ROZDZIAŁ XV
Pensja przed zachodem i wół bez kagańca
Po wielkich słowach o wolności Biblia schodzi do sprawy mniej widowiskowej. Nie ma króla, przeciętego cielęcia, oblężenia ani miecza. Jest człowiek, który przepracował dzień i chce dostać pieniądze, zanim jego dzieci zaczną pytać, co będzie na kolację.
Biblia nie posiada kodeksu pracy w nowoczesnym sensie. Nie określa wymiaru urlopu, okresu wypowiedzenia ani temperatury, przy której pracownik może opuścić stanowisko. Ma jednak przekonanie, którego czasem brakuje kodeksom wiszącym elegancko w gablocie: niewypłacona pensja jest sprawą Boga.
„Nie będziesz uciskał swojego bliźniego ani go ograbiał. Zapłata najemnika nie pozostanie u ciebie do rana”.
Kpł 19,13 — przekład autora
Księga Powtórzonego Prawa dodaje szczegóły:
„Nie będziesz uciskał najemnika ubogiego i potrzebującego — czy jest jednym z twoich braci, czy przybyszem w twojej ziemi, w twoich bramach. Tego samego dnia dasz mu jego zapłatę, zanim zajdzie nad nią słońce, bo jest ubogi i na niej opiera swoje życie; aby nie wołał przeciw tobie do Jahwe i aby nie ciążył na tobie grzech”.
Pwt 24,14–15 — przekład autora
„Zanim zajdzie słońce” nie jest poetycką sugestią dla działu finansowego. Dzienny robotnik kupuje wieczorny chleb z dziennej zapłaty. Opóźnienie, które dla właściciela jest pozycją w księdze, dla najemnika staje się pustym garnkiem.
Jego płynność finansowa wynosi dokładnie jeden zachód słońca.
Pracownik nie jest kredytem obrotowym
Właściciel może mieć ziemię, zboże w spichlerzu, zwierzęta i krewnych gotowych pożyczyć mu pieniądze. Najemnik ma ręce oraz dzień, który właśnie sprzedał. Jeżeli nie dostanie zapłaty, nie może odzyskać przepracowanych godzin i zaoferować ich komuś innemu.
Czas został zużyty.
Prawo nie pozwala pracodawcy poprawiać własnej płynności cudzym głodem. Robotnik nie jest bezpłatną linią kredytową. Nie powinien finansować właścicielowi gospodarstwa kolacji, czekając na swoją do chwili, gdy księgowy wróci z pielgrzymki.
Zakaz obejmuje brata i przybysza. W przeciwieństwie do przepisów o siódmym roku, termin wypłaty nie sprawdza genealogii. Cudzoziemski najemnik jest tak samo głodny przed zachodem jak rodowity Izraelita.
Prawo nie mówi: zapłać mu szybko, ponieważ jest ważnym specjalistą i może odejść do konkurencji. Mówi: zapłać, bo jest ubogi i na tej zapłacie opiera życie.
Jego słabość nie uzasadnia opóźnienia.
Uzasadnia ochronę.
Krzyk pracownika przechodzi przez księgowość
Najemnik może wołać przeciw właścicielowi do Boga. Oznacza to, że pozornie prywatna sprawa między dwoma ludźmi przechodzi na poziom oskarżenia religijnego.
Pracodawca może wyjaśniać, że faktura oczekuje na zatwierdzenie, zbiór był słabszy, a wypłata zostanie zrealizowana w najbliższym możliwym terminie. Bóg w tym czasie widzi człowieka, który nie ma za co kupić chleba.
W biblijnym świecie krzyk ubogiego ma dziwną właściwość: przechodzi przez grube mury i dobrze zamknięte skrzynie.
Nie trzeba być niewolnikiem, żeby znaleźć się pod władzą człowieka kontrolującego twoje jedzenie. Najemnik jest formalnie wolny. Może nie przyjść następnego dnia. Jeżeli jednak dzisiejsza wypłata decyduje o tym, czy jego rodzina zje, przewaga właściciela staje się większa niż sam kontrakt.
Prawo próbuje skrócić tę przewagę do kilku godzin.
Wieczorem pieniądze mają zmienić właściciela.
