ROZDZIAŁ XXV
Telefon, który nie zna własnego pochodzenia
Telefon wie, gdzie jestem, dokąd jadę, ile zrobiłem kroków i o której w nocy sprawdzałem wiadomości, choć zdecydowanie nie było już po co. Rozpoznaje twarz, pamięta hasła, przewiduje następne słowo i regularnie proponuje film, którego nie zamierzałem oglądać.
Nie wie tylko, skąd pochodzi metal w jego wnętrzu.
Typowy smartfon zawiera około piętnastu różnych metali. W baterii, przewodach, płytkach, ekranie, głośnikach i układach elektronicznych znajdują się między innymi lit, kobalt, miedź, złoto, cyna, tantal oraz pierwiastki ziem rzadkich. To kieszonkowa kolekcja geologiczna, która nauczyła się wyświetlać reklamy.
Kilka gramów świata
Kobaltu używa się między innymi w baterii. Tantal pozwala budować małe kondensatory. Cyna trafia do połączeń lutowanych, złoto do elementów elektronicznych, a wolfram może zapewniać ciężar mechanizmowi wibracji.
Kiedy telefon drży w kieszeni, kawałek dawnej skały wykonuje polecenie aplikacji.
Unijne przepisy dotyczące ekoprojektu smartfonów wymagają podawania w dokumentacji między innymi przedziałów masy kobaltu w baterii, tantalu w kondensatorach oraz złota w urządzeniu. Telefon otrzymuje więc coraz dokładniejszy spis składników. Nadal nie dostaje nazwiska człowieka, który wydobył rudę.
Cztery litery: 3TG
Cyna, tantal, wolfram i złoto tworzą grupę nazywaną 3TG — od angielskich nazw tin, tantalum, tungsten i gold. Minerały te mogą pochodzić z obszarów, gdzie ich sprzedaż finansuje grupy zbrojne, korupcję, pracę przymusową oraz inne naruszenia praw człowieka.
Od 2021 roku unijni importerzy tych surowców muszą sprawdzać łańcuch dostaw i prowadzić procedury należytej staranności. Przepisy obejmują wydobycie, transport, handel, huty i rafinerie, ponieważ pieniądze mogą zniknąć po drodze znacznie szybciej niż sam metal.
Telefon może więc zawierać minerał konfliktowy, choć został złożony tysiące kilometrów od miejsca konfliktu. Wojna nie musi mieścić się w pudełku razem z ładowarką. Wystarczy, że wcześniej mieściła się w cenie rudy.
Kobalt
Kobalt nie należy do regulacyjnej czwórki 3TG, ale trafił pod osobne światło. Demokratyczna Republika Konga pozostaje kluczowym źródłem tego metalu, a kongijski kobalt zasila światowy przemysł baterii, elektroniki i pojazdów elektrycznych. Kraj jest również jednym z najważniejszych producentów tantalu.
Nie cały kobalt z Konga pochodzi z małych, nieformalnych kopalń. Istnieją duże zakłady przemysłowe, mniejsi operatorzy oraz górnictwo rzemieślnicze, w którym ludzie pracują prostymi narzędziami, często poza skutecznym nadzorem państwa.
Nie wolno połączyć tych światów jednym zdaniem:
„Kobalt wydobywają dzieci”. To chwytliwe. Nieprecyzyjne.
Dzieci rzeczywiście pracują jednak w części kongijskiego sektora wydobywczego. Kopią, przenoszą ciężary, sortują, kruszą i płuczą rudy kobaltu, miedzi, złota, cyny, tantalu oraz wolframu. Amerykański Departament Pracy umieszcza kongijską rudę kobaltu na liście dóbr powiązanych zarówno z pracą dzieci, jak i pracą przymusową.
Siedemdziesiąt osiem procent
W 2024 roku opublikowano badanie pracy przymusowej w kongijskim górnictwie kobaltu. W części obejmującej górników pracujących dla pracodawcy 78 procent badanych spełniało przyjęte kryteria pracy przymusowej. Autorzy oszacowali, że problem mógł dotyczyć od 67 do 80 tysięcy zatrudnionych pracowników.
Nie oznacza to, że 78 procent całego kobaltu świata wydobyto rękami niewolników. Badanie nie obejmowało każdego górnika, każdej kopalni ani każdej formy zatrudnienia. Dotyczyło określonej grupy pracowników i mierzyło konkretne wskaźniki przymusu.
Wśród nich znalazły się: brak możliwości odmówienia niebezpiecznej pracy, narzucane nadgodziny, oszukańcza rekrutacja, ograniczanie ruchu, groźby zwolnienia oraz zatrzymywanie wynagrodzenia. Niektórzy ludzie pracowali w słabo zabezpieczonych tunelach zagrożonych zawaleniem, przy złej wentylacji i bez odpowiedniego wyposażenia ochronnego.
Kopalnia nie potrzebuje wtedy żelaznej bramy.
Wystarczy, że człowiek może odmówić wejścia do tunelu tylko raz.
Sponsor
W części kopalń pojawia się pośrednik albo „sponsor”. Finansuje narzędzia, żywność lub rozpoczęcie pracy, a później odbiera udział w wydobyciu albo kontroluje rozliczenie. Taki układ może być zwykłą relacją handlową, ale może również zamienić się w dług, którego warunki ustala wyłącznie silniejsza strona.
Górnik wydobywa rudę, nie znając ostatecznej ceny. Sponsor waży materiał, potrąca koszty i mówi, ile zostało. Człowiek pracuje przy samym źródle metalu, ale znajduje się najdalej od informacji o jego wartości.
