Prawda nie potrzebuje ochroniarza
Moje zaufanie do Biblii nie polega na postanowieniu, że będę jej bronił bez względu na fakty. Gdyby istniał rzeczywisty dowód, że przedstawiony w Ewangelii życiorys Jezusa został świadomie sfałszowany, nie mógłbym zasłonić problemu dogmatem.
Podważyłoby to wiarygodność danej Ewangelii jako pisma natchnionego i zmusiłoby mnie do ponownego zbadania zaufania do całego kanonu.
Chrześcijanin nie powinien bronić Biblii jak adwokat klienta, o którego winie już wie. Nie powinien walczyć z faktami, ukrywać trudności ani wymyślać odpowiedzi tylko po to, aby uratować przyjęte wcześniej stanowisko. Jeżeli Biblia jest prawdziwa, nie potrzebuje ochrony przed uczciwym badaniem.
Dogmat użyty do zagłuszenia faktów jest niewiele wart. Prawda broni się sama, a przede wszystkim – zgodnie ze słowami Jezusa – wyzwala.
Czytam Biblię i analizuję przedstawione w niej fakty od około dwunastu lat. Napotykałem kwestie, których początkowo nie rozumiałem. Jedną z nich była pozorna rozbieżność pomiędzy rodowodami Jezusa.
Nie chciałem ani ogłaszać sprzeczności przed zbadaniem sprawy, ani udawać, że żadnego problemu nie ma. Zacząłem więc sprawdzać, jak funkcjonowały biblijne genealogie, czym był lewirat, jak odróżniano pochodzenie biologiczne od prawnego i dlaczego rodowody mogły pomijać pokolenia.
Okazało się, że zarzut sprzeczności powstaje głównie wtedy, gdy do starożytnego rodowodu przykładamy reguły współczesnego aktu urodzenia. Po uwzględnieniu biblijnego prawa i dawnego sposobu dziedziczenia pojawiają się racjonalne możliwości wyjaśnienia obu linii.
Nie oznacza to, że znamy każde brakujące małżeństwo i każde przejście praw. Oznacza natomiast, że nie mamy podstaw, by różnicę automatycznie uznać za dowód fałszerstwa.
Podobnie było z innymi trudnymi zagadnieniami. Wiele zarzutów wyglądało mocno, dopóki znałem jedynie ich skróconą wersję. Po sprawdzeniu tekstu, kontekstu i realiów epoki okazywało się, że Biblia mówi coś innego, niż przypisywał jej zarzut, albo że pozorna niezgodność ma racjonalne wyjaśnienie.
Każde takie badanie mogło zakończyć się utratą zaufania. W praktyce przynosiło skutek odwrotny. Im dokładniej analizowałem najbardziej kontrowersyjne fragmenty, tym bardziej rosło moje przekonanie o wiarygodności Biblii.
Nie ufam jej dlatego, że zabroniłem sobie zadawania pytań. Ufam jej również dlatego, że od dwunastu lat zadaję pytania i nie zamierzam uciszać ich łatwymi odpowiedziami.
Różnica nie jest jeszcze sprzecznością
Rodowody Mateusza i Łukasza są różne. Udawanie, że imiona stają się identyczne po odpowiednio pobożnym zmrużeniu oczu, nie ma sensu.
Różnica nie jest jednak tym samym co sprzeczność.
Sprzeczność wystąpiłaby, gdyby obaj autorzy twierdzili, że przedstawiają kompletne wykazy tych samych bezpośrednich relacji biologicznych. Tymczasem Mateusz świadomie skraca linię i układa ją dynastycznie, Łukasz prowadzi inną gałęzią, a Biblia zna lewirat, prawne przypisywanie potomstwa oraz przechodzenie dziedzictwa pomiędzy gałęziami rodu.
Nie znamy wszystkich wydarzeń pomiędzy Dawidem, Zorobabelem i Józefem. Brakująca informacja pozostaje jednak brakiem informacji. Nie wolno zamieniać jej ani w udowodnioną harmonię, ani w udowodnione fałszerstwo.
Mateusz pokazuje Jezusa jako potomka Abrahama i Dawida, dziedzica obietnicy, królewskiej dynastii oraz historii wygnania.
Łukasz umieszcza go w historii całej ludzkości, prowadzącej przez Adama aż do Boga.
Józef nie był biologicznym ojcem Jezusa, ale rzeczywiście był jego ojcem prawnym i rodzinnym. To przez przyjęcie przez Józefa Jezus został publicznie umieszczony w domu Dawida.
Rodowód Jezusa nie jest opowieścią o idealnej rodzinie, nieskazitelnej dynastii ani czystej krwi. Jest opowieścią o wierności Boga przechodzącej przez cudzoziemców, bezdzietność, lewirat, grzech, przemoc, wygnanie i setki lat ciszy.
Ludzie gubili drogę, królowie tracili tron, imperia niszczyły miasta, a całe pokolenia znikały z pierwszych stron historii. Obietnica jednak szła dalej.
I być może właśnie to jest najważniejszą informacją ukrytą w tej lawinie imion.
Najważniejsze teksty źródłowe
Juliusz Afrykański, List do Arystydesa, zachowany u Euzebiusza z Cezarei, Historia kościelna I,7.
Rdz 38;
Pwt 25,5–10;
Rt 4,18–22;
1 Krn 1–3;
Ezd 2,59–63;
Ne 7,61–65;
Jr 22,24–30;
Ag 1–2;
Mt 1–2;
Łk 1–4;
Poprzednie kazanko









Co o tym myślisz?
Jeśli spodobał Ci się ten referat i pobudził Cię do przemyśleń, podziel się tym w komentarzu lub pisząc do mnie. Jeśli dzięki temu artykułowi udało Ci się spojrzeć na tą kwestię z innej perspektywy to spełnił on zamierzony cel. Jeśli po lekturze skłaniasz się do zmiany swoich poglądów lub utwierdziłeś się w swoich przemyśleniach, które są sprzeczne z moimi to również chwała Bogu. Pomóż i mi znaleźć prawdę, dzieląc się ze mną i innymi czytelnikami swoimi argumentami na ten temat.