Laban: teść, pracodawca i dział kadr
Jakub poznaje Rachelę przy studni i zakochuje się. Jej ojciec Laban zgadza się oddać mu córkę za siedem lat pracy. Jakub pracuje, nadchodzi wesele, robi się ciemno, a rano odkrywa, że poślubił Leę.
Laban wyjaśnia, że w ich okolicy nie wydaje się młodszej córki przed starszą. Informacja pojawia się dopiero po wykonaniu siedmioletniego kontraktu, ponieważ regulamin firmy rodzinnej był dostępny zapewne na odwrocie namiotu, drobnym pismem i po ciemku.
Jakub otrzymuje Rachelę w zamian za następne siedem lat.
Laban jest teściem, pracodawcą i działem kadr w jednej osobie — czyli konfliktem interesów ubranym w namiot.
Historia nie jest prostą opowieścią o niewinnym pracowniku. Jakub wcześniej oszukał własnego ojca oraz brata i wszedł do rodziny Labana jako człowiek doskonale rozumiejący elastyczne podejście do prawdy. Wreszcie spotyka kogoś, kto gra w tę samą grę, ale posiada więcej stad, córek i doświadczenia.
Dwie dekady później Jakub przedstawia rachunek:
„Dwadzieścia lat byłem z tobą. Twoje owce i kozy nie roniły, a baranów z twojej trzody nie jadłem. Rozszarpanego zwierzęcia nie przynosiłem ci; sam ponosiłem stratę. Z mojej ręki żądałeś tego, co skradziono za dnia i co skradziono nocą. Za dnia pożerał mnie upał, nocą mróz, a sen uciekał z moich oczu. Czternaście lat służyłem ci za twoje dwie córki i sześć lat za twoją trzodę, a ty dziesięć razy zmieniałeś moją zapłatę”.
Rdz 31,38–41 — przekład autora
Dwadzieścia lat doświadczenia i ciągle nowa umowa
Jakub pilnował stad w upale i zimnie. Ponosił odpowiedzialność za straty, również wtedy, gdy zwierzę zostało rozszarpane albo skradzione. Laban korzystał z jego pracy, wiedzy i rosnącej skuteczności, a wynagrodzenie zmieniał wtedy, gdy dotychczasowe warunki zaczynały zbyt dobrze służyć pracownikowi.
„Dziesięć razy” może oznaczać pełną serię zmian, niekoniecznie dokładnie dziesięć aneksów ułożonych chronologicznie w segregatorze. Sens jest jasny: zasady nie były stabilne. Laban ustalał je, kontrolował majątek i mógł zmieniać warunki, gdy wynik przestawał mu się podobać.
Jakub nie był niewolnikiem w znaczeniu własności człowieka. Mógł odejść, co ostatecznie zrobił. Problem polegał na tym, że odejście oznaczało konflikt z człowiekiem kontrolującym jego pracę, żony, dużą część majątku i miejsce zamieszkania.
Formalnie rodzina.
Praktycznie korporacja, z której przy wyjściu trzeba zabrać dzieci, zwierzęta oraz własne żony, zanim prezes zauważy brak w inwentarzu.
Jakub ucieka bez pożegnania. Laban rusza za nim. Pracownik odchodzący po dwudziestu latach nadal musi tłumaczyć właścicielowi, dlaczego zabrał rzeczy, które uważa za własne.
Kiedy jedna strona może dowolnie zmieniać zapłatę, a druga musi nocą wynosić swój dobytek, słowo „negocjacje” zaczyna wymagać dużej wyobraźni.
Bóg widzi zmianę stawki
Jakub przypisuje swoje ocalenie Bogu:
„Gdyby Bóg mojego ojca, Bóg Abrahama i Strach Izaaka, nie był ze mną, odprawiłbyś mnie teraz z pustymi rękami. Bóg widział moje utrapienie i pracę moich rąk”.
Rdz 31,42 — przekład autora
Powraca obraz pustych rąk. Laban chętnie korzystał z dwudziestu lat pracy, ale przy rozstaniu mógł uznać, że cały przyrost majątku należy wyłącznie do właściciela początkowych stad.
Jakub mówi, że Bóg widział pracę jego rąk. Nie tylko modlitwy, sny i rodzinne obietnice. Pracę.
