WYRWANY ROZDZIAŁ
Ocenzurowane strony
W 1807 roku w Londynie wydano książkę pod tytułem:
Select Parts of the Holy Bible, for the Use of the Negro Slaves, in the British West-India Islands.
Wybrane części Biblii do użytku czarnych niewolników na brytyjskich wyspach Indii Zachodnich.
Nie była to nowa opowieść o stworzeniu świata ani egzotyczny przekład dla Karaibów. Wydawcy wzięli Biblię i wybrali z niej fragmenty odpowiednie dla ludzi należących do innych ludzi.
Resztę pozostawili właścicielom.
Cenzura przed drukiem
Książka, nazywana dziś Biblią niewolników, powstała dla działalności misyjnej w brytyjskich koloniach karaibskich. Miała uczyć zniewolonych Afrykanów czytania oraz wprowadzać ich w chrześcijaństwo.
Edukacja otrzymała jednak starannie wyznaczone granice.
Wydawcy usunęli znaczną część opowieści o Izraelitach zniewolonych w Egipcie i wyprowadzonych przez Boga. Zabrakło również Apokalipsy mówiącej o upadku imperium i nadejściu nowego królestwa. Więcej miejsca zostawiono fragmentom podkreślającym posłuszeństwo oraz podporządkowanie.
Cenzor nie musiał później wyrywać kartek z każdego egzemplarza.
Zrobił to przed drukiem.
Fragmenty nieodpowiednie dla niewolnika
W książce zabrakło między innymi zdania z Księgi Wyjścia:
„Kto porwie człowieka i sprzeda go albo zostanie przy nim znaleziony, poniesie śmierć”.
Wj 21,16 — przekład autora
Usunięto także słowa Jeremiasza o człowieku, który buduje swój dom cudzą pracą i nie wypłaca robotnikowi wynagrodzenia.
Nie znalazło się również zdanie Pawła:
„Nie ma niewolnika ani wolnego”.
Ga 3,28 — przekład autora
Wszystkie trzy fragmenty należą do Biblii.
Żaden nie był potrzebny podczas szkolenia siły roboczej.
Księga Wyjścia okazała się szczególnie kłopotliwa. Niewolnik mógł pomylić faraona z właścicielem, Egipt z plantacją, a wolność z czymś, co Bóg rzeczywiście uważa za dobry pomysł.
Lepiej było nie ryzykować samodzielnej egzegezy.
Zostawmy posłuszeństwo
Nowy Testament zawiera polecenia kierowane do niewolników:
„Niewolnicy, bądźcie posłuszni ziemskim panom”.
Plantator nie musiał fałszować tego zdania. Wystarczyło przeczytać je głośno i zakończyć nabożeństwo przed fragmentami o wspólnym Panu, braterstwie, sprawiedliwości, równości oraz porzuceniu groźby.
Tu można zrobić wygodną przerwę na modlitwę końcową.
Frederick Douglass, który uciekł z niewoli i został jednym z najważniejszych amerykańskich abolicjonistów, wyraźnie oddzielał chrześcijaństwo Jezusa od religii właścicieli niewolników. Nie atakował samej wiary. Atakował Kościół, który przyjmował batającego człowieka do wspólnoty, a jego ofiarę odsyłał do posłuszeństwa.
Problem nie polegał więc na tym, że plantator nie czytał Biblii.
Czytał ją zawodowo.
Niewolnik także potrafił czytać
Kontrola tekstu nie dawała pełnej kontroli nad znaczeniem.
Mimo ograniczania dostępu do historii Wyjścia zniewolone społeczności wracały do Mojżesza, faraona, Jordanu oraz ziemi obiecanej w opowieściach i pieśniach. Duchowe pieśni wyrażały jednocześnie wiarę, cierpienie oraz nadzieję ludzi żyjących w niewoli.
Jedna z nich mówiła:
Go down, Moses.
A później:
Let my people go. „Wypuść mój lud”. Plantator słyszał pieśń religijną. Niewolnik mógł słyszeć instrukcję dotyczącą najbliższej przyszłości.
Nie każda pieśń była zaszyfrowanym planem ucieczki, a Jordan nie zawsze oznaczał konkretną rzekę prowadzącą na Północ. Nie trzeba jednak tworzyć tajnego kodu, żeby zauważyć siłę obrazu.
Bóg staje po stronie niewolników. Faraon przegrywa. Lud wychodzi. Trudno zrobić z tego dobrą muzykę do zwiększania normy.
Richard Allen czyta właścicielowi
Biblia działała również w przeciwnym kierunku.