Telefon pokaże aktualną cenę kobaltu w kilka sekund. Górnik może nie znać ceny worka, który właśnie wyniósł. Raporty wskazują, że takie nieformalne zależności finansowe tworzą przestrzeń dla manipulowania płacą, zadłużenia i innych nadużyć.
Nie wystarczy wyrzucić kopalni z łańcucha
Najprostsza reakcja firmy brzmi:
— Nie kupujemy od małych kopalń.
Problem znika wtedy z raportu, ale niekoniecznie z życia górników. Wydobycie rzemieślnicze utrzymuje miliony ludzi na świecie. Całkowite wycofanie się z regionu może odebrać dochód również pracownikom, którzy nie używają pracy dzieci i próbują działać legalnie.
OECD ostrzega, że odcinanie ryzykownych obszarów bez próby poprawy warunków może zniszczyć źródła utrzymania całych społeczności. Należyta staranność nie ma więc polegać wyłącznie na eleganckim odsunięciu problemu poza tabelę dostawców.
Łatwo stworzyć telefon bez kobaltu z konkretnej wioski.
Trudniej stworzyć w tej wiosce życie bez głodu.
Metal traci adres
Ruda przechodzi z kopalni do handlarza, magazynu, zakładu wzbogacania, huty i rafinerii. Materiał z różnych źródeł może zostać połączony, przetworzony i sprzedany dalej. Po kilku etapach metal ma wysoką czystość i coraz mniej biografii.
Producent kondensatora nie musi znać górnika. Fabryka telefonu zna producenta kondensatora. Marka zna fabrykę, a sklep zna markę.
Ja znam kod odblokowania.
OECD wymaga od przedsiębiorstw analizy całego łańcucha — od kopalni po użytkownika końcowego — ponieważ ryzyka nie znikają podczas rafinacji. Znika głównie możliwość łatwego wskazania, z którego szybu przyjechał konkretny atom.
Kopalnia przy stole montażowym
Telefon nie powstaje w kopalni. Metal trzeba oczyścić, zamienić w chemikalia, blachy, przewody, baterie i tysiące małych elementów. Dopiero później urządzenie składa się w fabryce.
Na tym etapie problemy zmieniają ubranie. Zamiast tunelu mogą pojawić się szkodliwe substancje, niskie wynagrodzenia, nadmierne godziny pracy oraz ograniczanie działalności związkowej. OECD wymienia te zagrożenia w produkcji elektroniki, nie twierdząc przy tym, że każda fabryka telefonów jest obozem pracy.
To ważna różnica. Ciężka praca nie jest automatycznie niewolnictwem. Naruszenie norm czasu pracy nie jest tym samym co posiadanie człowieka.
Książka nadal pyta o wyjście: czy pracownik może odmówić, zmienić pracę, otrzymać zapłatę i odejść bez groźby, długu albo przemocy.
Raport producenta
Duże marki publikują raporty o dostawcach, audytach, hutach i źródłach minerałów. Tworzą kodeksy postępowania, procedury zgłaszania naruszeń oraz listy certyfikowanych zakładów.
To więcej niż nic.
Nie jest to wiedza absolutna.
Audyt może sprawdzić dokumenty przedstawione przez dostawcę. Certyfikat może potwierdzić, że huta stosuje określoną procedurę. System identyfikacji może śledzić worek rudy przez część drogi.
Żaden z tych dokumentów nie wchodzi jednak automatycznie z górnikiem do tunelu w chwili, gdy przełożony każe mu pracować mimo ryzyka zawalenia.
Telefon ma kilka aparatów.
Wciąż nie sfotografował własnych narodzin.
Urządzenie wraca do ziemi
Kiedy telefon staje się wolny od obowiązku działania, trafia do szuflady albo do odpadów. W 2022 roku świat wytworzył 62 miliony ton elektrośmieci. Tylko 22,3 procent tej masy zostało udokumentowane jako prawidłowo zebrane i poddane recyklingowi.
Wyrzucone urządzenia nadal zawierają miedź, złoto, kobalt oraz inne użyteczne materiały. Część jest demontowana poza formalnym systemem, nieraz w warunkach narażających ludzi na kontakt z toksycznymi substancjami.
Telefon zaczyna życie przy człowieku rozbijającym skałę. Może je zakończyć przy człowieku rozbijającym telefon. Pomiędzy nimi znajduje się użytkownik, który narzeka, że bateria po dwóch latach trzyma tylko do obiadu.
Instrukcja bez rozdziału pierwszego
Do telefonu dostaję informacje o bezpieczeństwie, gwarancji, pamięci, aparacie i prawidłowej utylizacji. Mogę sprawdzić numer seryjny, wersję systemu i stan baterii.
Nie znajduję rozdziału:
„Ludzie, którzy wydobyli materiały”.
Brak takiego rozdziału nie dowodzi, że mój telefon powstał dzięki pracy przymusowej. Uczciwy wniosek jest skromniejszy: bez dodatkowego dochodzenia nie potrafię tego wykluczyć.
Najbardziej inteligentny przedmiot w mojej kieszeni nie zna własnej historii. Albo zna. Tylko nie dostałem uprawnień. Odkładam telefon. Następny towar nie ma ekranu, baterii ani numeru seryjnego. Miał skrzela.
Poprzednie kazanko
Następne kazanko











Cześć, nie wiem na jakim etapie aktualnie jesteś w szukaniu wspólnoty. Może warto zainteresować się Kościołem Boży w Gdańsku (https://www.facebook.com/profile.php?id=61554200060524)?…