Biblijny Bóg wykazuje niepokojącą skłonność do zaglądania za kulisy gospodarstwa. Widzi, kto śpi w domu, kto pilnuje zwierząt nocą i komu dziesięć razy zmieniono wynagrodzenie. Religia Labana mogła spokojnie mieszkać wśród domowych bożków. Bóg Jakuba interesował się również tabelą płac.
Święto po złej stronie muru
Laban twierdzi, że Jakub nie pozwolił mu pożegnać córek i wnuków, urządzić uczty oraz wysłać rodziny przy dźwiękach pieśni. Możliwe, że mówi szczerze. Być może rzeczywiście chciał zorganizować pożegnanie, wzruszyć się przy ognisku i zapewnić wszystkich, że rodzina pozostanie rodziną.
Może naprawdę chciał tylko chwycić się za ręce z ukochanym ebedem i odtańczyć w rodzinnym kółeczku kankana w rytm wesołej pożegnalnej piosenki, zrobić foto na Insta i dopiero wtedy pomachać mu na do widzenia.
Jakub nie wierzył mu na tyle, żeby zaryzykować jedną imprezą kolejnych lat.
To jest problem relacji opartej na długotrwałej przewadze. Nawet szczera propozycja brzmi podejrzanie, kiedy człowiek składający ją wcześniej podmienił pannę młodą i wielokrotnie zmieniał stawkę.
Zaufanie jest częścią wynagrodzenia, której nie da się wypłacić ostatniego dnia.
Laban i Jakub zawierają przymierze, ustawiają kamienny kopiec oraz rozchodzą się. Granica z kamieni ma zrobić to, czego nie potrafiło rodzinne uczucie: powstrzymać jednego przed wejściem na teren drugiego z wrogim zamiarem.
Czasem dobre ogrodzenie ratuje miłość rodzinną lepiej niż wspólne zdjęcie.
Zostaw coś na polu
Prawo pracy w Biblii nie kończy się na wypłacie. Obejmuje również człowieka, który nie ma właściciela, pracodawcy ani własnej ziemi.
Rolnik nie może zebrać wszystkiego.
„Kiedy będziecie zbierać żniwo waszej ziemi, nie będziesz żął aż do samego skraju pola i nie będziesz zbierał pokłosia swojego żniwa. Nie będziesz też dokładnie obierał swojej winnicy ani zbierał opadłych gron. Zostawisz je ubogiemu i przybyszowi”.
Kpł 19,9–10 — przekład autora
Księga Powtórzonego Prawa dodaje zapomniany snop, oliwki pozostawione po pierwszym otrząsaniu oraz resztki winogron. Właściciel ma prawo zebrać plon. Nie ma prawa zebrać wszystkiego z matematyczną dokładnością.
Prawo nakazuje gospodarstwu celową nieefektywność.
Dzisiejszy konsultant mógłby patrzeć na niewycięty skraj pola z bólem fizycznym. Tyle niewykorzystanego potencjału. Tyle kłosów pozostawionych bez monetyzacji. Tyle oliwek, których nikt nie wprowadził do kwartalnego wyniku.
Biblia odpowiada, że nie wszystko, co właściciel może zebrać, powinien zabrać.
Ubogi również pracuje
Pokłosie nie jest zwykłą jałmużną podawaną do ręki. Ubogi i przybysz muszą wejść na pole, schylać się, zbierać, wiązać i przenosić plon. Prawo daje dostęp do zasobu, ale pozostawia człowiekowi działanie.
Nie oznacza to, że pomoc trzeba zawsze uzależniać od wysiłku. Głodny, chory albo stary człowiek może potrzebować jedzenia bez egzaminu z pracowitości. W tym konkretnym systemie chodzi jednak o coś więcej niż resztki spadające ze stołu właściciela.
Ubogi ma prawo wejść na teren produkcji.
Nie musi prosić właściciela za każdym razem o osobistą łaskę. Część plonu została dla niego zabezpieczona przez prawo. Rolnik nie urządza castingu na najbardziej wzruszającą historię biedy. Ma zostawić kłosy.
Dobry właściciel nie jest dobry dlatego, że raz w roku robi zdjęcie przy worku z żywnością.
Jest dobry, gdy nie zbiera dla siebie ostatniego ziarna.
