Poniższa historia przydarzyła mi się naprawdę. Imiona bohaterów i podmiotów mogą być zmienione. Ostatnie żarcie To wydarzyło się na jednej z ulic gdyńskiego śródmieścia pewnego ciepłego lipcowego dnia. Wróciłem z zapiekanki na mieście do domu, a zarazem miejsca pracy. Pierwszy etap swoich obowiązków na ten dzień miałem perfekcyjnie zapięty na ostatni guzik. Kot wylegiwał się na parapecie w słońcu, a jego lenistwo promieniowało również na mnie, przez co zapadłem w głęboki sen popołudniowej

Jak już pisałem, czekam z ciekawością na szerszą publikację na najcięższe tematy, niemniej tytułem polemiki do ostatniego i przedostatniego Pana…