Kiedy byłem katolikiem, mniej więcej wiedziałem, co muszę robić, żeby po śmierci dostać się do czyśćca. Niebo było dla wybitnych jednostek: tych ludzi z żywotów świętych, których przedstawiano tak, jakby urodzili się już z aureolą, a potem przez całe życie pilnowali, żeby jej nie przekrzywić. W świecie, w którym mnie wychowywano, zwykły człowiek mógł najwyżej liczyć na to, że umrze odpowiednio przygotowany, a potem jakoś przecierpi resztę po drugiej stronie. Pisałem już o tych

[…] jest ze słowem „święty”. Pisałem o tym szerzej w kazanku „A Ty co, święty?”. W naszym języku święty oznacza niemal człowieka bezgrzesznego. W Biblii punkt […]