Rut wchodzi na cudze pole
Rut jest Moabitką, wdową i przybyszką. Wraca z Noemi do Betlejem bez ziemi, męża i majątku. Żeby zdobyć jedzenie, idzie zbierać pokłosie za żniwiarzami.
Trafia na pole Boaza.
Boaz jest właścicielem, człowiekiem zamożnym i krewnym rodziny Noemi. Może wykonać prawne minimum: pozwolić Rut zebrać to, czego robotnicy nie podnieśli. Robi więcej.
Nakazuje jej pozostać na jego polu, trzymać się pracujących kobiet i pić wodę zaczerpniętą przez ludzi z gospodarstwa. Poleca mężczyznom, aby jej nie dotykali. Przy posiłku zaprasza ją do jedzenia. Później rozkazuje żniwiarzom celowo wyciągać kłosy z wiązek i zostawiać je dla niej.
Boaz nie ogranicza dobroci do serdecznego powitania.
Przesuwa zasoby i wydaje polecenia ludziom posiadającym nad Rut przewagę.
To istotna różnica. Właściciel, który mówi ubogiej kobiecie „Bóg cię pobłogosławi”, a następnie pozwala pracownikom ją napastować jest pobożny jak pociąg bez maszynisty — jedzie dokładnie po torach, nie zważając, dokąd prowadzą.
Boaz zapewnia jedzenie, bezpieczeństwo i dostęp do pracy.
Modlitwę wzmacnia regulaminem.
„Nie dotykajcie jej”
Polecenie Boaza dotyczące bezpieczeństwa Rut mówi coś niewygodnego o świecie żniw. Samotna cudzoziemka pracująca za grupą mężczyzn mogła zostać upokorzona, przepędzona albo wykorzystana. Boaz nie zakłada, że jego pracownicy są porządnymi chłopakami i wszystko jakoś się ułoży.
Wydaje rozkaz.
Władza właściciela może tworzyć zagrożenie. Może również zostać użyta do jego ograniczenia. Dobry pan w Biblii nie jest dobry dlatego, że uśmiecha się do ubogiego. Jest dobry, gdy używa reguł, zasobów i autorytetu, by ubogi nie został zgnieciony przez ludzi silniejszych.
Rut wraca do Noemi z dużą ilością jęczmienia oraz resztą posiłku. Noemi od razu pyta, na czyim polu pracowała. Rozumie, że taki wynik nie jest dziełem przypadku ani wyjątkowo wydajnego schylania.
Ktoś ustawił warunki na jej korzyść. Boaz posiadał pole. Nie uznał, że posiada ostatni kłos.
Prorok zagląda do wagi
Prorocy wielokrotnie atakują gospodarkę zbudowaną na oszustwie. Amos opisuje ludzi czekających, aż skończy się święto i szabat, żeby ponownie otworzyć handel, zmniejszyć miarę, zwiększyć cenę i fałszować wagę. Chcą kupować ubogich za srebro, potrzebujących za parę sandałów i sprzedawać nawet odpad zboża.
Święto przeszkadza im w zarabianiu.
Nie dlatego, że zabrania pracy przez jeden dzień. Przeszkadza, bo przez kilka godzin muszą udawać, że człowiek jest ważniejszy niż marża.
Fałszywa waga jest małym narzędziem. Mieści się w dłoni. Nie wygląda jak bat, kajdany i armia faraona. Potrafi jednak codziennie odbierać ubogiemu kawałek jedzenia, aż po latach właściciel ma większy dom, a klient mniejsze dzieci.
Biblijna sprawiedliwość nie mieszka wyłącznie w wielkich ustawach.
Lubi sprawdzać odważniki.
Religia pachnąca pustym magazynem
Izajasz opisuje ludzi poszczących i szukających Boga, ale równocześnie uciskających pracowników. Pytają, dlaczego Bóg nie zauważa ich pobożności. Prorok odpowiada, że w dniu postu pilnują własnych interesów i poganiają wszystkich robotników.
Można nie jeść przez cały dzień i nadal karmić się cudzym wysiłkiem.
Post nie naprawia warunków pracy. Uroczyście pusty żołądek właściciela nie robi wrażenia na Bogu, jeżeli pracownik ma pusty żołądek bez wyboru.