Richard Allen urodził się w niewoli. Został metodystycznym kaznodzieją i oddziaływał na swojego właściciela, farmera Stokely’ego Sturgisa. Pod wpływem metodystycznej krytyki posiadania ludzi Sturgis zgodził się, aby Allen wykupił własną wolność.
Nie oddał mu jej za darmo.
Sumienie przegrało jeszcze krótką rundę z księgowością.
Allen pracował jednak, zapłacił właścicielowi, został wolnym człowiekiem, a później założył w Filadelfii Bethel African Methodist Episcopal Church. Biblia należąca do Sturgisa zachowała się w zbiorach Smithsonian.
W jednym domu właściciel czytał tekst o posłuszeństwie. Niewolnik znalazł w tym samym chrześcijaństwie oskarżenie przeciw posiadaniu człowieka. Ostatecznie to ebed objaśnił Biblię panu.
Pobożni po obu stronach
Ruch abolicjonistyczny nie był wyłącznie przedsięwzięciem religijnym. Łączył argumenty prawne, polityczne, ekonomiczne, filozoficzne i osobiste świadectwa ludzi, którzy przeżyli niewolę.
Religia zajmowała jednak ważne miejsce po obu stronach konfliktu.
Kwakerzy, część ewangelicznych chrześcijan oraz inni reformatorzy uczestniczyli w zakładaniu organizacji przeciw niewolnictwu. Jednocześnie duchowni i kościoły bronili prawa właścicieli, błogosławili porządek plantacji oraz cytowali Pismo przeciw ludziom próbującym z niego wyjść.
Nie przebiegała więc prosta granica:
Biblia po stronie panów. Rozum po stronie wolności. Granica przechodziła przez kościoły, denominacje, rodziny, ambony i czasem przez środek jednego człowieka. Właściciel potrafił modlić się rano, sprzedać rodzinę po południu i wieczorem podziękować Bogu za dobry dzień handlowy. Abolicjonista otwierał tę samą księgę i pytał, jak można sprzedać człowieka stworzonego na obraz Boga.
Książka, której należało pilnować
Biblia niewolników jest ważna nie dlatego, że wyjaśnia całą relację chrześcijaństwa z niewolnictwem. Nie była jedyną Biblią używaną w koloniach ani uniwersalnym podręcznikiem wszystkich plantatorów. Powstała w określonym czasie, dla działalności misyjnej w brytyjskich Indiach Zachodnich. Do dzisiaj znane są tylko nieliczne egzemplarze.
Jest jednak wyjątkowo uczciwym dowodem. Pokazuje, których części Biblii właściciel mógł użyć. I których się bał.
Gdyby Pismo było wyłącznie podręcznikiem niewolnictwa, nie trzeba byłoby usuwać Wyjścia, zakazu porywania ludzi, potępienia pracy bez zapłaty ani zdania o braku niewolnika i wolnego.
Wystarczyłoby rozdać pełny tekst.
Tymczasem pełny tekst uznano za ryzyko zawodowe.
Nożyczki również interpretują
Każdy czytelnik wybiera fragmenty. Nie da się cytować całej Biblii za każdym razem, gdy człowiek otwiera usta. Tutaj wybór miał jednak konkretny kierunek. Zostawiono posłuszeństwo niewolnika. Ograniczono wyjście z Egiptu. Usunięto równość. Pominięto karę za handel człowiekiem. Nożyczki nie przygotowały skróconego wydania dla ludzi niemających czasu. Pracowały dla właściciela. Tłumacz może dopisać w kwadratowym nawiasie „z twego niewolnictwa”. Wydawca może usunąć księgę, zanim czytelnik zdąży postawić pytanie. Mechanizm jest ten sam. Najpierw tekst otrzymuje bezpieczne znaczenie. Później bezpieczne znaczenie otrzymuje człowieka.
Ta sama księga, różne pytania
Plantator otwierał Biblię i pytał:
— Jak niewolnik powinien mi służyć?
Niewolnik pytał:
— Czy faraon może zatrzymać lud Boga?
Pierwsze pytanie prowadziło do listów apostolskich o posłuszeństwie. Drugie do Mojżesza stojącego przed tronem. Oba fragmenty znajdowały się w tej samej księdze, chyba że ktoś wcześniej zadbał o właściwy wybór stron. To nie rozstrzyga jeszcze procesu przeciw Biblii.
Pokazuje jedynie, że dowód był używany przez obie strony, a jedna z nich uznała za konieczne ocenzurowanie go przed przekazaniem przeciwnikowi.
Pan chciał, żeby niewolnik nauczył się czytać. Nie przewidział, że człowiek przeczyta o wolności.
