebował wyjaśnienia Pisma, przyjmuje przesłanie o Jezusie i chce na nie odpowiedzieć.
Obmycie wodą było w starożytnym świecie związane z oczyszczeniem i przygotowaniem do wejścia w sferę świętą. Jan Chrzciciel wzywał ludzi do nawrócenia i gotowości na przyjście Mesjasza, a chrzest stanowił znak przyjęcia tego wezwania. W Kościele chrzest staje się widoczną odpowiedzią na Ewangelię, wyznaniem wiary przed innymi i włączeniem do widzialnej wspólnoty.
W części przekładów w tym miejscu pojawia się również rozmowa, w której Filip uzależnia chrzest od wiary całym sercem, a eunuch wyznaje, że Jezus Chrystus jest Synem Boga (Dz 8,37). Werset ten nie występuje w najstarszych zachowanych rękopisach obejmujących ten fragment. Należy do późniejszej tradycji tekstu, a samo wyznanie znane było także we wczesnym Kościele. Może odzwierciedlać praktykę pytania osoby przyjmującej chrzest o wiarę w Jezusa jako Syna Bożego.
Chrzest jest związany z osobistą wiarą. W naszej tradycji uznajemy dwa sakramenty, chrzest i Wieczerzę Pańską. Nie rozumiemy jednak chrztu jako obrzędu, który sam przez się zbawia człowieka. Poprzez wiarę przyjmujemy Jezusa jako Syna Bożego i w Jego imię zostajemy ochrzczeni.
Kościoły różnią się praktyką chrztu, również w obrębie protestantyzmu. Historycznym uzasadnieniem chrzczenia dzieci bywała obawa o ich zbawienie, gdyby nie zostały włączone do widzialnego Kościoła. My wierzymy, że Bóg ma dzieci w swoich rękach, a sam obrzęd nie zapewnia zbawienia. Dlatego w kościołach ewangelikalnych, między innymi baptystycznych i zielonoświątkowych, praktykujemy chrzest na osobiste wyznanie wiary. Cała dyskusja jest złożona, ale tutaj najważniejszy pozostaje związek chrztu z wiarą w Chrystusa i wejściem do wspólnoty.
Właśnie to wydarza się z etiopskim eunuchem. Człowiek wcześniej wykluczony zostaje przyjęty do ludu Bożego w taki sam sposób jak Żydzi ochrzczeni w dniu Pięćdziesiątnicy. Jeszcze przed opowiadaniem o Korneliuszu Dzieje Apostolskie pokazują poganina, którego Duch Święty przyprowadza do wiary i do Kościoła. Pochodzenie i status nie zamykają mu drzwi.
Ten fragment jest również zachętą dla osób, które wierzą w Jezusa i pragną chrztu, a jednak wciąż odkładają ten krok, bo nie uporały się jeszcze ze wszystkimi słabościami. Można zacząć myśleć o chrzcie jak o czymś, na co trzeba zasłużyć. Tymczasem problemy z samym sobą nie znikają automatycznie po zanurzeniu w wodzie. Wchodzimy do wspólnoty, w której Bóg działa, możemy służyć innym i dalej wzrastać.
Jesteśmy wezwani do nawrócenia i porzucania grzechu, ale warunkiem chrztu jest wiara w Jezusa Chrystusa, a nie osiągnięta doskonałość. Być może samo pragnienie tego kroku jest owocem działania Ducha Świętego, podobnie jak w historii Etiopczyka. Przyjmujemy chrzest dlatego, że wierzymy w Jezusa jako Pana i Syna Bożego. Nie musimy dowodzić, że zasługujemy na przyjęcie do zamkniętej elity.
Dalej swoją drogą
Po chrzcie drogi obu ludzi się rozchodzą. Duch Pański porywa Filipa, a eunuch, choć więcej go nie widzi, z radością jedzie dalej. Od pierwszego wezwania do ostatniego wydarzenia całe spotkanie prowadzone jest przez Ducha Świętego. Możemy przypuszczać, że Etiopczyk zaniósł usłyszaną dobrą nowinę kolejnym ludziom, choć samo opowiadanie nie przedstawia jego dalszej misji.