Izajasz łączy prawdziwy post z rozwiązaniem więzów niesprawiedliwości, wypuszczeniem uciśnionych, dzieleniem chleba z głodnym i wprowadzeniem bezdomnego do domu. Religia nie zostaje oceniona po intensywności doznań osoby modlącej się.
Prorok zagląda, kto pracował, gdy pobożny człowiek przeżywał duchowe uniesienie. Kazalnica może być wysoka. Zapłata nadal pozostaje niska.
Bóg jako świadek przeciw pracodawcy
Malachiasz zapowiada sąd nad czarownikami, cudzołożnikami, krzywoprzysięzcami oraz ludźmi uciskającymi najemnika w zapłacie. Lista jest interesująca. Zatrzymanie wynagrodzenia trafia do towarzystwa grzechów, które kaznodzieje zazwyczaj wymawiają wolniej i z bardziej ponurą miną.
„Przybliżę się do was na sąd i będę szybkim świadkiem przeciw tym, którzy uciskają najemnika w jego zapłacie, wdowę i sierotę oraz odpychają przybysza”.
Ml 3,5 — przekład autora
Bóg przedstawia się jako świadek. Pracownik może nie mieć dokumentu, wpływowej rodziny ani dostępu do sądu. Pracodawca może uznać, że nikt nie widział umowy zawartej przy polu.
Malachiasz odpowiada, że świadek już jest.
I nie będzie zeznawał długo.
Zapłata zaczyna krzyczeć
List Jakuba przenosi tę samą myśl do świata bogatych właścicieli ziemskich:
„A teraz wy, bogaci, płaczcie i zawodźcie nad nieszczęściami, które na was przychodzą. Wasze bogactwo zgniło, a wasze szaty zostały zjedzone przez mole. Wasze złoto i srebro zardzewiało, a ich rdza będzie świadectwem przeciw wam i strawi wasze ciała jak ogień. Nagromadziliście skarby w dniach ostatecznych. Oto zapłata robotników, którzy zżęli wasze pola, zatrzymana przez was, krzyczy, a wołanie żniwiarzy dotarło do uszu Pana Zastępów. Żyliście na ziemi w przepychu i rozkoszy; utuczyliście swoje serca na dzień rzezi. Skazaliście i zabiliście sprawiedliwego; on wam się nie sprzeciwia”.
Jk 5,1–6 — przekład autora
Jakub nie informuje bogatych, że źle zarządzają wizerunkiem firmy. Każe im płakać.
Zatrzymana zapłata staje się osobnym świadkiem. Robotnik może milczeć ze strachu, wyjechać, umrzeć albo nie mieć dowodu. Pieniądze, których nie dostał, nadal krzyczą.
Krzyk dociera do „Pana Zastępów” — Boga armii. Właściciel może mieć strażników, urzędników i znajomych sędziów. Po drugiej stronie sporu stoi ktoś z nieco większym działem egzekucji.
Złoto, które rdzewieje
Jakub świadomie używa obrazu niemożliwego w prostym znaczeniu: złoto i srebro nie rdzewieją jak żelazo. Ich „rdza” jest moralnym rozkładem majątku zgromadzonego przez krzywdę.
Bogactwo nie zostaje potępione wyłącznie dlatego, że jest duże. Boaz jest zamożny i używa majątku do ochrony ludzi. Abraham posiada stada, a Józef zarządza magazynami. Problem zaczyna się wtedy, gdy cudza niewypłacona praca zostaje przerobiona na wygodę właściciela.
Robotnicy zżęli pola. Właściciel zatrzymał pieniądze. Następnie prawdopodobnie podziękował Bogu za obfite żniwo.
Jakub nie pozwala oddzielić tych trzech zdarzeń. Jeżeli zboże trafiło do spichlerza dzięki ludziom, którym nie zapłacono, modlitwa dziękczynna zaczyna pachnieć kradzieżą.
„Utuczyliście serca na dzień rzezi” jest obrazem celowo brutalnym. Bogaty uważa, że zgromadzony majątek zwiększa bezpieczeństwo. Jakub widzi zwierzę, które je coraz więcej, nie rozumiejąc, dlaczego właściciel tak troszczy się o jego wagę.
Biblijny czarny humor nie zawsze potrzebuje dowcipu.
Czasem wystarczy spichlerz i kalendarz.
