Czy rodowody są źródłem historycznym?
Tak. Pytanie nie brzmi, czy są źródłami historycznymi, lecz jakiego rodzaju są to źródła i czego można od nich wymagać po upływie dwóch tysięcy lat.
Ewangelie nie są współczesnymi aktami stanu cywilnego ani publikacjami naukowymi wydanymi przez PAN, opatrzonymi skanami dokumentów, numerami archiwalnymi i opisem metodologii. Są starożytnymi relacjami powstałymi w innym świecie dokumentowania przeszłości.
Nie oznacza to jednak, że autor mógł przypisać Jezusowi dowolnych przodków i liczyć, że nikt nie zapyta o szczegóły. Współcześni autorom znajdowali się w lepszym położeniu niż my. Żyli krewni poszczególnych rodzin, istniała pamięć rodowa i prywatne wykazy, a przynależność do znanych domów mogła być przynajmniej częściowo sprawdzana.
Autor publikujący rodowód przedstawiał zatem twierdzenie narażone na zakwestionowanie przez ludzi znających rodziny i lokalne tradycje. Szczególnie ryzykowne byłoby wymyślenie niedawnych przodków, których krewni mogli jeszcze żyć.
Dzisiaj nie posiadamy kompletnego archiwum pozwalającego sprawdzić każdą osobę pomiędzy Zorobabelem i Józefem. Pełna weryfikacja prywatnej genealogii sprzed dwóch tysięcy lat jest jednak wymaganiem praktycznie nierealnym również wobec innych starożytnych rodów.
Brak drugiego dokumentu potwierdzającego dane imię nie sprawia, że pierwszy dokument przestaje być źródłem. Niezależne potwierdzenia zwiększają pewność, ale pojedyncze świadectwo nie zamienia się przez samotność w baśń.
Należy też oddzielić teologiczne znaczenie od historycznej treści. Mateusz świadomie układa wykaz w trzy grupy po czternaście i pokazuje drogę od Abrahama przez Dawida i wygnanie aż do Chrystusa. Jest to interpretacja teologiczna. Nie wynika z niej, że wymienieni ludzie są fikcyjni.
Każda relacja historyczna wybiera i porządkuje fakty. Kronikarz wybiera wojny, biograf wydarzenia z życia, a genealog określoną linię. Selekcja materiału nie jest tym samym co jego wymyślenie.
Rodowody Jezusa są starożytnymi źródłami historycznymi, które przedstawiały poważne i przynajmniej częściowo sprawdzalne twierdzenie o jego tożsamości. To, że po dwóch tysiącach lat nie potrafimy niezależnie potwierdzić każdego ogniwa, nie dowodzi, że autorzy opowiadali teologiczną bajkę.
Czy starożytni nie zauważyli problemu?
Nie zachowała się żydowska polemika z I wieku, która zestawiałaby oba rodowody i wykazywała ich fałszywość. Nie dowodzi to, że nikt nigdy nie zadawał pytań, ponieważ zachowała się tylko niewielka część starożytnych rozmów i tekstów.
Jest to jednak interesujące. Rodowody powstały w kulturze, która nadal rozumiała ich funkcję, a chrześcijańskie pisma krążyły wśród ludzi mających znacznie lepszy dostęp do rodzinnej pamięci niż my.
Najpóźniej na początku III wieku różnicę już omawiano, skoro Juliusz Afrykański przedstawił jej lewirackie wyjaśnienie. Henryk nie jest więc pierwszym człowiekiem, który coś tutaj wywąchał. Spóźnił się jedynie o około osiemnaście stuleci, co przy badaniu rodowodu obejmującego tysiące lat nadal można uznać za niezły wynik.
Poprzednie kazanko









Co o tym myślisz?
Jeśli spodobał Ci się ten referat i pobudził Cię do przemyśleń, podziel się tym w komentarzu lub pisząc do mnie. Jeśli dzięki temu artykułowi udało Ci się spojrzeć na tą kwestię z innej perspektywy to spełnił on zamierzony cel. Jeśli po lekturze skłaniasz się do zmiany swoich poglądów lub utwierdziłeś się w swoich przemyśleniach, które są sprzeczne z moimi to również chwała Bogu. Pomóż i mi znaleźć prawdę, dzieląc się ze mną i innymi czytelnikami swoimi argumentami na ten temat.