Materiał oskarżenia
Biblia nie tylko opisuje niewolnictwo. Reguluje je.
Rozróżnia niewolników hebrajskich i cudzoziemskich. Pierwszym daje okresowe wyjście, drugim nie przyznaje takiego samego automatycznego resetu. Pozwala nabywać ludzi z sąsiednich narodów i zostawiać ich w dziedzictwie.
To nie jest język umowy o pracę.
Człowiek zostaje nazwany własnością.
Nie należy udawać, że starożytny świat znał wyłącznie łagodną służbę domową, a słowo ebed przez przypadek pobrudziło się późniejszą historią. Pan mógł rozporządzać cudzym ciałem, czasem i przyszłością. Miłość mogła istnieć w tym samym domu.
Księga własności również.
Apostołowie nie ogłosili powszechnego uwolnienia niewolników. Kazali im być posłusznymi ziemskim panom. Kościół otrzymał te teksty i przez stulecia potrafił żyć obok targów ludzi, pańszczyzny, galer, plantacji oraz chrześcijańskich właścicieli.
Plantator nie musiał wymyślać każdego cytatu.
Część dostał wydrukowaną.
Materiał obrony
Ta sama Biblia zaczyna historię narodu od domu niewoli.
Bóg słyszy krzyk robotników, których norma rośnie, choć materiału jest mniej. Nie udziela faraonowi porad dotyczących poprawy zarządzania. Wyprowadza ludzi.
Prawo nakazuje pamiętać:
Byłeś niewolnikiem.
To zdanie wraca przy szabacie, zapłacie, długu, cudzoziemcu i ubogim. Izraelita nie może opowiadać sobie, że zawsze był wolnym właścicielem własnego losu. Jego tożsamość zaczyna się od człowieka, który należał do silniejszego.
Prorocy oskarżają tych, którzy zatrzymują wypłatę, sprzedają ubogiego za parę sandałów, odbierają ziemię i cofają ogłoszoną wolność. Jeremiasz pokazuje ludzi wypuszczających niewolników, a później sprowadzających ich z powrotem.
Bóg nie przyjmuje wyjaśnienia, że przecież umowa znowu zaczęła obowiązywać. Nowy Testament nazywa handlarzy ludźmi grzesznikami, pokazuje Babilon handlujący „ciałami i duszami ludzi” i zapowiada jego upadek. Nie korektę cennika. Upadek.
Proste odpowiedzi wymagają nożyczek
Kto chce ogłosić Biblię niewinną, musi ominąć cudzoziemskiego niewolnika z Księgi Kapłańskiej, posłuszeństwo wobec panów i brak apostolskiego nakazu wyzwolenia.
Kto chce uznać ją wyłącznie za narzędzie ucisku, musi pominąć Wyjście, szabat dla niewolnika, proroków, zakaz porywania ludzi, upadek Babilonu oraz Pana klęczącego przy stopach.
Każda prosta odpowiedź potrzebuje krótszego wydania. Plantator wycina Mojżesza. Apologeta wycina księgę własności. Oskarżyciel wycina ręcznik. Na końcu każdy zostaje z Biblią tak poręczną, że można nią bezpiecznie poprzeć własne zdanie. Pełny tekst jest cięższy.
Ostatnia strona
Mógłbym teraz wydać wyrok.
Napisać, że Biblia jest winna wspierania niewolnictwa albo niewinna, ponieważ prowadziła ludzkość ku wolności. Jedno słowo uporządkowałoby półkę, opis wydawcy i kilka internetowych dyskusji.
Nie zrobię tego. Drogi Czytelniku, jesteś wolny. Sam zdecyduj. Czym byłaby książka o wolności, gdyby na końcu autor odebrał Ci prawo do wydania własnego wyroku?
Biblia zawiera prawa, których nie chciałbym w kodeksie mojego państwa, i opowieść, której plantatorzy bali się tak bardzo, że wycinali z niej Wyjście. Nazywa ludzi własnością i każe pamiętać, że człowiek należy ostatecznie do Boga. Uczy niewolników posłuszeństwa i pokazuje Pana klęczącego przy ich stopach.
Nie wpiszę pod tym słowa „niewinna”. Nie wpiszę też „winna”. Akta pozostają otwarte.
Zostało tylko pytanie: czy dobrego pana poznaje się po tym, ilu ma sług, czy po tym, komu sam służy?
Poprzednie kazanko
Następne kazanko











Cześć, nie wiem na jakim etapie aktualnie jesteś w szukaniu wspólnoty. Może warto zainteresować się Kościołem Boży w Gdańsku (https://www.facebook.com/profile.php?id=61554200060524)?…