Wół bez kagańca
Pośród przepisów Księgi Powtórzonego Prawa znajduje się jedno krótkie zdanie:
„Nie zawiążesz pyska wołowi młócącemu zboże”.
Pwt 25,4 — przekład autora
Wół chodził po ziarnie albo ciągnął narzędzie oddzielające ziarno od kłosów. Kagańcem można było uniemożliwić mu jedzenie podczas pracy. Właściciel otrzymywałby pełny plon, a zwierzę wykonywałoby pracę otoczone jedzeniem, którego nie wolno mu dotknąć.
Prawo mówi: pozwól mu jeść.
Nie dlatego, że wół podpisał układ zbiorowy. Pracuje przy ziarnie i powinien korzystać z części dobra, które pomaga uzyskać.
To najmniejszy pracowniczy przywilej w Biblii, a jednak niektóre modele gospodarcze potrafią zejść poniżej niego.
Paweł zatrudnia wołu jako argument
Paweł cytuje przepis o wołach, gdy broni prawa ludzi wykonujących pracę dla wspólnoty do utrzymania z tej pracy. Pyta, czy Bóg troszczy się wyłącznie o woły, i przenosi zasadę na oracza, młocarza oraz człowieka głoszącego Ewangelię.
Nie twierdzi, że Bóg nie dba o zwierzęta. Argumentuje od mniejszego do większego: skoro prawo chroni zwierzę pracujące przy ziarnie, tym bardziej nie należy odcinać człowieka od owocu jego pracy.
„Bo w Prawie Mojżesza jest napisane: Nie zawiążesz pyska młócącemu wołowi. Czy Bóg troszczy się o woły? Czy nie mówi tego przede wszystkim z naszego powodu? Zostało napisane ze względu na nas, ponieważ oracz powinien orać w nadziei, a młócący — w nadziei uczestniczenia w plonie”.
1 Kor 9,9–10 — przekład autora
Paweł używa tego samego wersetu także przy wynagradzaniu starszych wykonujących pracę dla wspólnoty. Wół staje się teologiem płacy, choć nie ukończył seminarium i całą karierę przemawiał głównie przez nozdrza.
Jego argument jest prosty: ten, kto wytwarza dobro, nie powinien być całkowicie odcięty od jego owocu.
Człowiek z kagańcem
Współczesna firma może osiągać ogromne przychody, podczas gdy ludzie wykonujący podstawową pracę nie są w stanie opłacić mieszkania, leczenia albo zwykłego odpoczynku. Z punktu widzenia księgowości wszystko może się zgadzać. Pracownik otrzymał stawkę rynkową, umowa została podpisana, a zarząd zgodnie z prawem wypłacił sobie nagrodę za wynik.
Wół mógłby patrzeć na taki model z podziwem.
Jemu przynajmniej nie zakładano kagańca i nie wysyłano później wiadomości o wspólnym sukcesie.
Zakaz kagańca nie tworzy pełnej teorii sprawiedliwego wynagrodzenia. Nie ustala procentowego udziału w zysku i nie wyjaśnia, jaka różnica płac jest dopuszczalna. Wprowadza jednak zasadę, której nie da się łatwo zagadać: praca tworzy moralne roszczenie do części owocu.
Nie cały plon należy automatycznie do pracownika. Właściciel wnosi ziemię, narzędzia, ryzyko i organizację. Nie cały plon należy też moralnie do człowieka posiadającego dokument własności.
Pośrodku chodzi wół.
I je.
Najemnik, niewolnik i zwierzę
Biblijne przepisy nie zrównują wszystkich tych statusów. Najemnik jest wolnym człowiekiem pracującym za zapłatę. Ebed może być kupiony i pozostawać pod znacznie szerszą władzą pana. Wół jest zwierzęciem należącym do gospodarstwa.
Prawo zadaje jednak wobec każdego podobne pytanie: ile właściciel może zabrać?
Najemnikowi nie może zabrać zapłaty do następnego dnia.
Ebedowi nie może zabrać całego tygodnia, oka i zęba bez konsekwencji ani — jeżeli jest Hebrajczykiem — całej przyszłości.
