ROZDZIAŁ VIII
Jedno słowo, osiemset życiorysów
Na chwilę rozkładam mównicę. Nie kazalnicę i nie biurko wykładowcy. Raczej panel prezentera: tekst, kilka słów w oryginale, dokumenty epoki i pytanie, co właściwie znajduje się w aktach.
Nie jestem pastorem. Zaglądam do Biblii, ponieważ przechowuje wyjątkowo stary materiał o pracy, długu, własności, wynagrodzeniu, odpoczynku i człowieku stojącym pod cudzą władzą.
Trzy spółgłoski
עבד
Hebrajski zapis czyta się od prawej do lewej: ajin, bet, dalet. W opracowaniach spotkamy formy eḇeḏ, ewed albo ʿeved. Zostaję przy prostym „ebed”. Od początku stoi na okładce i nie będę teraz wymieniał mu paszportu.
Rdzeń עבד łączy czasownik awad — pracować lub służyć — z rzeczownikiem awoda — praca, służba, także kultowa — oraz słowem ebed, opisującym człowieka pozostającego w relacji pracy, służby albo zależności.
Pod jednym określeniem spotykają się ludzie, których dzieli prawie wszystko. Jeden zostaje kupiony. Drugi zarządza domem. Trzeci kłania się królowi i mówi „twój ebed”. Czwarty jest urzędnikiem, piąty prorokiem, a szósty całym narodem.
Jedno słowo. Około ośmiuset użyć. Setki życiorysów.
Dlaczego nie „Sługa”
Polszczyzna zna służbę zdrowia, służbę wojskową, cywilną, dyplomatyczną i specjalną. Można służyć pomocą, radą, kawą albo pilotem do telewizora. Ordynator nie jest własnością pacjenta, a generał nie należy do szeregowca.
„Służba” mówi o funkcji lub pożytku. Nie rozstrzyga, czy człowiek otrzymuje zapłatę, może odejść i należy do siebie. Dlatego nie może automatycznie zastąpić ebeda ani późniejszego doulosa. Gdy tekst mówi o człowieku kupionym, dziedziczonym albo należącym do pana, łagodny „sługa” zostawia pracę i usuwa własność.
„Niewolnik” także nie mieści całego znaczenia. Polski rdzeń od razu kojarzy się z pozbawieniem wolności, podczas gdy ebed może być wysokim urzędnikiem albo człowiekiem dobrowolnie oddanym Bogu.
Właśnie dlatego książka nosi tytuł „Niewolnik”. Nie jest to zawsze idealny odpowiednik. Jest idealnie niewygodnym pytaniem.
Słownik nie wystarczy
Ebed nie jest nazwą jednego zawodu ani jednego statusu prawnego. Opisuje relację. Za każdym razem trzeba zapytać: czy człowiek został kupiony, czy dostaje zapłatę, czy może odejść, czy pan może przekazać go dzieciom, czy potomstwo dziedziczy status, czy zarządza cudzym majątkiem, czy tylko używa dworskiej formuły pokory.
Samo słowo informuje, że istnieje pan. Nie mówi jeszcze, jakim jest panem.
W niektórych miejscach wątpliwości jest niewiele. Tekst mówi o kupowaniu ludzi, posiadaniu ich, przekazywaniu potomkom i pracy bez samodzielnego prawa do zakończenia relacji. Polski „niewolnik” nie jest wtedy publicystyczną przesadą. Jest opisem statusu.
W innych miejscach ebed dostaje wielbłądy, kosztowności i prawo reprezentowania Abrahama podczas negocjacji małżeństwa Izaaka. Może zarządzać całym domem, choć sam nadal pozostaje częścią tego domu. Wysokie stanowisko nie odpowiada na pytanie o wolność.
Jeden człowiek, kilka tabliczek
Życiorys Józefa wygląda jak kariera napisana przez dział personalny po spożyciu grzybów. Najpierw ukochany syn, później sprzedany człowiek, zarządca Potyfara, więzień, administrator więzienia i wreszcie jeden z najpotężniejszych urzędników Egiptu.
Człowiek pozostaje ten sam. Zmieniają się pan, zakres władzy i możliwość decydowania o sobie. Kompetencja nie rozcina kajdan. Czasem daje tylko większy gabinet w domu, z którego nadal nie wolno wyjść.
Ten sam ebed może być także formułą pokory. Dawid mówi Saulowi „twój ebed”, choć nie informuje, że król właśnie kupił jego dzieci i owce. W dawnych polskich listach autor podpisywał się „uniżony sługa”, nie oczekując, że adresat przyjedzie rano po krowę oraz prawa do potomstwa.
Kontekst jest różnicą między ukłonem a obrożą.
Ebed Boga
Po śmierci Mojżesz zostaje nazwany ebedem Jahwe. Hebrajski tekst nie sięga po osobne, eleganckie słowo dla wielkiego proroka. Używa tego samego rzeczownika, który może oznaczać kupionego człowieka.
Mojżesz nie jest jednak poniżoną własnością. Reprezentuje Boga, wykonuje Jego polecenia, spiera się z Nim i wstawia za ludem. Tytuł nie odbiera godności. Staje się najwyższym wyróżnieniem, jakie autor nadaje mu po śmierci.
Dawid, prorocy i cały Izrael również mogą zostać nazwani ebedami Boga. Jedno słowo przechodzi od człowieka wpisanego do majątku do narodu opisanego przez zadanie oraz przynależność.
O znaczeniu relacji nie decyduje tylko pozycja zależnego. Decyduje również pan.
Praca i kult
Z tego samego rdzenia pochodzi awoda: praca, służba, obowiązek, a w odpowiednich miejscach także służba kultowa. Język nie wznosi muru między pracą rolnika, obowiązkiem urzędnika i czynnością kapłana.
Nie znaczy to, że każda faktura staje się liturgią. Pokazuje jednak, że praca zawsze odbywa się wobec kogoś albo czegoś. Pytanie brzmi nie tylko: co robisz? Równie ważne jest: dla kogo?
Rdzeń עבד pojawia się po raz pierwszy nie na targu ludzi i nie w pałacu faraona. Pojawia się przy ziemi. W Księdze Rodzaju nie ma jeszcze człowieka, który mógłby ją uprawiać. Potem Bóg umieszcza człowieka w ogrodzie, żeby pracował i strzegł.
Najpierw jest praca. Dopiero później pot, przemoc, dług, bat i panowie przekonani, że cudzy czas należy do nich.
A chwilę po pierwszym zadaniu pojawia się pierwszy dzień, w którym praca ma się zatrzymać.
Poprzednie kazanko
Następne kazanko











Cześć, nie wiem na jakim etapie aktualnie jesteś w szukaniu wspólnoty. Może warto zainteresować się Kościołem Boży w Gdańsku (https://www.facebook.com/profile.php?id=61554200060524)?…