Widać natomiast zmianę w działaniu Filipa. Wcześniej apostołowie, wracając do Jerozolimy, głosili po drodze w samarytańskich wioskach. Było to już przekroczenie ważnej granicy. Po spotkaniu z eunuchem Filip pojawia się w Azocie, a następnie głosi Ewangelię w kolejnych miastach aż do Cezarei. Dobra nowina dociera coraz dalej, do kolejnych ludzi, a dotychczasowe ograniczenia przestają wyznaczać jej zasięg.
Co ta historia odsłania w naszych sercach? Jeśli chcemy opowiadać innym o Jezusie, potrzebujemy własnej relacji z Nim i Ewangelii, która nas porusza. Ludzie chętnie dzielą się tym, co kochają. Miłośnik motoryzacji pokazuje zdjęcia samochodów, kibic opowiada o zwycięstwie reprezentacji. Podobnie wiadomość o Chrystusie staje się czymś, co chcemy przekazywać, kiedy sami nią żyjemy. Sama znajomość poprawnych sformułowań doktrynalnych tego nie zastąpi.
Duch Święty daje pragnienie misji i prowadzi niekiedy do miejsc, w których sami nie chcielibyśmy się znaleźć. Posyła do ludzi odrzuconych i niechcianych, których inni omijają. Warto więc zapytać, do kogo boimy się podejść albo kogo wolelibyśmy nie mieć blisko siebie. Jeśli odkrywamy takie bariery, możemy wyznawać je Bogu i prosić, aby przemieniał nasze nastawienie. Potrzebujemy Jego pomocy także wobec napływających z zewnątrz treści pełnych niechęci i wrogości.
Widać to również w napięciach związanych z migracją. To poważny problem społeczny i nie próbuję tutaj proponować politycznego rozwiązania. Z perspektywy misji Kościoła trzeba jednak dostrzec ludzi, którzy przybywają do nas z innych krajów. W rozmowach o rozwoju wspólnot we Francji i Hiszpanii powraca wątek osób pochodzących ze środowisk migranckich. Agnieszka i Paweł Król, z którymi rozmawiałem po ich pobycie we Francji, opowiadali mi o misji wśród muzułmanów i o ludziach przyjmujących tam Ewangelię.
Sytuacja, która rodzi lęk i stawia przed społeczeństwem trudne pytania, może jednocześnie otwierać możliwość spotkania z człowiekiem potrzebującym dobrej nowiny. Podobnie prześladowania w Dziejach Apostolskich rozproszyły uczniów i sprawiły, że przesłanie o Jezusie dotarło do nowych miejsc. Uznanie trudności nie musi oznaczać zamknięcia się na ludzi.
Pozostaje pytanie, na ile żyjemy Ewangelią. Możemy znać jej treść i precyzyjnie objaśniać doktrynę, a mimo to nie pozwalać, aby przenikała nasze myślenie i stosunek do innych. Drzwi Kościoła mają być otwarte bez względu na pochodzenie, status i pozycję społeczną. Wiara w Jezusa, który oczyszcza nasze winy, prowadzi nas zarówno do przyjęcia Jego daru, jak i do dzielenia się nim dalej.
Modlę się, abyśmy podobnie jak Filip byli poruszani przez Ducha Świętego i przez Ewangelię. Abyśmy przyjmowali dobrą nowinę z wiarą i nieśli ją kolejnym ludziom, przekraczając bariery, które dotąd nas zatrzymywały, aż po krańce ziemi.
Nagranie video z kazania znajduje się na youtube:
https://www.youtube.com/watch?v=zewH68J-OGk
Kazania Kuby i innych wykładowców współtworzących serię Królestwo nie do powstrzymania na bieżąco śledzić możecie na stronie gdyńskiego zgromadzenia baptystów:
Poprzednie kazanko
Następne kazanko











Co o tym myślisz?
Jeśli spodobał Ci się ten referat i pobudził Cię do przemyśleń, podziel się tym w komentarzu lub pisząc do mnie. Jeśli dzięki temu artykułowi udało Ci się spojrzeć na tą kwestię z innej perspektywy to spełnił on zamierzony cel. Jeśli po lekturze skłaniasz się do zmiany swoich poglądów lub utwierdziłeś się w swoich przemyśleniach, które są sprzeczne z moimi to również chwała Bogu. Pomóż i mi znaleźć prawdę, dzieląc się ze mną i innymi czytelnikami swoimi argumentami na ten temat.