Wołowi nie może zabrać każdego ziarna znajdującego się w zasięgu pyska. Właściciel posiada ziemię, zwierzę, kontrakt albo prawo do pracy człowieka. Biblia uporczywie dodaje: nie posiadasz wszystkiego. Nie każda możliwość zysku jest twoim prawem.
Czy płaca wystarczy?
Terminowa wypłata nie czyni automatycznie pracy sprawiedliwą. Można zapłacić przed zachodem stawkę tak niską, że człowiek nadal nie przeżyje. Można uczciwie policzyć godziny, a jednocześnie stworzyć warunki niszczące zdrowie. Można zostawić wołu bez kagańca, ale prowadzić go tak długo, aż padnie.
Biblia nie daje jednej tabeli odpowiadającej na wszystkie te problemy. Buduje zestaw granic: termin płacy, odpoczynek, ochrona ciała, dostęp do plonu, pozostawienie części zbiorów ubogiemu, zakaz oszustwa oraz pamięć, że człowiek zależny może wołać do Boga przeciw silniejszemu.
Te granice nie tworzą raju pracowniczego.
Utrudniają właścicielowi udawanie, że wszystko, co legalnie może zrobić, jest moralnie dobre.
Dobre słowo nie zastępuje chleba
Biblia często nakazuje troskę o ubogiego, przybysza, wdowę i sierotę. Łatwo zamienić tę troskę w serdeczny język. Pracodawca dziękuje zespołowi za wysiłek, nazywa ludzi rodziną i zapewnia, że bez nich sukces nie byłby możliwy.
Następnie przelew nie przychodzi. Pwt 24 nie nakazuje właścicielowi powiedzieć najemnikowi, że jest ważny. Nakazuje zapłacić mu przed zachodem. Boaz nie tylko błogosławi Rut. Daje jej jeść, pić, pracować bez molestowania i wrócić do domu z jęczmieniem. Jakub nie skarży się wyłącznie na brak uznania. Mówi o dwudziestu latach pracy i dziesięciu zmianach wynagrodzenia. W biblijnej gospodarce dobre uczucia mogą tańczyć przy ognisku. Rano trzeba jeszcze otworzyć sakiewkę.
Cztery pytania o pracę
Z tych przepisów i historii można wyjąć cztery proste pytania. Czy zapłata przychodzi na czas? Czy osoba pracująca jest chroniona przed przemocą i oszustwem? Czy ma prawo do odpoczynku? Czy może korzystać z owocu swojej pracy?
Nie rozwiązują całej ekonomii. Nie podają idealnej stawki, podatku ani proporcji pomiędzy kapitałem a pracą. Niszczą jednak sporą część eleganckich usprawiedliwień.
Firma może być rentowna, nowoczesna i zgodna z prawem.
Laban również miał rosnące stada.
Pensja przed zachodem
Wolność nie zaczyna się wyłącznie od możliwości odejścia. Człowiek potrzebuje czegoś, z czym może wrócić do domu. Hebrajski ebed otrzymywał worek na drogę. Najemnik ma dostać zapłatę przed zachodem. Ubogi może wejść na pole po pokłosie. Rut ma wrócić do Noemi z jedzeniem. Wół może sięgnąć pyskiem po ziarno.
Biblia sprawdza gospodarkę przy końcu dnia.
Właściciel może przez cały dzień opowiadać o błogosławieństwie, wzroście i wspólnym wysiłku. Wieczorem pojawia się pytanie, kto zabiera plon, kto dostaje pieniądze, kto wraca z pełnymi rękami, a kto ma jedynie wdzięczność za możliwość rozwoju.
Słońce nie zachodzi wyłącznie nad polem.
Zamyka termin płatności.
W następnym rozdziale hebrajskie słowo ebed przejdzie do greki. Tłumacze będą musieli wybrać, czy widzą niewolnika, sługę, dziecko domu czy honorowego pomocnika.
Zanim zaczniemy ich oceniać, warto zapamiętać wołu. Grecki słownik może skomplikować znaczenie słowa. Pysk nadal wie, czy założono mu kaganiec.
Poprzednie kazanko
Następne kazanko











Cześć, nie wiem na jakim etapie aktualnie jesteś w szukaniu wspólnoty. Może warto zainteresować się Kościołem Boży w Gdańsku (https://www.facebook.com/profile.php?id=61554200060524)?…